Naprawę uszkodzonego aparatu ortodontycznego wykonuje się na aktualnym modelu roboczym, bo tylko on odzwierciedla aktualne warunki w jamie ustnej pacjenta: zmienione ustawienie zębów, ich ewentualne przemieszczenie podczas leczenia, czasem też starcie lub utratę zęba. Model roboczy to nie jest model „na pamiątkę”, tylko narzędzie pracy technika – na nim aparat był korygowany, dopasowywany, a przy naprawie musi dalej pasować do obecnej sytuacji zgryzowej. Jeżeli aparat pęknie po kilku miesiącach leczenia, to model, na którym go pierwotnie wykonano, najczęściej jest już nieaktualny, bo zęby się przemieściły w wyniku działania sił ortodontycznych. Z mojego doświadczenia, próba naprawy na starym modelu kończy się tym, że aparat po naprawie „nie siada”, uwiera, powoduje punkty ucisku albo w ogóle nie daje się wprowadzić do jamy ustnej. Dobre praktyki w ortodoncji mówią jasno: przed większą naprawą aparatu ruchomego wykonuje się nowy wycisk i odlewa z niego aktualny model roboczy z gipsu odpowiedniej klasy twardości. Na takim modelu można poprawnie odbudować pękniętą płytę akrylową, wymienić śrubę, zagiąć lub dolutować elementy druciane, a potem sprawdzić retencję i stabilność. W praktyce klinicznej technik często zaznacza na modelu ołówkiem miejsca wymagające korekty, podszlifowania czy pogrubienia akrylu, co jeszcze bardziej zwiększa precyzję. Moim zdaniem to jest też kwestia bezpieczeństwa pacjenta: aktualny model roboczy minimalizuje ryzyko powikłań, otarć śluzówki i niekontrolowanych przesunięć zębów, bo aparat po naprawie dalej pracuje zgodnie z planem leczenia ortodontycznego.
W ortodoncji bardzo łatwo pomylić różne typy modeli gipsowych, a od tego, który wybierzemy do naprawy aparatu, zależy późniejsze dopasowanie w ustach pacjenta. Model diagnostyczny służy głównie do analizy wady zgryzu, dokumentacji, wykonywania pomiarów i porównań przed–po, natomiast nie jest przeznaczony do prowadzenia realnych prac technicznych przy aparacie. Ma on wartość informacyjną, a nie roboczą. Jeśli ktoś próbuje naprawiać aparat na modelu diagnostycznym, często wychodzi z tego konstrukcja, która wygląda poprawnie na gipsie, ale w jamie ustnej okazuje się zbyt luźna albo zbyt ciasna, bo nie uwzględnia drobnych różnic i aktualnych kontaktów zębowych. Podobnie kusząca bywa myśl, żeby sięgnąć po model, na którym aparat był pierwotnie wykonany. To typowy błąd myślowy: skoro aparat kiedyś na nim pasował, to po naprawie też będzie pasował. Problem w tym, że leczenie ortodontyczne z definicji zmienia pozycję zębów. Po kilku miesiącach ten „stary” model nie odzwierciedla już rzeczywistej sytuacji, więc naprawiony aparat będzie jak klucz do dawnego zamka – mniej lub bardziej niepasujący. Jeszcze mniej sensu ma użycie modelu, na którym aparat jedynie planowano. Taki model mógł służyć do wstępnego rozrysowania elementów, ale często różni się od stanu wyjściowego, bo lekarz zmienia koncepcję, a pacjent w międzyczasie może mieć usunięte zęby, wypełnienia albo inne zabiegi. Dobre praktyki techniki ortodontycznej mówią jasno: każda istotniejsza naprawa, która ma zachować funkcję i biomechanikę aparatu, wymaga aktualnego modelu roboczego, czyli wykonanego z najnowszego wycisku. Inne podejścia wynikają zwykle z chęci „pójścia na skróty” albo z mylenia roli poszczególnych modeli i prowadzą do aparatów źle dopasowanych, powodujących ucisk, otarcia śluzówki, a nawet niekontrolowane przesunięcia zębów.