Według metody Gysiego zęby boczne w protezach całkowitych ustawia się z zachowaniem krzywej kompensacyjnej Spee, bo to właśnie ta przestrzenna krzywizna łuku zębowego pozwala uzyskać stabilne, zrównoważone kontakty w ruchach ekscentrycznych. Chodzi o to, żeby powierzchnie żujące zębów trzonowych i przedtrzonowych tworzyły łagodny łuk w kierunku przednio‑tylnym, a nie były ustawione „na płasko”. Dzięki temu przy ruchach protruzyjnych i laterotruzyjnych uzyskujemy możliwie szeroką i równomierną powierzchnię kontaktu, co w protezach całkowitych bardzo ogranicza kołysanie się płyty i punktowe przeciążenia podłoża śluzówkowo‑kostnego. W praktyce technik przy ustawianiu zębów na artykulatorze kontroluje tę krzywą patrząc z boku: guzki dystalne kłów i kolejne guzki zębów bocznych powinny stopniowo „wspinać się” ku tyłowi, a nie tworzyć linię prostą. Moim zdaniem, kto raz dobrze „zobaczy” tę krzywą Spee na modelach, temu od razu łatwiej ustawiać zęby tak, żeby proteza nie tylko ładnie wyglądała, ale też była funkcjonalna i komfortowa. W dobrze ustawionej protezie całkowitej według Gysiego krzywa kompensacyjna współgra z prowadzeniem siecznym i kłowym, co w efekcie daje zbalansowaną okluzję, zgodną z klasycznymi standardami protetyki.
Metoda Gysiego nie polega ani na ustawianiu zębów „blokowo”, ani na całkowitym spłaszczaniu guzków, ani też na sztucznej eliminacji zjawisk fizjologicznych takich jak fenomen Christensena. Takie podejścia wynikają często z chęci „ułatwienia” sobie pracy: ktoś myśli, że jak powierzchnie żujące będą płaskie lub ustawione w jednej płaszczyźnie, to proteza będzie stabilniejsza, bo nic się nie będzie klinować. W praktyce jest odwrotnie. Ustawienie blokowe, bez uwzględnienia krzywych kompensacyjnych, prowadzi do braku zrównoważonych kontaktów w ruchach ekscentrycznych, proteza zaczyna się bujać i odrywać, szczególnie w odcinku dystalnym. Zęby płaskoguzkowe ograniczają co prawda ryzyko zakleszczeń, ale jednocześnie pogarszają prowadzenie żucia, zmniejszają efektywność rozdrabniania pokarmu i nie pozwalają na prawidłowe ukształtowanie kontaktów balansujących, które są kluczowe w protezach całkowitych. Częstym błędem jest też dążenie do całkowitej eliminacji fenomenu Christensena, czyli szczeliny powstającej między zębami bocznymi przy ruchu protruzyjnym. W rzeczywistości ten fenomen jest fizjologicznym wyrazem toru ruchu kłykci żuchwy i nie „wycina się” go na siłę, tylko kompensuje odpowiednim przebiegiem krzywej Spee i krzywej Wilsona oraz doborem guzkowości zębów. Metoda Gysiego właśnie na tym polega: na stworzeniu zbalansowanej okluzji poprzez trójwymiarowe ustawienie zębów, a nie przez ich uproszczone spłaszczenie czy ustawienie w jednym bloku. Z mojego doświadczenia to właśnie próby zbytniego upraszczania okluzji w protezach całkowitych powodują później problemy z utrzymaniem, odleżyny i niezadowolenie pacjenta.