Klucz w tym pytaniu tkwi w pojęciu „prawidłowy wycisk czynnościowy żuchwy”. W wycisku czynnościowym nie chodzi tylko o ładny kształt pola protetycznego, ale o pełne odtworzenie wszystkich istotnych granic protezy w czasie ruchów czynnościowych pacjenta. Dlatego tak ważne jest, żeby wycisk zasięgiem obejmował trójkąty zatrzonowcowe – to jest tylna granica pola protetycznego w żuchwie. Jeśli trójkąt zatrzonowcowy nie zostanie poprawnie odwzorowany, proteza całkowita dolna będzie zbyt krótka z tyłu, straci uszczelnienie obwodowe, będzie się unosić przy mówieniu, żuciu, a często po prostu „pływać” po wyrostku. W dobrze wykonanym wycisku czynnościowym lekarz świadomie modeluje brzegi łyżki indywidualnej masą modelującą i podczas pobierania wycisku prosi pacjenta o określone ruchy języka, policzków i warg, właśnie po to, żeby naturalne ruchy tkanek miękkich wyznaczyły realne granice przyszłej protezy. Moim zdaniem to jest taki praktyczny „złoty standard” w protetyce całkowitej: tylna granica dolnej protezy musi sięgać w obręb trójkątów zatrzonowcowych, ale ich nie uciskać. Na pracowni technicznej bardzo ładnie widać, że modele z poprawnie odwzorowanymi trójkątami zatrzonowcowymi dają stabilniejsze protezy, łatwiej jest też prawidłowo ukształtować płytę podstawową i zbalansować zgryz. W codziennej praktyce stomatologicznej sprawdza się potem retencję takiej protezy: przy lekkim pociągnięciu do góry nie powinna ona od razu odrywać się od podłoża, a pacjent z czasem lepiej toleruje żucie po stronie dystalnej bez efektu „huśtawki”.
Wycisk czynnościowy żuchwy rządzi się trochę innymi prawami niż zwykły wycisk anatomiczny i stąd biorą się typowe nieporozumienia. Skupianie się na samej grubości materiału, jak w sugestii o co najmniej 5 mm, jest mylące. W protetyce całkowitej ważna jest przede wszystkim prawidłowa granica wycisku i funkcjonalne ukształtowanie brzegów, a nie to, żeby masa była gruba. Za gruby wycisk może wręcz zaburzać odwzorowanie tkanek, powodować nadmierny ucisk i w efekcie dawać protezę niewygodną, z punktowymi odleżynami. W praktyce dąży się do równomiernej, kontrolowanej grubości masy na łyżce indywidualnej, a nie do jakiejś sztywnej wartości liczbowej. Drugim częstym błędem myślowym jest przekonanie, że wycisk czynnościowy można poprawnie wykonać na łyżce standardowej. Łyżka standardowa służy raczej do wycisków wstępnych, orientacyjnych, na podstawie których dopiero wykonuje się łyżkę indywidualną dopasowaną do konkretnego pacjenta. Na łyżce standardowej nie ma możliwości precyzyjnego obrobienia brzegów, skrócenia lub wydłużenia gdzie trzeba, ani modelowania brzegu czynnościowego masą modelującą. W efekcie granice wycisku są przypadkowe, a nie funkcjonalne. Kolejna pułapka to myślenie, że wycisk czynnościowy powinien odwzorowywać pole protetyczne w stanie spoczynku. To opis pasuje raczej do wycisku anatomicznego. Wycisk czynnościowy właśnie z definicji ma być pobierany przy wykonywaniu przez pacjenta różnych ruchów – wysuwania języka, oblizywania warg, mówienia określonych głosek – po to, żeby granice przyszłej protezy były zgodne z realną pracą tkanek. Jeśli ograniczymy się tylko do pozycji spoczynkowej, proteza będzie zbyt długa lub za krótka w niektórych rejonach i zacznie się odklejać przy żuciu czy mówieniu. Merytoryczna podstawa poprawnego podejścia polega więc na zrozumieniu, że kluczowe są: właściwy zasięg (w tym objęcie trójkątów zatrzonowcowych), łyżka indywidualna oraz funkcjonalne, ruchowe ukształtowanie brzegów, a nie przypadkowe parametry jak sama grubość masy czy bierny stan tkanek.