W systemie Press mamy klasyczną, bardzo „protetyczną” technologię traconego wosku, tylko przeniesioną na grunt ceramiki. Najpierw technik modeluje koronę z wosku na przygotowanym modelu – dokładnie tak jak przy tradycyjnych odlewach metalowych. Ten woskowy wzornik odzwierciedla ostateczny kształt korony: punkty styczne, kontakty zgryzowe, przebieg brzegów siecznych czy guzków. Następnie wzornik woskowy jest osadzany w masie osłaniającej (masie ogniotrwałej), a po wygrzewaniu wosk zostaje całkowicie wypalony – powstaje precyzyjna wnęka, czyli forma. To jest właśnie istota technologii traconego wosku. Do tej nagrzanej formy wprowadza się pod ciśnieniem uplastyczniony tłok ceramiki do napalania (najczęściej ceramiki szklanej, np. na bazie leucytu lub litu). Dzięki temu uzyskujemy bardzo dokładne odwzorowanie kształtu woskowego wzorca, z dobrą szczelnością brzeżną i stosunkowo przewidywalną kurczliwością. W praktyce laboratoryjnej systemy press stosuje się m.in. do koron pełnoceramicznych, licówek, inlayów i onlayów, zwłaszcza tam, gdzie zależy nam na estetyce i jednocześnie na powtarzalności procesu. Moim zdaniem to świetna technologia przejściowa między klasycznym odlewnictwem metalu a nowoczesnym CAD/CAM, bo uczy dokładnego modelowania woskiem i zrozumienia, jak zachowuje się materiał w fazie prasowania. W wielu pracowniach nadal funkcjonuje jako standardowa metoda wykonywania koron pełnoceramicznych w odcinku przednim i bocznym, bo daje bardzo dobry efekt estetyczny przy stosunkowo przewidywalnej technologii, o ile trzymamy się zaleceń producenta co do temperatur, czasu wygrzewania i parametrów prasowania.
Technologia traconego wosku jest mocno związana z klasycznym odlewnictwem i z systemami typu Press, a nie z wszystkimi nowoczesnymi metodami wytwarzania koron. Częsty błąd polega na tym, że jak tylko ktoś widzi zaawansowaną technologię albo piec, od razu zakłada, że „to pewnie też tracony wosk”. W systemach SLM (Selective Laser Melting) mamy do czynienia z całkowicie inną zasadą. Tam proszek metaliczny, najczęściej kobalt‑chrom lub tytan, jest selektywnie topiony wiązką lasera warstwa po warstwie na podstawie modelu 3D. Nie ma tu modelowania woskiem ani wypalania go z formy. Materiał jest budowany addytywnie, a nie odlewany do pustej przestrzeni po wosku. To bardziej druk 3D metalu niż klasyczne odlewanie. Z kolei systemy In Ceram opierają się na infiltracji szkieł lub technice slip-casting – tworzy się porowaty szkielet ceramiczny, który jest następnie infiltrwany szkłem. Cała idea polega na kontrolowanym spiekaniu i infiltracji, a nie na prasowaniu ceramiki do formy po wypalonym wosku. W tym procesie kluczowe są parametry spiekania, porowatość i odpowiednia kompatybilność współczynników rozszerzalności cieplnej, a wosk w ogóle nie jest elementem technologii. Przy CAD/CAM z kolei koronę uzyskuje się przez frezowanie lub drukowanie z bloczków lub dysków z ceramiki, cyrkonu czy kompozytu. Najpierw skanuje się wycisk albo model, projektuje koronę w oprogramowaniu, a potem obrabia materiał skrawaniem lub drukiem addytywnym. To proces cyfrowy, w którym rola ręcznego modelowania woskiem praktycznie zanika. Wydaje się podobny efekt końcowy – korona – ale droga technologiczna jest kompletnie inna. Mylenie tych metod wynika najczęściej z tego, że wszystkie służą do wykonania koron stałych, a student kojarzy „wysoką temperaturę i piec” z traconym woskiem. W rzeczywistości tylko system Press bezpośrednio wykorzystuje klasyczny schemat: model woskowy – masa osłaniająca – wypalenie wosku – wprowadzenie materiału do formy. Zrozumienie tych różnic procentuje później w pracowni, bo łatwiej dobrać technologię do konkretnego przypadku klinicznego i nie mieszać pojęć przy opisie procesów.