Prawidłowo wskazana odpowiedź „przeciążenie zęba i uraz ozębnej” bardzo dobrze oddaje istotę problemu przy zbyt wysokim zwarciu po wykonaniu korony. Jeśli podczas modelowania powierzchni żującej nie zachowamy prawidłowych kontaktów zgryzowych i koronę wykonamy „za wysoką”, ząb zaczyna przejmować nadmierne obciążenia w zwarciu centralnym i w ruchach ekscentrycznych. Dochodzi do tzw. przedwczesnego kontaktu – ten ząb styka się jako pierwszy, zanim dojdzie do równomiernego rozłożenia sił na pozostałe zęby. Klinicznie może to dawać tkliwość przy nagryzaniu, ból przy opukiwaniu, a nawet uczucie „wysadzania” zęba z zębodołu. Ozębna, czyli aparat więzadłowy utrzymujący ząb w kości, jest wtedy przeciążona, pojawia się stan zapalny ozębnej, poszerzenie szpary ozębnej na RTG, a przy dłuższym utrzymaniu takiej sytuacji – ryzyko zmian resorpcyjnych w kości. Z mojego doświadczenia technika, dobrze jest zawsze przewidzieć minimalnie niższą okluzję i pozwolić lekarzowi dopasować kontakty w ustach pacjenta, bo tam najlepiej widać realną funkcję. Standardem jest kontrola okluzji papierkiem artykulacyjnym po zacementowaniu korony i korekta zbyt silnych kontaktów. W laboratoryjnym etapie ustawiania wysokości zwarcia warto opierać się na zarejestrowanej centralnej relacji, stosować artykulator oraz zachowywać prawidłowe prowadzenie kłowe i sieczne, tak aby nowa korona nie przejmowała niefizjologicznych obciążeń. To właśnie właściwe modelowanie powierzchni żującej jest jednym z kluczowych elementów długotrwałego powodzenia leczenia protetycznego.
Podwyższenie wysokości zwarcia w koronie protetycznej jest przede wszystkim problemem biomechanicznym, a nie bezpośrednio śluzówkowym czy próchnicowym. Łatwo tu wpaść w pułapkę myślenia, że każda źle wykonana korona „zrobi stomatopatię protetyczną”, bo kojarzymy ją z dyskomfortem i bólem w jamie ustnej. Stomatopatia protetyczna dotyczy jednak głównie zmian zapalnych błony śluzowej pod protezami, zwłaszcza płytami protez całkowitych lub częściowych, często związanych z uciskiem, brakiem higieny czy działaniem grzybów, a nie z samym zwiększeniem wysokości zwarcia pojedynczego zęba. Podobnie uszkodzenie dziąseł i ostre stany zapalne przydziąsłowe wynikają zwykle z błędnie ukształtowanego brzegu korony, zbyt głokiego schodka poddziąsłowego, nawisających krawędzi lub urazu mechanicznego narzędziem, a nie tyle z tego, że powierzchnia żująca jest za wysoka. Wysokość zwarcia wpływa głównie na rozkład sił, a nie na bezpośrednie drażnienie dziąsła. Równie mylące bywa łączenie zwiększonej wysokości zwarcia z powstaniem próchnicy przyszyjkowej. Próchnica przyszyjkowa wiąże się raczej z akumulacją płytki, trudną do oczyszczenia strefą przydziąsłową, błędnym kształtem korony, niedokładnym przyleganiem brzegu i oczywiście dietą oraz higieną pacjenta. Sama zbyt wysoka okluzja nie powoduje demineralizacji szkliwa. Moim zdaniem najczęstszy błąd myślowy przy takich pytaniach polega na szukaniu odpowiedzi „najbardziej groźnej” zamiast „najbardziej logicznie powiązanej z mechanizmem”. W tym przypadku mechanizm jest jasny: zmieniamy warunki zwarcia, więc konsekwencją będzie przeciążenie zęba i aparatu zawieszeniowego, czyli ozębnej. Dlatego w praktyce klinicznej i technicznej tak duży nacisk kładzie się na kontrolę kontaktów artykulacyjnych, ustawienie prawidłowej wysokości zwarcia i korektę przedwczesnych kontaktów, a nie tylko na sam wygląd korony czy linię dziąsła.