Prawidłowo wskazana funkcja aparatów retencyjnych to utrwalanie efektów leczenia ortodontycznego po zdjęciu aparatu. W ortodoncji przyjmuje się, że samo wyprostowanie zębów to dopiero połowa sukcesu. Po zakończeniu fazy aktywnej, czyli po zdjęciu aparatu stałego lub zakończeniu działania aparatu ruchomego, włókna ozębnej, dziąseł oraz pamięć mięśni i tkanek miękkich „ciągną” zęby z powrotem w stare położenie. Aparat retencyjny ma za zadanie właśnie ustabilizować nową pozycję zębów, aż do przebudowy aparatu zawieszeniowego i kości wyrostka zębodołowego. Z mojego doświadczenia to właśnie zaniedbanie retencji jest najczęstszą przyczyną nawrotu wady zgryzu. W praktyce stosuje się różne formy retencji: płytki retencyjne z akrylu z łukiem wargowym, retainery stałe z drutu przyklejone od strony podniebiennej/językowej siekaczy, przezroczyste szyny retencyjne typu Essix. Dobór aparatu zależy od rodzaju wady, wieku pacjenta, stopnia ryzyka nawrotu i współpracy. Dobrą praktyką jest indywidualne zaplanowanie okresu retencji – u młodzieży minimum kilka lat, a przy większych rotacjach zębów lub dużych przemieszczeniach często zaleca się retainer stały na wiele lat, czasem wręcz „na stałe”. W standardach postępowania ortodontycznego retencja jest traktowana jako trzecia, obowiązkowa faza leczenia (po diagnostyce i fazie aktywnej), a nie jakiś dodatek. W gabinecie technik często wykonuje płyty retencyjne bardzo podobne do czynnych aparatów ruchomych, ale bez śrub i sprężyn – bo tu nie chodzi już o przesuwanie zębów, tylko o ich stabilizację. Dobrze dopasowany i systematycznie noszony aparat retencyjny to realne zabezpieczenie efektów często wieloletniej terapii.
W tym pytaniu łatwo się pomylić, bo odpowiedzi brzmią dość fachowo, ale opisują zupełnie inne grupy aparatów niż retencyjne. Aparat retencyjny, zgodnie z definicją ortodontyczną, nie ma za zadanie aktywnie korygować zgryzu ani wpływać na funkcję mięśni, tylko utrzymać to, co zostało już osiągnięte w fazie leczenia czynnego. Umieszczanie płyty akrylowej w przedsionku jamy ustnej i „regulowanie działania mięśni zewnątrzustnych” kojarzy się raczej z regulatorami funkcji, aktywatorami, aparatami typu Frankel, które są aparatami czynnościowymi. One faktycznie wykorzystują wpływ tkanek miękkich i mięśni do modyfikacji wzrostu i ustawienia zębów, ale to nie jest retencja, tylko leczenie aktywne, często u pacjentów rosnących. Podobnie „prowokowanie nieświadomych reakcji mięśniowych dzięki elementom czynnym” odnosi się do aparatów z wbudowanymi sprężynami, śrubami, pętlami, które generują siły ortodontyczne i zmuszają mięśnie oraz język do adaptacji. Aparaty retencyjne z założenia nie powinny mieć elementów czynnych, bo ich rolą nie jest dalsze przesuwanie zębów, tylko stabilizacja nowej pozycji. Jeśli retainer zacząłby działać jak aparat czynny, mógłby wręcz zepsuć wynik leczenia. Ostatnia koncepcja, czyli „przygotowanie jamy ustnej do leczenia ortodontycznego”, to też inny etap. Przygotowanie obejmuje często sanację jamy ustnej, leczenie próchnicy, usunięcie kamienia, czasem ekstrakcje ortodontyczne, szlifowanie prowadzeń czy nawet stosowanie aparatów rozbudowujących łuk zębowy przed założeniem aparatu stałego. To nie jest retencja, tylko przygotowanie przed leczeniem właściwym. Typowy błąd myślowy polega tu na wrzucaniu wszystkich aparatów ruchomych do jednego worka i zakładaniu, że skoro coś jest z akrylu i drutu, to może robić wszystko: leczyć, przygotowywać i utrwalać. W ortodoncji jednak jasno rozróżnia się aparaty czynne, czynnościowe i retencyjne, a ich funkcje są ściśle zdefiniowane w dobrych praktykach klinicznych.