Na rysunku strzałka wskazuje mięsień żuchwowo-gnykowy, czyli musculus mylohyoideus. To jest typowy schemat dna jamy ustnej oglądanego od strony językowej: widać trzon żuchwy, łuk zębowy i szerokie, wachlarzowate włókna biegnące od kresy żuchwowo-gnykowej do kości gnykowej oraz szwu pośrodkowego. Mięsień żuchwowo-gnykowy tworzy zasadniczą część dna jamy ustnej, leży powierzchownie w stosunku do mięśnia bródkowo-gnykowego i rylcowo-językowego, dlatego na schematach właśnie on jest tak szeroko rozlany, jak na tym obrazku. Z mojego doświadczenia to jedno z ważniejszych miejsc orientacyjnych przy planowaniu protez całkowitych dolnych – przebieg mięśnia i jego przyczep do kresy żuchwowo-gnykowej decydują o tym, jak wysoko i jak grubo można modelować brzeg językowy płyty protezy, żeby nie było jej wypychania podczas unoszenia dna jamy ustnej i ruchów języka. W praktyce protetycznej uwzględnia się tzw. strefę neutralną i tor ruchu tkanek miękkich, a mięsień żuchwowo-gnykowy ma w tym kluczowy udział. Uczciwie mówiąc, kto dobrze rozumie jego przebieg, dużo łatwiej radzi sobie z utrzymaniem protezy dolnej i z prawidłowym ukształtowaniem granic wycisku funkcjonalnego. Dodatkowo mięsień ten współpracuje z mięśniami nadgnykowymi przy obniżaniu żuchwy oraz przy unoszeniu kości gnykowej podczas połykania, co ma znaczenie w ocenie funkcji żucia, mowy i połykania u pacjentów przed leczeniem protetycznym. W badaniu klinicznym warto palpacyjnie orientować się, gdzie mniej więcej przebiega kresa żuchwowo-gnykowa, bo wysokie jej położenie może utrudniać stabilizację protezy i wymuszać modyfikację projektu płyty.
Na tym schemacie bardzo łatwo pomylić mięśnie dna jamy ustnej, bo patrzymy na uproszczony rysunek, a nie preparat anatomiczny. Wiele osób intuicyjnie zaznacza mięsień bródkowo-gnykowy, bo kojarzy go z okolicą podbródka, jednak ten mięsień jest wąski, leży głębiej i przyczepia się do kolca bródkowego żuchwy, a nie szerokim wachlarzem do kresy żuchwowo-gnykowej. Na typowych rycinach jest on przedstawiany jako wąski pas biegnący niemal w linii pośrodkowej, a nie jako rozległa płaszczyzna tworząca całe dno jamy ustnej. Podobnie błędne bywa wskazanie mięśnia rylcowo-językowego – tutaj przeszkadza nazwa, bo zawiera słowo „językowy”, więc część osób automatycznie kojarzy go z okolicą języka widoczną na rysunku. Ten mięsień w rzeczywistości rozpoczyna się na wyrostku rylcowatym kości skroniowej, przebiega głęboko i skośnie, dochodząc do bocznej ściany języka, i na takich prostych schematach dna jamy ustnej zwykle w ogóle nie jest pokazany. Jeszcze inny trop myślowy to mięsień mostkowo-językowy, który w klasycznym opisie anatomicznym praktycznie nie występuje jako odrębny, standardowy mięsień u człowieka; w nomenklaturze używanej w stomatologii i protetyce nie ma on znaczenia praktycznego. W testach bywa to trochę podchwytliwe, ale dobrą praktyką jest zawsze patrzeć na kształt i rozległość zaznaczonego mięśnia: jeśli tworzy on szeroką przeponę dna jamy ustnej, biegnie od wewnętrznej powierzchni trzonu żuchwy do kości gnykowej i szwu pośrodkowego, to musi być mięsień żuchwowo-gnykowy. Z mojego punktu widzenia warto sobie zapamiętać, że to właśnie on ma największy wpływ na kształt okolicy językowej protez dolnych i na przebieg tzw. podjęzykowej granicy wycisku, co jest standardem w dobrej praktyce protetycznej.