Urządzenie widoczne na zdjęciu to stanowisko diagnostyczne do badania układu biegowego lokomotywy, czyli wózków, zestawów kołowych, zawieszeń, przekładni osiowych itp. Lokomotywa stoi na specjalnych rolkach lub platformach, które pozwalają na symulowanie rzeczywistej jazdy przy zachowaniu pełnej kontroli warunków pomiaru. Dzięki temu można sprawdzić stan zestawów kołowych, zużycie obręczy, pracę łożysk, zachowanie wózków pod obciążeniem, a także drgania i siły działające na konstrukcję. W praktyce takie stanowiska wykorzystuje się do pomiaru geometrii układu biegowego, rozkładu nacisków kół na szyny, luzów w łożyskach, a także do prób po naprawach wózków zgodnie z procedurami utrzymania poziomu P4 czy P5. Moim zdaniem to jedno z ważniejszych narzędzi warsztatowych, bo pozwala wykryć problemy z prowadzeniem zestawów kołowych zanim pojazd wyjedzie na linię i zacznie np. nadmiernie zużywać główki szyn albo hałasować. Z punktu widzenia dobrych praktyk branżowych, diagnostyka układu biegowego w warunkach stacjonarnych jest bezpieczniejsza i dokładniejsza niż ocena „na oko” podczas przeglądu w kanale. Można podłączyć czujniki tensometryczne, wibroakustyczne, systemy pomiaru bicia kół, wszystko zarejestrować i porównać z wartościami dopuszczalnymi wg dokumentacji producenta i norm kolejowych (np. kart UIC dotyczących zestawów kołowych). W warsztatach taboru taki sprzęt traktuje się jako podstawę nowoczesnej diagnostyki, bo realnie wydłuża trwałość układu biegowego i poprawia bezpieczeństwo prowadzenia pociągu.
Patrząc na to stanowisko łatwo się pomylić, bo lokomotywa stoi niby na czymś w rodzaju stołu pomiarowego, ale przeznaczenie tego urządzenia jest dość konkretne. Nie służy ono do pomiaru obwodów elektrycznych lokomotywy. Diagnostyka elektryczna realizowana jest zupełnie innymi narzędziami: miernikami izolacji, analizatorami obwodów, komputerami serwisowymi podpinanymi do systemów sterowania, czasem mobilnymi stanowiskami z szafami kontrolno-pomiarowymi. Do tego nie trzeba podnosić całego pojazdu ani ustawiać go na specjalnym fundamencie w osi toru. Układ elektryczny bada się głównie od strony szaf WN i NN, przewodów, styczników, falowników, a nie przez wpływ na zachowanie wózków. Podobnie jest z układem pneumatycznym – do jego diagnostyki stosuje się stoły prób do zaworów, manometry, mierniki przepływu, stanowiska do prób hamulców, a także instalacje sprężonego powietrza w hali. Sprawdza się szczelność przewodów, działanie zaworów rozrządczych, nastawników maszynisty, cylindrów hamulcowych. Lokomotywa nie musi stać na takim masywnym urządzeniu, wystarczy stabilne ustawienie na torze warsztatowym i dostęp do króćców pomiarowych. Czasem mylące bywa też skojarzenie ze skrajnią taboru. Pomiary skrajni wykonuje się jednak przy użyciu bramek, ram pomiarowych albo systemów laserowych, które kontrolują obrys pojazdu w stosunku do skrajni budowli. To są instalacje ustawione wzdłuż toru, a nie pod pojazdem. Typowy błąd myślowy w tym pytaniu polega na patrzeniu tylko na samą bryłę urządzenia, bez zastanowienia się, jaki układ lokomotywy faktycznie wymaga toczenia kół w miejscu i symulowania ruchu pojazdu. Właśnie układ biegowy – wózki, zestawy kołowe, elementy prowadzenia – musi pracować dynamicznie, żeby dało się ocenić jego stan. Z mojego doświadczenia wynika, że im bardziej urządzenie przypomina „hamownię” albo „rolki”, tym bardziej trzeba myśleć o diagnostyce biegowej, a nie o elektryce, pneumatyce czy skrajni.