Wskazanie, że główną wadą protez zewnątrzustnych z silikonu jest trudność w utrzymaniu ich w dobrym stanie higienicznym, bardzo dobrze oddaje realny problem z tym materiałem. Silikony używane do epitez twarzy mają elastyczną, lekko porowatą powierzchnię, która z czasem sprzyja gromadzeniu się biofilmu bakteryjnego, resztek potu, łoju, kosmetyków i kurzu. Nawet przy prawidłowym, codziennym myciu delikatnymi detergentami i szczoteczką o miękkim włosiu, w mikronierównościach materiału mogą pozostawać zanieczyszczenia, co prowadzi do nieprzyjemnego zapachu, odbarwień i podrażnień skóry graniczącej z epitezą. Z mojego doświadczenia, pacjenci często mają problem z konsekwentnym stosowaniem zaleconej techniki czyszczenia oraz z unikaniem środków chemicznie zbyt agresywnych, które dodatkowo uszkadzają powierzchnię silikonu i jeszcze bardziej utrudniają higienę. Dobre praktyki mówią o stosowaniu specjalnych środków do czyszczenia protez silikonowych, okresowej wymianie epitezy (np. co 1–2 lata) oraz o bardzo dokładnym instruktażu pacjenta – łącznie z pokazaniem na modelu, jak czyścić brzegi przylegające do skóry i okolicę mocowań (magnesy, klipsy, adhezyjne kleje). W porównaniu z klasycznymi protezami akrylowymi, które można moczyć w roztworach dezynfekujących i łatwiej szczotkować, silikonowe epitezy są bardziej „kapryśne”: źle znoszą wysoką temperaturę, silne środki chemiczne, a jednocześnie wymagają bardzo systematycznej pielęgnacji. W praktyce protetycznej to właśnie utrzymanie odpowiedniej higieny jest najczęściej wskazywane jako główne ograniczenie długoterminowego użytkowania silikonowych protez zewnątrzustnych.
W protezach zewnątrzustnych z silikonu łatwo pomylić realne wady z problemami typowymi dla zupełnie innych materiałów. Częsty skrót myślowy jest taki: skoro proteza jest miękka i przylega do skóry, to na pewno będzie robić odleżyny i otarcia. Tymczasem silikony właśnie dlatego są wybierane do epitez twarzy, że dobrze amortyzują nacisk i rozkładają siły bardziej równomiernie niż sztywny akryl czy metal. Otarcia i odleżyny przy epitezach pojawiają się zwykle wtedy, gdy jest zły projekt mocowania, nieprawidłowe dopasowanie brzegów albo pacjent niewłaściwie je zakłada, a nie dlatego, że sam silikon ma takie działanie uszkadzające skórę. Kolejne błędne założenie dotyczy barwienia. Współczesne silikony medyczne są właśnie cenione za możliwość bardzo indywidualnego doboru koloru – technik może mieszać barwniki wewnętrzne, dodawać pigmenty zewnętrzne, wykonywać cieniowanie, żyłkowanie, imitację piegów, przebarwień skóry. W praktyce to jeden z największych atutów silikonowych epitez, bo pozwala osiągnąć dużo lepszy efekt estetyczny niż przy sztywnych, jednolicie zabarwionych materiałach. Problemem nie jest więc „trudność podbarwienia”, tylko raczej to, że wymaga to sporego doświadczenia technika i dobrego oświetlenia przy doborze koloru. Następne nieporozumienie dotyczy monomeru resztkowego. Obawy o podrażnienia i alergie związane z monomerem resztkowym są typowe dla tworzyw akrylowych na bazie metakrylanu metylu, gdzie niedostateczna polimeryzacja może zostawić wolny monomer. Silikony medyczne stosowane do epitez to zupełnie inna grupa materiałów – polimery silikonowe utwardzane addycyjnie lub kondensacyjnie, bez klasycznego „monomeru resztkowego” jak w akrylu. Oczywiście mogą wystąpić reakcje nadwrażliwości na pewne dodatki, barwniki czy katalizatory, ale mechanizm jest inny i nie mówi się tu o monomerze resztkowym w sensie protetyki akrylowej. Typowym błędem myślowym jest więc przenoszenie wad akrylu na silikon oraz zakładanie, że każdy materiał protezowy ma podobne problemy. W rzeczywistości kluczowym ograniczeniem silikonowych protez zewnątrzustnych jest utrzymanie higieny i starzenie się materiału, a nie odleżyny, brak możliwości barwienia czy monomer resztkowy.