Organizm człowieka ma zakłóconą zdolność do termoregulacji, gdy wartość temperatury wewnętrznej organizmu spada poniżej
Gdy temperatura wewnętrzna człowieka spada poniżej 33,0°C, mówimy już o poważnym zaburzeniu termoregulacji, czyli o głębokiej hipotermii. To nie jest taki zwykły chłód, który czujemy zimą bez czapki – to już sytuacja potencjalnie zagrażająca życiu. Organizm traci kontrolę nad produkcją i utratą ciepła, przez co zaczynają zawodzić mechanizmy obronne, jak drżenie mięśni czy rozszerzanie naczyń krwionośnych. W praktyce zawodowej (np. w ratownictwie czy na oddziałach SOR-u) uznaje się, że poniżej tej granicy człowiek może stracić przytomność, pojawia się ryzyko zaburzeń rytmu serca czy nawet zatrzymania krążenia. Moim zdaniem, bardzo ważne jest kojarzenie tej liczby z poważnymi stanami, bo normą jest temperatura ok. 36,6–37°C, więc spadek aż do 33°C to już sygnał, że organizm sobie nie radzi. W instrukcjach postępowania (np. Europejskiej Rady Resuscytacji) podkreśla się, by osoby z taką temperaturą traktować jako pacjentów w stanie zagrożenia życia i natychmiast wdrażać zaawansowane ogrzewanie. Warto o tym pamiętać nie tylko w pracy, ale i na co dzień – bo sytuacje z wychłodzeniem mogą zdarzyć się każdemu, nawet latem po dłuższym przebywaniu w zimnej wodzie. Z mojego doświadczenia wynika, że rozpoznanie granicy 33°C jest kluczowe, by nie zbagatelizować objawów i nie dopuścić do tragedii. Warto więc mieć tę liczbę z tyłu głowy, szczególnie w branżach medycznych i ratowniczych.
Wiele osób myli pojęcia związane z prawidłową temperaturą ciała i tym, kiedy pojawiają się zaburzenia termoregulacji. Temperatura 36,6°C to uznana, typowa wartość fizjologiczna dla dorosłego człowieka, chociaż może się nieznacznie wahać w zależności od pory dnia czy indywidualnych cech organizmu. Spadek do 37,3°C czy nawet 38,7°C nie tylko nie wskazuje na zaburzenia termoregulacji, ale w przypadku 38,7°C wręcz oznacza gorączkę – a nie wychłodzenie! W praktyce zawodowej spotyka się czasem sytuację, gdy ktoś błędnie sądzi, że już niewielkie obniżenie temperatury ciała jest groźne i wymaga pilnej interwencji, podczas gdy tak naprawdę ciało ludzkie radzi sobie z niewielkimi wahaniami. Dopiero spadek do okolic 33,0°C jest uznawany za głęboką hipotermię, która zdecydowanie zaburza mechanizmy termoregulacji. Z mojego doświadczenia, niektórzy mylą też pojęcia „zimna” i „hipotermii” – a to zupełnie inne rzeczy, bo krótkotrwałe uczucie zimna nie oznacza realnych zaburzeń fizjologicznych. W branży medycznej przyjmuje się, że dopiero temperatura poniżej 35°C to hipotermia, a poniżej 33°C zaczynają się poważne problemy: niewydolność mięśni, drgawki, utrata świadomości. Należy więc nie sugerować się odczuciem chłodu ani lekkim spadkiem temperatury, tylko znać konkretne medyczne progi. Takie błędne myślenie wynika zwykle z braku praktyki lub nieprecyzyjnej wiedzy z zakresu fizjologii człowieka.