Prawidłowo wskazany został pantograf 1 i 3. W lokomotywie wieloczłonowej ET41, jadącej kabiną B do przodu i w trakcji podwójnej z inną lokomotywą, stosuje się zasadę używania pantografów skrajnych względem całego zestawu pojazdów, ale jednocześnie jak najbardziej oddalonych od czoła prowadzącego pojazdu. Na ilustracji człon A ma pantografy oznaczone jako 1 i 2, a człon B – 3 i 4. Podczas jazdy kabiną B do przodu, czołem pociągu jest strona członu B, więc jako robocze przyjmuje się pantografy bliższe środka całego zestawu ET41, czyli właśnie 1 i 3. Dzięki temu zachowuje się właściwe odstępy między ślizgaczami pantografów, co ogranicza ryzyko uszkodzenia sieci trakcyjnej, zmniejsza drgania przewodu jezdnego i zapewnia stabilniejsze pobieranie prądu. W praktyce maszynista musi zawsze brać pod uwagę nie tylko to, którym końcem lokomotywa jedzie do przodu, ale też czy jedzie sama, w trakcji wielokrotnej, czy w składzie wieloczłonowym. Dla ET41 standardem eksploatacyjnym jest korzystanie z pantografów wewnętrznych w stosunku do całego zestawu (czyli tych bliżej środka pojazdu), chyba że przepisy szczegółowe przewoźnika lub instrukcje zakładowe stanowią inaczej, np. przy oblodzeniu, uszkodzeniu sieci lub pracy manewrowej. Moim zdaniem to pytanie dobrze pokazuje, że sama znajomość numeru pantografu nie wystarczy – trzeba jeszcze rozumieć, jak zmienia się położenie „przodu” i „tyłu” lokomotywy przy różnych konfiguracjach jazdy. W codziennej służbie maszynista, zanim podniesie pantograf, powinien w głowie przeanalizować: który człon prowadzi, gdzie jest drugi pojazd w trakcji podwójnej i jakie są zalecenia instrukcji eksploatacyjnych przewoźnika.
W tym zadaniu pułapka polega głównie na myleniu pojęcia „skrajny pantograf lokomotywy” z „właściwym pantografem dla całego zestawu wieloczłonowego i trakcji podwójnej”. Wiele osób intuicyjnie wybiera pary 2–4, albo 1–4, bo wydają się najbardziej skrajne patrząc tylko na samą ET41, bez uwzględnienia drugiej lokomotywy. Tymczasem w praktyce eksploatacyjnej dąży się do tego, żeby pantografy pracujące znajdowały się możliwie daleko od czoła prowadzącego pojazdu oraz żeby odległość między kolejnymi ślizgaczami była zgodna z wymaganiami dla danej linii (wynika to z instrukcji sieciowych i wewnętrznych regulaminów przewoźników). W odpowiedziach typu 1 i 4 oraz 2 i 4 pojawia się błąd w rozumowaniu: zakłada się, że najlepiej podnieść pantografy najbardziej skrajne względem całej lokomotywy wieloczłonowej. Tyle że w trakcji podwójnej, gdzie przed ET41 może jechać jeszcze inna lokomotywa, takie ustawienie może zbytnio zagęścić pantografy na stosunkowo krótkim odcinku sieci. Może to powodować nadmierne zużycie przewodu jezdnego, większe iskrzenie i problemy przy nierównościach lub uszkodzeniach sieci trakcyjnej. Z kolei wybór pary 1 i 2 to typowy przykład myślenia „symetrycznego”: ktoś chce używać obu pantografów jednego członu, bo wydaje mu się, że tak będzie równiej albo „bezpieczniej” dla zasilania. W rzeczywistości w normalnej jeździe nie stosuje się jednoczesnego podnoszenia dwóch pantografów na jednym członie tylko dlatego, że tak wygląda bardziej logicznie. Instrukcje eksploatacyjne dopuszczają taki tryb raczej wyjątkowo, np. przy oblodzeniu sieci. Przy prawidłowym podejściu trzeba zawsze powiązać numer pantografu z: kierunkiem jazdy (która kabina prowadzi), rozmieszczeniem członów A i B, obecnością drugiej lokomotywy w trakcji podwójnej oraz wymaganymi odstępami między ślizgaczami. Nieuwzględnienie tych zależności prowadzi właśnie do błędnych wyborów, jakie pojawiły się w proponowanych wariantach odpowiedzi. Moim zdaniem warto zapamiętać jedną praktyczną zasadę: w wieloczłonowych lokomotywach i przy jeździe w trakcji wielokrotnej nie patrzymy tylko na „mój pojazd”, ale na cały układ pojazdów pod siecią trakcyjną jako całość.