Prawidłowo wskazany skutek zaniechania tylnego uszczelnienia protezy całkowitej górnej to brak uzyskania szczelności obrzeża i w efekcie wyraźne zmniejszenie adhezji. Tylne uszczelnienie (tzw. posterior palatal seal, strefa przyszczelinowa) ma za zadanie delikatnie ucisnąć sprężystą część podniebienia miękkiego i końcowy odcinek podniebienia twardego, tak żeby wytworzyć szczelną barierę dla powietrza. Dzięki temu film ślinowy między płytą protezy a błoną śluzową działa jak „klej” – rośnie adhezja, kohezja i retencja całej protezy. W praktyce, jeśli technik lub lekarz pominie wykonanie tego uszczelnienia na modelu (wyrysowanie i pogłębienie tylnej granicy) albo nieprawidłowo je odtworzy w akrylu, proteza górna będzie łatwiej spadać przy mówieniu, śmiechu, ziewaniu czy nagłym otwarciu ust. Moim zdaniem to jeden z najczęstszych, a niedocenianych powodów reklamacji protez: pacjent mówi, że „proteza nie trzyma”, a wszystko przez brak prawidłowego uszczelnienia tylnego. W dobrych praktykach protetycznych zawsze zaznacza się klinicznie linię Ah, ocenia sprężystość podniebienia i odpowiednio modeluje tę strefę w wosku lub gipsie, żeby uzyskać szczelność bez nadmiernego ucisku. To też ważny element przy ocenie gotowej protezy w ustach – jeśli po delikatnym podważeniu proteza łatwo odchodzi tyłem, warto podejrzewać właśnie słabe lub brak tylnego uszczelnienia.
Temat tylnego uszczelnienia protezy całkowitej górnej często jest trochę bagatelizowany, a niesłusznie, bo ma ogromny wpływ na retencję i komfort. Zaniechanie jego wykonania nie powoduje wcale osłabienia płyty protezy w sensie mechanicznym. Wytrzymałość płyty akrylowej zależy głównie od grubości, jakości polimeryzacji, rodzaju tworzywa, ewentualnych naprężeń wewnętrznych czy obecności pęknięć i porów. Sam fakt, że nie wyrzeźbimy tylnego uszczelnienia na modelu, nie sprawi, że akryl nagle będzie bardziej kruchy. To jest raczej błąd w zakresie retencji i stabilizacji, a nie materiałoznawstwa. Częsty błąd myślowy polega na mieszaniu „uszczelnienia” z „wzmocnieniem” – brzmi podobnie, ale funkcja jest zupełnie inna. Podobnie z odruchem wymiotnym: wielu osobom wydaje się, że każda ingerencja w okolicy podniebienia miękkiego nasila wymioty, więc lepiej nic tam nie robić. W praktyce odruch wymiotny częściej nasila zbyt długa płyta zachodząca za linię Ah, zbyt gruby akryl w okolicy podniebienia miękkiego albo zła adaptacja protezy, a nie samo prawidłowo zaplanowane tylne uszczelnienie. Właśnie poprawne dopasowanie granicy protezy do ruchomej błony śluzowej pomaga ograniczyć drażnienie tej strefy. Nie jest też tak, że brak tylnego uszczelnienia dotyczy głównie „wyrównania sił odciągających błonę śluzową”. Owszem, w protetyce mówimy o siłach odrywających protezę – działają przy mowie, żuciu, ziewaniu – ale ich kompensacja odbywa się głównie przez odpowiednią retencję (adhezja, kohezja, napięcie śliny, efekt podciśnienia) i prawidłowo ukształtowaną granicę protezy. Tylne uszczelnienie nie jest systemem do „równoważenia sił w błonie śluzowej”, tylko do wytworzenia szczelnej strefy, która nie przepuszcza powietrza pod płytę. Głównym realnym problemem przy jego braku jest właśnie nieszczelne obrzeże i zmniejszona adhezja – powietrze łatwo dostaje się pod protezę, film ślinowy jest przerywany, a cała płyta trzyma się znacznie gorzej. Dlatego w dobrych standardach protetycznych tak duży nacisk kładzie się na dokładne wyznaczenie i opracowanie tylnego uszczelnienia, zamiast koncentrować się na mitycznych „osłabieniach płyty” czy prostym powiązaniu tego miejsca z odruchem wymiotnym.