Wzór na przebieg napięcia ma postać: u(t) = 50·sin(628t − π/2) V. Kluczowy jest tutaj współczynnik przy czasie t, czyli 628. To jest pulsacja, oznaczana zwykle grecką literą ω. Dla przebiegów sinusoidalnych zachodzi zależność: ω = 2πf, gdzie f to częstotliwość w hercach. Żeby policzyć częstotliwość, podstawiamy: 628 = 2πf. Stąd f = 628 / (2π). Ponieważ 2π ≈ 6,28, to 628 / 6,28 ≈ 100 Hz. Dlatego poprawna odpowiedź to 100 Hz. Amplituda 50 V nie ma wpływu na częstotliwość, określa tylko maksymalną wartość napięcia. Podobnie przesunięcie fazowe −π/2 zmienia jedynie punkt startu sinusoidy w czasie, a nie to, ile cykli na sekundę przebieg wykonuje. W praktyce taka analiza jest bardzo przydatna przy pracy z przemiennikami częstotliwości, zasilaczami impulsowymi czy układami sterowania silnikami. Gdy widzisz równanie z sinusem lub cosinusem, warto od razu wyłuskać trzy rzeczy: amplitudę (tu 50 V), pulsację ω (tu 628 rad/s) i fazę początkową (tu −π/2). Z mojego doświadczenia w technikum wiele zadań kręci się wokół prostego przekształcania wzoru ω = 2πf, więc dobrze to mieć w małym palcu. W sieci energetycznej w Polsce standardowo mamy 50 Hz, ale w elektronice, zasilaczach, filtrach czy układach audio często spotyka się 100 Hz, 1 kHz, 10 kHz i znacznie wyższe częstotliwości. Umiejętność szybkiego rozpoznawania częstotliwości z równania pozwala ocenić, z jakimi zjawiskami mamy do czynienia: czy to jeszcze klasyczna energetyka, czy już typowa elektronika wysokoczęstotliwościowa. W normach dotyczących kompatybilności elektromagnetycznej i jakości energii też operuje się właśnie częstotliwością i jej harmonicznymi, więc takie przekształcenia to po prostu chleb powszedni elektryka i elektronika.
Analizując ten przebieg sinusoidalny, łatwo potknąć się na tym, co w równaniu za co odpowiada. Wzór u(t) = 50·sin(628t − π/2) V zawiera kilka parametrów i część osób intuicyjnie łapie się nie za ten, co trzeba. Amplituda 50 V bywa błędnie brana za częstotliwość, bo liczba jest znajoma z sieci 50 Hz. To jednak tylko maksymalna wartość napięcia, czyli wysokość wierzchołków sinusoidy, a nie liczba cykli na sekundę. Częstotliwość decyduje o tym, jak gęsto te wierzchołki są upakowane w czasie, a nie jak są wysokie. Z kolei liczby 314 Hz czy 628 Hz wyglądają pozornie sensownie, bo pojawia się w równaniu 628 i ktoś może po prostu „przepisać” tę liczbę jako częstotliwość. To typowy błąd: utożsamianie pulsacji ω [w rad/s] z częstotliwością f [w Hz]. Między nimi jest konkretna zależność: ω = 2πf, więc zawsze trzeba tę relację uwzględnić. Jeżeli ktoś bez zastanowienia weźmie 628 jako f, pominie czynnik 2π, co merytorycznie jest po prostu niepoprawne. Gdyby wziąć 314 Hz, to sugeruje to, że ktoś podzielił 628 przez 2, ale nadal bez użycia π. To też dość częsty skrót myślowy: „coś tam z dwójką”, ale już bez solidnego oparcia w wzorze. Tymczasem poprawne przekształcenie wygląda tak: 628 = 2πf, więc f = 628 / (2π). Dopiero wtedy dostajemy 100 Hz. Przesunięcie fazowe −π/2 również bywa mylące. Niektórzy próbują z niego wyczytać zmianę częstotliwości, a faza tylko przesuwa przebieg w czasie, nie zmieniając liczby okresów w ciągu sekundy. W praktyce, przy analizie obwodów prądu przemiennego, przy doborze zabezpieczeń, przy ocenie nagrzewania się elementów, zawsze pracujemy na poprawnie wyliczonej częstotliwości f, a nie na samej pulsacji. Normy i dobre praktyki (choćby w klasycznej elektroenergetyce 50 Hz albo przy prostownikach, gdzie pojawia się 100 Hz po wyprostowaniu dwupołówkowym) opierają się na rozróżnieniu tych wielkości. Dlatego tak ważne jest, żeby przy każdym sinusie od razu pamiętać: częstotliwość liczymy z ω = 2πf, a nie zgadujemy po „ładnych” liczbach w równaniu.