Prawidłowo wskazana czynność „przygotowuje radiofarmaceutyk” jest typowym, wręcz kluczowym zadaniem technika elektroradiologii w tzw. pracowni „gorącej” medycyny nuklearnej. W tej części zakładu nie wykonuje się jeszcze obrazowania gammakamerą, tylko właśnie przygotowuje i porcjuje substancje promieniotwórcze – radiofarmaceutyki – które później są podawane pacjentom. Pracownia „gorąca” to miejsce, gdzie dochodzi do znakowania nośnika (np. związku chemicznego, koloidu, peptydu) odpowiednim radioizotopem, kontroluje się aktywność, czas rozpadu, przygotowuje dawki indywidualne i prowadzi dokumentację radioaktywności. Wszystko odbywa się zgodnie z zasadami GMP, przepisami PAA i wewnętrznymi procedurami BHP oraz ochrony radiologicznej. Technik korzysta tu z osłon ołowianych, dozowników, dygestoriów, kalibratora dawki, a także przestrzega ścisłych procedur dotyczących dekontaminacji i postępowania z odpadami promieniotwórczymi. W praktyce wygląda to tak, że rano przychodzi fiolka z radionuklidem (np. technet-99m), technik w pracowni „gorącej” przygotowuje z niej konkretne radiofarmaceutyki do badań różnych narządów, mierzy aktywność w kalibratorze dawki, rozdziela do strzykawek w osłonach ołowianych i opisuje je. Moim zdaniem to jedno z bardziej odpowiedzialnych zadań, bo od prawidłowego przygotowania radiofarmaceutyku zależy zarówno bezpieczeństwo pacjenta, jak i jakość późniejszego obrazu scyntygraficznego. Dobre praktyki wymagają też ciągłego monitorowania zanieczyszczeń powierzchni, kontroli skażeń osobistych i prowadzenia szczegółowej ewidencji źródeł, co również jest elementem codziennej pracy w „gorącej” pracowni.
W medycynie nuklearnej podział na pracownię „gorącą” i „zimną” nie jest przypadkowy, tylko wynika z organizacji procesu diagnostycznego i zasad ochrony radiologicznej. Typowym błędem jest wrzucanie wszystkich czynności technika elektroradiologa „do jednego worka” i zakładanie, że skoro coś dzieje się w zakładzie medycyny nuklearnej, to na pewno odbywa się w pracowni „gorącej”. Tak niestety nie jest. Układanie pacjenta do badania, ustawianie go pod gammakamerą, dobór pozycji i ewentualne unieruchomienie to czynności typowe dla pracowni „zimnej”, czyli tej, w której znajduje się gammakamera i gdzie odbywa się właściwe obrazowanie. Tam technik dba o komfort pacjenta, poprawne ułożenie względem detektorów, zakres skanowania, sprawdza parametry aparatu, ale samo podłoże radiofarmaceutyczne ma już przygotowane wcześniej. Podobnie przeprowadzenie badania gammakamerą, czyli ustawianie protokołów, akwizycja obrazów, kontrola jakości obrazu i ewentualne powtarzanie sekwencji, to etap diagnostyczny, a nie etap przygotowania substancji promieniotwórczej. To jest inny odcinek pracy, zwykle realizowany w innej sali, często fizycznie oddzielonej, żeby ograniczyć ryzyko skażeń i lepiej kontrolować narażenie personelu. Sporządzanie dokumentacji medycznej też bywa mylące. Owszem, technik prowadzi dużo dokumentacji, ale sama dokumentacja pacjenta, opis przebiegu badania, dane do systemu RIS/PACS są związane głównie z procesem diagnostycznym i organizacją pracy, a nie z typową definicją czynności w pracowni „gorącej”. W „gorącej” dokumentacja dotyczy przede wszystkim obrotu źródłami promieniotwórczymi, aktywności, terminów ważności, odpadów, kontroli skażeń. Typowy błąd myślowy polega więc na myleniu miejsca (pracownia „gorąca”) z całym zakładem medycyny nuklearnej i na tym, że kojarzymy najbardziej „widoczny” etap, czyli badanie gammakamerą i kontakt z pacjentem, a zapominamy o mniej spektakularnym, ale bardzo kluczowym etapie przygotowania radiofarmaceutyku, który odbywa się właśnie w pracowni „gorącej”.