Wybór artykulatora indywidualnie nastawialnego do montowania modeli pod szyny zgryzowe jest jak najbardziej zgodny z dobrą praktyką protetyczną. Przy szynach, zwłaszcza relaksacyjnych czy repozycyjnych, kluczowe jest możliwie wierne odtworzenie rzeczywistych warunków zgryzowych pacjenta: torów ruchu kłykci żuchwy, kąta pochylenia stoku stawowego, prowadzenia siecznego i kłowego, a także ewentualnych parafunkcji. Artykulator indywidualnie nastawialny pozwala na przeniesienie do urządzenia danych z łuku twarzowego i rejestrów zwarciowych, a potem ich dokładne ustawienie – dzięki temu szyna jest projektowana i obrabiana w warunkach maksymalnie zbliżonych do stawu skroniowo‑żuchwowego pacjenta. Moim zdaniem to jest szczególnie ważne u osób z dolegliwościami ze strony SSŻ, bruksizmem, bólami mięśni żucia czy złożonymi zaburzeniami okluzji. Szyna wykonana na takim artykulatorze ma większą szansę zapewnić równomierne kontakty zębowe, prawidłowe prowadzenie przednie i boczne, rozłożenie sił żucia oraz odciążenie stawu i mięśni. W praktyce technika wygląda to tak, że najpierw przenosi się orientację szczęki z pomocą łuku twarzowego, potem ustala pozycję żuchwy odpowiednimi rejestratami (np. centralna relacja, pozycja terapeutyczna), a następnie ustawia się parametry artykulacyjne zgodnie z rejestratami i obserwacją kliniczną. Pozwala to na kontrolowane szlifowanie powierzchni okluzyjnej szyny, symulację ruchów protruzji i laterotruzji oraz korektę kontaktów przed oddaniem pracy. W standardach nowoczesnej protetyki i okluzjologii przyjmuje się, że im bardziej funkcjonalna i terapeutyczna jest szyna, tym bardziej wskazany jest artykulator o szerokich możliwościach indywidualnej regulacji. Dlatego właśnie indywidualnie nastawialny artykulator jest tu najbardziej korzystnym wyborem, a pozostałe typy są raczej kompromisem lub rozwiązaniem awaryjnym.
Przy szynach zgryzowych bardzo łatwo jest zlekceważyć znaczenie precyzyjnego odwzorowania warunków czynnościowych stawu skroniowo‑żuchwowego i uzębienia. Często pojawia się myślenie, że skoro to tylko „plastikowa nakładka”, to wystarczy jakikolwiek artykulator, byle modele się jakoś zazębiały. To prowadzi właśnie do wyboru konstrukcji częściowo nastawialnych albo o stałych parametrach artykulometrycznych. Takie urządzenia pozwalają co prawda na wykonanie podstawowej pracy protetycznej, ale ich ograniczeniem jest brak możliwości pełnego odwzorowania indywidualnych torów ruchu kłykci, kąta stoku stawowego czy prowadzenia siecznego. Parametry są uśrednione, fabryczne. U jednego pacjenta może to jakoś zadziałać, a u innego doprowadzi do przeciążeń mięśni, utrzymywania parafunkcji albo braku oczekiwanego efektu terapeutycznego szyny. Jeszcze gorszym pomysłem jest korzystanie z artykulatora sztywnego, bez możliwości wykonywania ruchów bocznych. W takim układzie technik widzi praktycznie tylko statyczne zwarcie, a całkowicie pomija się dynamikę żucia, protruzję, laterotruzję i ruchy nawracające. Szyna wykonana w ten sposób może w gabinecie wyglądać na „dopasowaną”, ale w realnym użytkowaniu będzie często powodować zakłócenia prowadzenia, punktowe kontakty, a nawet nasilenie dolegliwości bólowych. Typowym błędem myślowym jest tu założenie, że każdy artykulator „i tak symuluje ruchy”, więc szczegóły nie mają znaczenia. Tymczasem w okluzjologii obowiązuje zasada maksymalnej indywidualizacji tam, gdzie praca ma wpływać na funkcję stawu i mięśni, a nie tylko odtwarzać brakujące zęby. Z tego powodu przy szynach relaksacyjnych, repozycyjnych czy stabilizacyjnych zaleca się artykulatory indywidualnie nastawialne, które można precyzyjnie wyregulować na podstawie łuku twarzowego i rejestratów zwarciowych. Pozostałe typy urządzeń mogą być użyteczne przy prostszych pracach, ale nie zapewniają takiej kontroli nad warunkami czynnościowymi, jaka jest potrzebna przy prawidłowo zaplanowanej terapii szyną.