Prawidłowo – elementem wspomagającym system przeciwpoślizgowy, który realnie poprawia przyczepność kół do szyny, są piasecznice. Ich zadanie jest bardzo proste, ale w praktyce niesamowicie skuteczne: podają piasek pod koła zestawu kołowego w miejscu styku z szyną. Warstwa suchego, ostrego piasku zwiększa współczynnik tarcia między kołem a szyną, co ogranicza poślizg przy ruszaniu, przy dużym uciągu albo przy hamowaniu awaryjnym. W praktyce maszynisty widać to szczególnie przy ruszaniu ciężkich składów na wzniesieniu, na liściach, lodzie, śniegu czy mokrej szynie – bez piasecznic koła bardzo szybko „kręciłyby się w miejscu”. Nowoczesne pojazdy mają piasecznice zintegrowane z systemem przeciwpoślizgowym (antypoślizgowym), który samoczynnie dozuje piasek, gdy czujniki wykryją różnicę prędkości między osiami lub typowe objawy poślizgu. Zgodnie z dobrą praktyką eksploatacyjną sprawność piasecznic (drożność przewodów, jakość i suchość piasku, stan dysz) sprawdza się regularnie podczas przeglądów okresowych, bo od tego zależy nie tylko komfort jazdy, ale przede wszystkim bezpieczeństwo i możliwość utrzymania odpowiednich parametrów trakcyjnych. W wielu instrukcjach zakładowych i przepisach eksploatacyjnych podkreśla się, że przy pogorszonych warunkach przyczepności maszynista ma obowiązek korzystać z piasecznic zgodnie z procedurą, a ich użycie jest traktowane jako normalny środek wspomagający, a nie „ostatnia deska ratunku”. Moim zdaniem warto to dobrze zapamiętać: żaden nawet najbardziej zaawansowany elektroniczny układ nie zastąpi fizycznego zwiększenia tarcia, a piasek pod kołami to najprostszy i wciąż bardzo skuteczny sposób na poprawę przyczepności.
W tym pytaniu łatwo się złapać na typowe skojarzenie, że skoro mowa o systemie przeciwpoślizgowym, to od razu chodzi o różnego rodzaju czujniki albo układy sterujące. Tymczasem klucz jest w sformułowaniu: „element wspomagający system przeciwpoślizgowy, powodujący poprawę przyczepności kół z szyną”. Chodzi więc o coś, co fizycznie zmienia warunki na styku koło–szyna, a nie tylko mierzy parametry czy steruje hamulcem. Czujniki prędkości są oczywiście bardzo ważne dla działania układów przeciwpoślizgowych, bo dzięki nim system wie, kiedy pojawia się poślizg i może odpowiednio reagować, np. zmniejszając siłę hamowania albo mocy na osiach. Jednak sam czujnik nie poprawia przyczepności, on tylko dostarcza informację. To jest klasyczny błąd myślowy: utożsamianie elementu pomiarowego z elementem wykonawczym. Podobnie system mostkowania hamulca kojarzy się z bezpieczeństwem i hamowaniem, ale jego rola to zapewnienie działania hamulca w określonych sytuacjach, a nie zwiększanie tarcia między kołem a szyną. Ten układ nie „dokleja” pojazdu do toru, jedynie wpływa na sposób sterowania hamulcem. Czujnik ciśnienia w przewodzie hamulcowym to z kolei klasyczny element diagnostyczno‑pomiarowy w układzie hamulcowym i pneumatycznym. Pozwala ocenić, czy w przewodzie jest prawidłowe ciśnienie robocze, czy hamulec jest załączony lub zwolniony, ale w żaden sposób nie modyfikuje warunków przyczepności. Można mieć idealne wskazania ciśnienia, a przy mokrej, zaoliwionej szynie i tak pojawi się poślizg. Dopiero piasecznice rzeczywiście „wchodzą w kontakt” z miejscem styku koła i szyny, nanosząc piasek i zwiększając współczynnik tarcia. To praktyczny, czysto fizyczny sposób przeciwdziałania poślizgowi, który współpracuje z elektroniką, ale nie jest przez nią zastępowany. Warto więc rozdzielać w głowie: czujniki – diagnozują i informują, sterowanie – decyduje, a takie elementy jak piasecznice – realnie zmieniają warunki przyczepności.