Prawidłowo wskazany problem to porowatość gazowa. W akrylu do protez całkowitych i częściowych polimeryzacja jest reakcją egzotermiczną, czyli sama z siebie wydziela dużo ciepła. Jeśli technik zbyt gwałtownie podniesie temperaturę łaźni wodnej do okolic 100°C, monomer zaczyna intensywnie wrzeć i odparowywać, zanim masa zdąży się w pełni spolimeryzować. W masie akrylowej powstają wtedy pęcherzyki gazu, które „zostają uwięzione” w strukturze tworzywa – to właśnie klasyczna porowatość gazowa. Moim zdaniem to jeden z częstszych, a trochę bagatelizowanych błędów technologicznych. W praktyce daje to drobne lub większe dziurki, kratery, matowe pola w akrylu, szczególnie w masywniejszych odcinkach płyty protezy, np. w podniebieniu czy w rejonie wałów grzbietu wyrostka. Taka proteza jest nie tylko brzydsza, ale też mniej wytrzymała mechanicznie, gorzej się poleruje, łatwiej chłonie barwniki i płytkę bakteryjną. Standardem dobrej praktyki jest kontrolowane, stopniowe podnoszenie temperatury (np. najpierw 70–75°C, potem dopiero dojście do temperatury wrzenia wody, bez gwałtownego skoku), pilnowanie czasu polimeryzacji zgodnie z zaleceniami producenta i unikanie przegrzewania grubej masy żywicy. W dobrze prowadzonej polimeryzacji akrylu w łaźni wodnej nie obserwuje się ani porowatości gazowej, ani przegrzania, a proteza ma jednorodną, zwartą strukturę i odpowiednią wytrzymałość na pękanie.
W tym zadaniu łatwo pomylić skutki różnych błędów technologicznych, bo wszystkie odpowiedzi brzmią w miarę „logicznie”. Smugi i przebarwienia w akrylu rzeczywiście się zdarzają, ale ich główną przyczyną jest nieprawidłowe dozowanie i mieszanie proszku z monomerem, zanieczyszczenia w masie, użycie różnych partii materiału albo kontakt z metalami czy barwnikami. Zbyt gwałtowne grzanie może co najwyżej podbić kontrast istniejących wad, ale nie jest typowym, podręcznikowym powodem smug i przebarwień. Podniesienie zwarcia też nie wynika z samej szybkości nagrzewania. Zmiana wysokości zwarcia jest zwykle efektem błędów na wcześniejszych etapach: złego ustawienia zębów, deformacji wosku, niedokładnego zamknięcia puszki, przemieszczenia zębów w masie akrylowej przy zbyt dużym ciśnieniu lub przy nieprawidłowym pakowaniu. Owszem, przegrzanie może powodować pewne naprężenia, ale klasycznie nie łączy się tego bezpośrednio z podwyższeniem zwarcia. Pęknięcia i zniekształcenia protezy kojarzą się wielu osobom z wysoką temperaturą i to jest taki dość intuicyjny skrót myślowy. W rzeczywistości typowe pęknięcia termiczne i deformacje wynikają raczej z nieprawidłowego chłodzenia po polimeryzacji (zbyt szybkie wyjęcie gorącej puszki z łaźni i wystudzenie na powietrzu lub w zimnej wodzie), zbyt cienkich przekrojów płyty, złego ukształtowania płyty w rejonach naprężeń czy z błędów w projektowaniu protezy. Zbyt gwałtowne podnoszenie temperatury do 100°C w fazie nagrzewania prowadzi przede wszystkim do intensywnego odparowania monomeru, tworzenia pęcherzyków i właśnie porowatości gazowej, a nie do makroskopowych pęknięć. Typowym błędem myślowym jest wrzucenie wszystkich skutków termicznych do jednego worka: „wysoka temperatura = pęknięcia i zniekształcenia”. W technologii akrylu liczy się nie tylko to, jak wysoko, ale też jak szybko i jak długo grzejemy oraz jak chłodzimy – i każdy z tych etapów ma inne, dość specyficzne konsekwencje dla gotowej protezy.