Aktywator otwarty, pokazany na rysunku, to klasyczny aparat czynnościowy używany głównie w leczeniu przodozgryzu, czyli wady klasy III Angle’a. Kluczowe jest tu to, że konstrukcja tego aparatu pozostawia otwarte przestrzenie w odcinku przednim – pacjent nie ma akrylu między siekaczami, tylko boczne płyty akrylowe po stronie policzkowej i podniebiennej oraz elementy druciane. Taka budowa pozwala na kontrolowane ustawienie żuchwy w położeniu dotylnym i jednocześnie stymuluje wzrost szczęki do przodu, co jest zgodne z zasadami terapii czynnościowej u dzieci w okresie wzrostu. Moim zdaniem warto zapamiętać, że przy przodozgryzie zawsze myślimy o aparatach, które „cofają” żuchwę i/lub „wypychą” szczękę do przodu – aktywator otwarty robi to właśnie przez wymuszenie prawidłowej relacji międzyszczękowej podczas spoczynku i połykania. W praktyce klinicznej stosuje się go u pacjentów z odwróconym nagryzem siekaczy, często jeszcze w uzębieniu mieszanym, kiedy możemy wykorzystać potencjał wzrostowy. Dobre praktyki mówią, że pacjent powinien nosić taki aparat głównie w nocy oraz kilka godzin w dzień, a technik powinien bardzo dokładnie odtworzyć woskową rejestrację zwarcia konstrukcyjnego, bo od tego zależy kierunek modyfikacji wzrostu. Przy tyłozgryzie używa się raczej aktywatorów typu Andresena lub funkcjonalnych regulatorów Frankla, ale o innej konstrukcji, nastawionych na doprzednie ustawienie żuchwy. Natomiast w zgryzie głębokim i krzyżowym stosuje się inne rozwiązania: płytki z nagryzami zgryzowymi, aparaty z podwyższeniem zwarcia czy śruby ekspansyjne. Ten konkretny rysunek, z dużymi bocznymi płytami i wolną przestrzenią w odcinku przednim, jest bardzo typowy właśnie dla aktywatora otwartego w leczeniu przodozgryzu klasy III.
Na rysunku widoczny jest aktywator otwarty, czyli aparat czynnościowy, który działa głównie na relację szczęka–żuchwa, a nie tylko na pojedyncze zęby. Tego typu konstrukcje nie są standardowo stosowane w leczeniu tyłozgryzu, gdzie celem jest doprzednie ustawienie żuchwy i najczęściej wykorzystuje się inne odmiany aktywatorów, np. klasyczny aktywator Andresena, Twin Block czy funkcjonalne regulatory Frankla o budowie sprzyjającej wysunięciu żuchwy do przodu. W tyłozgryzie aparat musi prowokować pacjenta do zamykania w pozycji doprzedniej, a tutaj widzimy konstrukcję nastawioną na korektę przodozgryzu poprzez cofnięcie żuchwy i wspomaganie wzrostu szczęki. Częsty błąd myślowy polega na tym, że każdy „duży” aparat czynnościowy kojarzy się automatycznie z leczeniem tyłozgryzu, bo to najczęstsza wada, jednak budowa i ustawienie płyt akrylowych są inne. W przypadku zgryzu głębokiego dążymy przede wszystkim do odgryzienia zbyt dużego nagryzu pionowego, stosuje się płytki z nagryzami zgryzowymi, aparaty z podwyższeniem wysokości zwarcia czy tzw. bite-plane’y, a nie typowy aktywator otwarty jak na obrazku. Taki aparat nie jest optymalny do samodzielnej korekty nadmiernego nagryzu pionowego, bo jego główny efekt to zmiana relacji anteroposteriornej szczęk. Zgryz krzyżowy natomiast wymaga najczęściej poszerzenia szczęki, korekty linii pośrodkowej lub wyrównania szerokości łuków zębowych. Tu wchodzą w grę płytki Schwarza z śrubą ekspansyjną, aparaty Hyraxa, quad-helix czy inne ekspandery, a nie aktywator otwarty tego typu. Mylenie aktywatora z aparatami ekspansyjnymi to kolejny typowy problem – oba są ruchome i akrylowe, ale pełnią zupełnie inne funkcje. W leczeniu przodozgryzu aparat z rysunku wykorzystuje mechanizmy czynnościowe, zmianę napięcia mięśniowego oraz redystrybucję sił żucia, aby stopniowo poprawić relację klasy III. Dlatego przypisanie go do leczenia tyłozgryzu, zgryzu głębokiego czy krzyżowego stoi w sprzeczności z zasadami ortodoncji czynnościowej i aktualnymi standardami postępowania.