Prezentacja A, B, M jest charakterystyczna dla badania
Prezentacja A, B, M to coś, co chyba każdy, kto miał styczność z ultrasonografią, kiedyś widział lub choćby o tym słyszał. To są trzy zasadnicze tryby obrazowania w USG, czyli ultrasonografii – bardzo powszechnej i w sumie podstawowej techniki obrazowania w medycynie diagnostycznej. Tryb A (amplitudowy) jest dziś raczej rzadko spotykany w codziennej praktyce, ale nadal się go używa np. w okulistyce czy pomiarach głębokości tkanek. Tryb B (jasność, brightness) to ten najpopularniejszy – właściwie każde typowe badanie USG jamy brzusznej, tarczycy czy narządów miednicy jest właśnie w trybie B. To ten obraz szaro-biały, który lekarz ogląda na ekranie. Natomiast tryb M (od motion – ruch) pozwala śledzić ruchome struktury, np. pracę zastawek serca, dlatego jest wykorzystywany w echokardiografii. Co ciekawe, to właśnie te tryby stanowią podstawę do zaawansowanych badań Dopplerowskich, które często wykorzystuje się do oceny przepływu krwi. W codziennej praktyce bardzo ważne jest, żeby rozumieć, czym się różnią i kiedy się ich używa, bo czasami dobór nieodpowiedniego trybu może utrudnić prawidłową diagnostykę. Moim zdaniem, każdy technik czy lekarz powinien znać te podstawy, bo bez nich ani rusz – to taka trochę „tabliczka mnożenia” w diagnostyce obrazowej. Przykładowo, w trybie M często bada się np. frakcję wyrzutową serca. No i jak się spojrzy na standardy EFSUMB czy Polskiego Towarzystwa Ultrasonograficznego, to znajomość tych trybów to absolutna podstawa praktyki.
W tej sytuacji warto się na moment zatrzymać i przeanalizować, dlaczego pozostałe techniki obrazowania nie mają nic wspólnego z prezentacją A, B, M. Zacznijmy od RTG, czyli klasycznego rentgena – tu mamy do czynienia z obrazowaniem opartym na promieniowaniu jonizującym, gdzie powstaje dwuwymiarowy obraz cieniowy, np. klatki piersiowej czy kości. Nie ma tu żadnych trybów typu A, B czy M – cała koncepcja bazuje na różnicach pochłaniania promieniowania przez tkanki, więc prezentacje A, B czy M zwyczajnie nie występują. Przechodząc do MRJ – zakładam, że chodzi o rezonans magnetyczny (MRI), tu z kolei korzystamy z właściwości magnetycznych jąder wodoru. MRI generuje obrazy na podstawie sygnałów z tkanek pod wpływem silnego pola magnetycznego i impulsów radiowych, a nie ultradźwięków. Tryby obrazowania w MRI to zupełnie inna bajka – stosuje się np. sekwencje T1, T2, FLAIR, DWI, a nie prezentacje typu A, B, M. Podobnie sprawa ma się z NMR – to jest dawny skrót dla rezonansu magnetycznego, obecnie właściwie nie używany w diagnostyce medycznej poza nazwą historyczną. Często tu pojawia się nieporozumienie, bo niektórzy mylą NMR z MRI, ale zasada działania i nomenklatura są takie same – nie znajdziemy tam prezentacji A/B/M. Typowym błędem jest założenie, że każda technika obrazowania ma swoje 'tryby', a to wcale nie jest takie proste. Prezentacje A, B, M to unikatowe rozwiązania dla ultrasonografii i są wpisane w standardy pracy z USG. W innych metodach, jak RTG czy MRI, myślimy raczej o innych parametrach i sposobach prezentacji obrazu, więc warto zawsze pamiętać, by nie mieszać tych pojęć.