W protezach częściowych główną siłą utrzymującą je na podłożu jest siła tarcia, czyli opór przesuwania się elementów protezy po zębach filarowych i po śluzówce. W praktyce oznacza to głównie działanie klamer retencyjnych, prowadnic, płyty protezy i dobrze zaplanowanego toru wprowadzania. Moim zdaniem to jest takie „mechaniczne zakleszczenie” połączone z odpowiednio dobranym podcieniem na zębach – jeśli klamry są prawidłowo zaprojektowane paralelometrem, to proteza po prostu nie ma ochoty sama wypaść. W standardach protetycznych przy protezach częściowych zawsze kładzie się nacisk na analizę paralelometryczną, dobór podparć, cierni i klamer tak, żeby generować odpowiednią siłę tarcia przy minimalnym przeciążeniu zębów filarowych. Adhezja i kohezja mają tu znaczenie drugorzędne, bo w protezach częściowych pole kontaktu płyty z błoną śluzową jest mniejsze niż przy protezach całkowitych, a dodatkowo proteza częściowa opiera się głównie na zębach, nie tylko na śluzówce. W dobrze wykonanej protezie częściowej klamry obejmują zęby w strefie podcienia, a ich sprężystość oraz dokładne przyleganie ramion retencyjnych i stabilizujących wytwarzają tarcie, które przeciwdziała siłom wyrywającym podczas żucia, mówienia czy ziewania. W codziennej pracy technika czy lekarza oznacza to, że kluczowe jest prawidłowe ustawienie osi wprowadzenia, dobranie właściwych klamer (np. Roach, Ackers, pierścieniowe) i kontrola, czy po odlewie i wykończeniu konstrukcji metalowej retencja jest wystarczająca, ale nie za duża. Z mojego doświadczenia największy problem jest wtedy, gdy ktoś przecenia „przyssanie” płyty i zaniedbuje właściwą geometrię klamer – wtedy proteza częściowa zwykle albo spada, albo odwrotnie, jest tak zablokowana, że pacjent boi się ją zdejmować.
W protezach częściowych łatwo pomylić główne mechanizmy utrzymania, szczególnie jeśli wcześniej kojarzyło się protezy głównie z protezami całkowitymi. Wiele osób intuicyjnie myśli o mięśniach i o tzw. równowadze mięśniowej, ale to podejście jest bardziej charakterystyczne dla protez całkowitych, gdzie kształt płyty, wałów policzkowych czy brzeżnych ma współpracować z językiem, policzkami i wargami. W protezie częściowej mięśnie mogą pomagać w stabilizacji, ale nie są główną siłą utrzymującą – tu decydują elementy mechaniczne, czyli klamry, ciernie, prowadnice, a więc głównie tarcie w okolicy podcieni na zębach filarowych. Podobny błąd dotyczy adhezji. Adhezja, czyli przyleganie śliny między powierzchnią płyty a błoną śluzową, ma duże znaczenie w protezach całkowitych, bo tam mamy dużą, ciągłą płytę podniebienną czy żuchwową, która może się „przyssać” do podłoża. W protezach częściowych powierzchnia płyty jest zwykle mniejsza, często przerywana elementami szkieletowymi, a dodatkowo konstrukcja opiera się na zębach, więc efekt adhezji jest ograniczony i nie może być traktowany jako główne źródło utrzymania. Kohezja, czyli siły wewnętrzne w samej warstwie śliny, również odgrywa pewną rolę, ale znowu – bardziej w protezach całkowitych, gdzie film ślinowy między protezą a śluzówką jest równomierny i rozległy. W protezach częściowych ślina często jest przerywana przez elementy metalowe, przerwy, podcienie i nie tworzy tak stabilnego „mostka” jak w protezach całkowitych. Typowy błąd myślowy polega na przenoszeniu pojęć z jednego typu protezy na drugi: skoro w książkach przy protezach całkowitych podkreśla się adhezję i kohezję, to ktoś automatycznie zakłada, że to samo będzie dominować w protezach częściowych. W dobrych praktykach protetycznych przy protezach częściowych najważniejsze jest jednak zaprojektowanie odpowiedniej retencji mechanicznej: analiza paralelometryczna, właściwy dobór podcieni, kształt klamer, ich sprężystość oraz prawidłowe rozłożenie podparć. Dopiero na tym tle adhezja, kohezja i współpraca mięśni traktowane są jako czynniki wspomagające, ale nigdy podstawowe.