Najczęstszą przyczyną niepełnego odlewu metalowej podbudowy mostu jest rzeczywiście niewłaściwe rozmieszczenie kanałów odlewniczych. W praktyce technicznej to właśnie system kanałów decyduje, czy stop metalu w ogóle dotrze pod odpowiednim ciśnieniem i z odpowiednią prędkością do wszystkich fragmentów formy. Jeżeli kanały są zbyt wąskie, za długie, umieszczone zbyt daleko od masywnych części konstrukcji albo skierowane pod niekorzystnym kątem, metal zaczyna gwałtownie stygnąć w drodze i dochodzi do tzw. niedolania – braków w przęsłach, przy filarach, w delikatnych łukach. Z mojego doświadczenia wynika, że szczególnie zdradliwe jest umieszczenie jednego grubego kanału tylko od strony jednego filaru mostu: metal zalewa wtedy głównie tę stronę, a dalsze przęsła zostają częściowo puste lub z porowatością. Dobre praktyki odlewnicze zalecają zaprojektowanie rozgałęzionego systemu kanałów doprowadzających i odpowietrzających, tak żeby każdy segment podbudowy miał zapewniony płynny dopływ metalu i możliwość ujścia gazów. W mostach wieloprzęsłowych stosuje się zwykle kilka kanałów doprowadzających, umieszczonych bliżej najmasywniejszych części, oraz kanały wznoszące pełniące rolę zbiorników i odpowietrzenia. Ważne jest też, żeby kanały nie były przyczepione do najcieńszych, najbardziej wrażliwych fragmentów, bo wtedy łatwo o deformacje i skurczowe ubytki. W nowoczesnych pracowniach technicznych często robi się wręcz mały „projekt kanałów” na modelu wosku, zamiast przyklejać je na oko. Moim zdaniem to jest jedna z tych czynności, gdzie technik naprawdę pokazuje swój kunszt – poprawne rozmieszczenie kanałów rozwiązuje 80% problemów z odlewem i oszczędza mnóstwo czasu na poprawki, lutowanie czy powtarzanie całej pracy.
Niepełny odlew metalowej podbudowy mostu zwykle kusi, żeby winę zrzucić na sam metal albo na masę osłaniającą, ale w większości przypadków to nie jest główna przyczyna. Przegrzanie metalu może oczywiście pogorszyć jego strukturę, spowodować większą utlenialność, porowatość, kruchość czy zmianę właściwości mechanicznych, ale sam fakt, że stop jest za bardzo nagrzany, rzadko skutkuje typowym „niedolaniem” przęsła. Częściej widzi się wtedy nadtopienia pierścienia, przebarwienia, nadmierne utlenienie powierzchni odlewu, a nie klasyczne braki materiału w konkretnych fragmentach konstrukcji. Podobnie z powtórnym użyciem metalu: wielokrotne przetapianie stopu rzeczywiście jest złą praktyką, bo zmienia się skład chemiczny, rośnie zawartość tlenków i wtrąceń, spada jakość odlewu, ale sam proces wypełniania formy nadal zwykle przebiega pełnie, o ile kanały są dobrze zaprojektowane. Problemy przy recyklingu stopu objawiają się raczej kruchością, mikroporami, gorszą skrawalnością niż typowym niedolaniem jednego przęsła lub części filaru. Z kolei zastosowanie masy o zbyt grubych ziarnach wpływa głównie na gładkość i dokładność odwzorowania detali. Powierzchnia odlewu jest bardziej chropowata, mniej precyzyjna, mogą pojawić się mikro-nierówności, ale metal nadal ma możliwość swobodnego napływu, jeśli układ kanałów jest poprawny. Typowym błędem myślowym jest więc szukanie przyczyny wyłącznie w „jakości materiału” lub „temperaturze”, zamiast spojrzeć na całą drogę przepływu stopu: od tygla, przez kanały, aż po najcieńsze fragmenty mostu. W praktyce zawodowej techników protetyków przyjętym standardem jest, że przy każdym niedolaniu najpierw analizuje się projekt kanałów odlewniczych: ich średnicę, długość, liczbę, umiejscowienie względem masywnych i cienkich części, a dopiero później szuka się winy w składzie stopu, rodzaju masy osłaniającej czy parametrach nagrzewania. Świadome rozróżnienie tych przyczyn pozwala uniknąć powtarzania tych samych błędów i poprawia powtarzalność odlewów.