Podatnik podatku od towarów i usług powinien wystawić fakturę dokumentującą sprzedaż towarów najpóźniej w terminie
A. do 15 dni od dnia sprzedaży
B. do 7 dni następnego miesiąca po miesiącu sprzedaży
C. do 7 dni od dnia sprzedaży
D. do 15 dnia miesiąca następnego po miesiącu, w którym dokonano sprzedaży
Pytanie z egzaminu CKE, styczeń 2015 (arkusz A.65-X-15.01).
Termin wskazany w odpowiedzi, czyli do 15 dnia miesiąca następnego po miesiącu, w którym dokonano sprzedaży, wynika z ogólnej zasady wystawiania faktur w VAT. Mówi o tym art. 106i ust. 1 ustawy o VAT. W praktyce oznacza to, że jeżeli podatnik sprzedał towar np. 4 marca, to fakturę może wystawić od razu w dniu sprzedaży, ale najpóźniej do 15 kwietnia. Tak samo przy sprzedaży 30 marca termin też wypada 15 kwietnia, a nie po prostu po kilku dniach od transakcji. To jest ważne w księgowości, bo data sprzedaży, data wystawienia faktury i okres rozliczenia VAT mogą mieć różne znaczenie. Moim zdaniem najlepiej nie czekać do ostatniego dnia, bo potem łatwo o pomyłkę w rejestrze VAT albo w JPK_V7. Dobra praktyka biurowa to wystawianie faktur na bieżąco i kontrolowanie zamknięcia miesiąca sprzedaży. Trzeba też pamiętać, że są szczególne wyjątki, np. dla niektórych usług budowlanych, mediów czy zaliczek, ale w typowej sprzedaży towarów stosuje się właśnie termin do 15 dnia następnego miesiąca.
W tym pytaniu łatwo pomylić obecne zasady z dawnymi terminami albo z potocznym rozumieniem, że fakturę trzeba wystawić prawie od razu po sprzedaży. W VAT ogólna reguła nie mówi już o terminie liczonym jako 7 dni od dnia sprzedaży. Taki sposób kojarzy się wielu osobom ze starszymi przepisami i nadal czasem funkcjonuje w pamięci, zwłaszcza u osób, które uczyły się księgowości na starszych przykładach. Obecnie standardem jest odniesienie terminu do miesiąca sprzedaży, a nie do samego dnia, w którym towar został wydany nabywcy.
Termin 15 dni od dnia sprzedaży też brzmi logicznie, ale jest mylący. Gdyby liczyć go w ten sposób, każda transakcja miałaby indywidualny termin zależny od konkretnej daty sprzedaży. Ustawa o VAT przy zwykłej sprzedaży towarów upraszcza to inaczej: patrzymy na miesiąc, w którym dokonano sprzedaży, i fakturę wystawiamy najpóźniej do 15 dnia następnego miesiąca. Przykładowo sprzedaż z 2 stycznia i sprzedaż z 28 stycznia mają ten sam graniczny termin wystawienia faktury, czyli 15 lutego. To jest dość wygodne przy zamykaniu ewidencji VAT, chociaż trzeba pilnować porządku w dokumentach.
Również termin do 7 dnia następnego miesiąca nie odpowiada aktualnej ogólnej zasadzie. Może się wydawać bezpieczny, bo jest wcześniejszy, ale w teście chodzi o termin ustawowy, a nie o wewnętrzną politykę firmy. Firma może oczywiście przyjąć dobrą praktykę, że faktury wystawia do 7 dnia miesiąca, ale przepisy jako maksymalny termin wskazują 15 dzień miesiąca następnego po miesiącu sprzedaży. Z mojego doświadczenia najczęstszy błąd polega na tym, że ktoś zapamiętuje samą liczbę 7 albo 15, ale nie zwraca uwagi, od czego ten termin jest liczony. A w podatkach właśnie ten szczegół robi całą różnicę.
Termin 15 dni od dnia sprzedaży też brzmi logicznie, ale jest mylący. Gdyby liczyć go w ten sposób, każda transakcja miałaby indywidualny termin zależny od konkretnej daty sprzedaży. Ustawa o VAT przy zwykłej sprzedaży towarów upraszcza to inaczej: patrzymy na miesiąc, w którym dokonano sprzedaży, i fakturę wystawiamy najpóźniej do 15 dnia następnego miesiąca. Przykładowo sprzedaż z 2 stycznia i sprzedaż z 28 stycznia mają ten sam graniczny termin wystawienia faktury, czyli 15 lutego. To jest dość wygodne przy zamykaniu ewidencji VAT, chociaż trzeba pilnować porządku w dokumentach.
Również termin do 7 dnia następnego miesiąca nie odpowiada aktualnej ogólnej zasadzie. Może się wydawać bezpieczny, bo jest wcześniejszy, ale w teście chodzi o termin ustawowy, a nie o wewnętrzną politykę firmy. Firma może oczywiście przyjąć dobrą praktykę, że faktury wystawia do 7 dnia miesiąca, ale przepisy jako maksymalny termin wskazują 15 dzień miesiąca następnego po miesiącu sprzedaży. Z mojego doświadczenia najczęstszy błąd polega na tym, że ktoś zapamiętuje samą liczbę 7 albo 15, ale nie zwraca uwagi, od czego ten termin jest liczony. A w podatkach właśnie ten szczegół robi całą różnicę.