Prawidłowo wskazane oddychanie przez usta traktuje się w stomatologii i ortodoncji jako istotną dysfunkcję narządu żucia. Chodzi tu o utrwalony, przewlekły sposób oddychania, gdy pacjent niemal stale ma otwarte usta i pobiera powietrze przez jamę ustną, a nie przez nos. Taki nawyk zmienia pozycję żuchwy, ustawienie języka i napięcie mięśni okołowargowych, policzków oraz mięśni żucia. Moim zdaniem to jedno z częstszych tzw. zaburzeń czynnościowych, które później „psują” cały układ stomatognatyczny: sprzyjają wadom zgryzu (np. zgryz otwarty, tyłozgryz), zwężeniu łuków zębowych, wysokiemu podniebieniu gotyckiemu. W praktyce technika dentystycznego widać to przy planowaniu aparatów ortodontycznych czy szyn – łuki są wąskie, zęby stłoczone, a kontakty zgryzowe niestabilne. Długotrwałe oddychanie przez usta wysusza śluzówkę, pogarsza samooczyszczanie, może nasilać próchnicę i stany zapalne przyzębia. Dobre standardy postępowania mówią, że taką dysfunkcję trzeba zawsze odnotować w dokumentacji i zgłosić lekarzowi, bo bez korekty toru oddychania efekty leczenia ortodontycznego czy protetycznego będą mniej trwałe. W terapii często współpracuje się z laryngologiem, logopedą i fizjoterapeutą, a pacjent uczy się ćwiczeń oddechowych i prawidłowego ułożenia języka oraz warg w spoczynku. Warto o tym pamiętać przy każdej analizie zgryzu i planowaniu konstrukcji aparatów lub protez, bo funkcja w praktyce zawsze wygrywa z samą estetyką.
Wiele osób intuicyjnie zalicza do dysfunkcji narządu żucia różne parafunkcje i złe nawyki, ale w klasycznym ujęciu nie każde nieprawidłowe zachowanie jamy ustnej jest od razu dysfunkcją całego układu stomatognatycznego. Zgrzytanie zębami, czyli bruksizm, to typowa parafunkcja – bardzo ważna klinicznie, bo prowadzi do starcia zębów, przeciążenia stawów skroniowo‑żuchwowych, bólów mięśni żucia. Jednak w pytaniach testowych często rozróżnia się bruksizm jako parafunkcję od dysfunkcji związanych bardziej z nieprawidłową funkcją podstawową, jak oddychanie, żucie czy połykanie. Bruksizm klasyfikuje się zwykle jako zaburzenie parafunkcyjne, często o podłożu stresowym lub neurologicznym, a nie jako podstawową dysfunkcję narządu żucia w sensie podręcznikowym. Podobnie przygryzanie wargi zaliczamy do parafunkcji ustno‑wargowych. Może ono wpływać na ustawienie siekaczy, powodować urazy błony śluzowej, ale jest to raczej miejscowy, nawykowy problem, który nie zmienia tak kompleksowo warunków zgryzowo‑mięśniowych jak przewlekłe oddychanie przez usta. Nawykowe żucie gumy też bywa kłopotliwe: przeciąża mięśnie żucia, może sprzyjać dolegliwościom stawu skroniowo‑żuchwowego, czasem nawet powodować niesymetryczną pracę mięśni. Z mojego doświadczenia wielu uczniów ma tendencję, żeby wrzucać wszystkie takie zachowania do jednego worka „dysfunkcja”. A w literaturze i dobrych standardach diagnostycznych robi się jednak wyraźne rozróżnienie między parafunkcjami (zgrzytanie, przygryzanie wargi, gryzienie ołówka, nadmierne żucie gumy) a dysfunkcjami podstawowych czynności, takich jak oddychanie czy połykanie. To rozróżnienie jest ważne praktycznie: inaczej planuje się terapię, inaczej współpracuje ze specjalistami (logopeda, laryngolog, fizjoterapeuta), a także inaczej ocenia się wpływ danego zaburzenia na rozwój wad zgryzu. W testach egzaminacyjnych autorzy zwykle trzymają się tej bardziej „książkowej” definicji, stąd poprawną odpowiedzią jest oddychanie przez usta, mimo że pozostałe nawyki też są klinicznie istotne.