Prawidłowo – w klasycznym badaniu EEG elektrody referencyjne umieszczane na płatkach uszu oznaczamy jako A1 (ucho lewe) i A2 (ucho prawe). Litera „A” pochodzi od słowa „auricular”, czyli uszny. W systemie 10–20 to jest standardowe, międzynarodowo przyjęte oznaczenie i praktycznie w każdej pracowni EEG, która trzyma się zaleceń IFCN (International Federation of Clinical Neurophysiology), spotkasz właśnie te symbole. Płatki uszu traktuje się jako miejsca stosunkowo „elektrycznie spokojne”, czyli z mniejszym udziałem aktywności korowej, dlatego dobrze się nadają na elektrody odniesienia w wielu montażach, np. w montażu uszno-mózgowym (ear-linked). W praktyce technik EEG często sprawdza, czy A1 i A2 są poprawnie przymocowane, bo jeśli kontakt z płatkiem ucha jest słaby, to później w zapisie widzimy sztuczne różnice potencjałów i pojawiają się fałszywe asymetrie między półkulami. Co ciekawe, w niektórych pracowniach stosuje się referencję złączoną A1+A2, żeby zminimalizować wpływ jednostronnych zakłóceń. Moim zdaniem warto zapamiętać, że A1/A2 to taki punkt wyjścia – jak zobaczysz w opisie montażu „referencja do A1/A2”, od razu wiesz, że chodzi o płatki uszu, a nie o okolice czaszkowe. Znajomość tych oznaczeń ułatwia potem interpretację zapisu, rozróżnianie artefaktów od rzeczywistej aktywności bioelektrycznej mózgu oraz poprawne porównywanie zapisów między różnymi pracowniami i aparatami EEG. To jest po prostu element podstawowej „mapy” głowy w EEG, bez którego ciężko się poruszać w diagnostyce elektromedycznej.
W EEG bardzo łatwo pomylić oznaczenia elektrod, bo wszystkie wyglądają podobnie: litera i cyfra, niby nic wielkiego. Ale za tymi symbolami stoi konkretny system – tzw. międzynarodowy system 10–20. Każda litera odpowiada określonej okolicy mózgu, a cyfry określają stronę: liczby nieparzyste po lewej, parzyste po prawej. Stąd wynikają najczęstsze pomyłki. Elektrody C3 i C4 leżą nad okolicą centralną, czyli mniej więcej nad bruzdą Rolanda. Są kluczowe przy ocenianiu czynności ruchowej, napadów ogniskowych w rejonie centralnym, ale nie są elektrodami referencyjnymi na płatkach uszu. Gdyby je potraktować jako referencję, wprowadzilibyśmy do zapisu silną aktywność korową, co wypacza interpretację, bo referencja powinna być możliwie „neutralna” elektrycznie wobec rejestrowanej okolicy. Podobnie P3 i P4 to okolice ciemieniowe, wykorzystywane w analizie rytmu alfa, zmian w tylnych rejonach mózgu, zaburzeń funkcji czuciowych i integracji bodźców. To są klasyczne elektrody aktywne, a nie uszne. Z kolei Fp1 i Fp2 leżą na czole, najbardziej do przodu (frontopolarnie). Tam bardzo często widać mruganie, ruchy gałek ocznych, napięcie mięśni czoła. W praktyce technika EEG są to punkty najbardziej „zanieczyszczone” artefaktami, więc absolutnie nie nadają się na stabilną referencję. Typowy błąd myślowy polega na tym, że ktoś kojarzy „1 i 2” z „lewą i prawą stroną” i automatycznie zakłada, że każda para numerów może być referencją. Niestety tak to nie działa. Referencje uszne mają swoje własne oznaczenie – A1 i A2 – bo nie leżą na czaszce nad korą mózgu, tylko na strukturach obwodowych. Z mojego doświadczenia wynika, że jak się raz dobrze zrozumie logikę systemu 10–20 (F – frontal, C – central, P – parietal, O – occipital, T – temporal, Fp – frontopolar, A – auricular), to takie pomyłki znikają. W diagnostyce elektromedycznej trzymanie się standardowych lokalizacji i właściwych referencji jest kluczowe, bo od tego zależy wiarygodność całego badania EEG, a potem decyzje kliniczne lekarza.