Poprawnie – przy pomiarach odbiorczych instalacji o napięciu znamionowym U ≤ 500 V wymagana minimalna rezystancja izolacji przewodów to co najmniej 1 MΩ. Wynika to z wymagań norm, głównie z PN‑HD 60364 (dawniej PN‑IEC 60364), które określają minimalne wartości rezystancji izolacji dla obwodów niskiego napięcia. Chodzi o to, żeby prąd upływu przez izolację był bardzo mały i nie stwarzał zagrożenia porażeniowego ani ryzyka pożaru. Im większa rezystancja izolacji, tym lepiej, ale 1 MΩ jest takim progiem, poniżej którego instalacja przy odbiorze jest już traktowana jako niespełniająca wymagań. W praktyce pomiar wykonuje się miernikiem rezystancji izolacji (tzw. megomomierzem), zwykle napięciem probierczym 500 V DC dla obwodów do 500 V AC. Pomiar robi się między żyłą fazową a ochronną (PE), między fazą a neutralnym (N), a także między żyłami fazowymi, w zależności od układu instalacji. W dobrze wykonanej, nowej instalacji wartości są zazwyczaj dużo wyższe niż 1 MΩ – często dziesiątki, a nawet setki megaomów. Moim zdaniem to jest ważny sygnał: jeśli nowa instalacja ma tylko okolice 1 MΩ, to coś już jest podejrzane i warto się przyjrzeć jakości przewodów, złączom, wilgoci w puszkach, itp. Minimalna wartość 1 MΩ to tak naprawdę absolutne minimum dopuszczalne, a nie „wynik docelowy”. W eksploatacji okresowe pomiary rezystancji izolacji pozwalają wykryć starzenie się izolacji, zawilgocenie kabli, uszkodzenia mechaniczne i błędy montażowe. W praktyce, przy odbiorze nowej instalacji w budynku mieszkalnym lub małym obiekcie usługowym, jeśli miernik pokazuje poniżej 1 MΩ, instalator powinien szukać przyczyny, a nie próbować to „przepchnąć” na siłę do protokołu.
W przypadku rezystancji izolacji bardzo łatwo wpaść w pułapkę myślenia „byle nie było zwarcia, to jest dobrze”. To błędne podejście. Same wartości typu 0,5 MΩ czy mniej mogą komuś wydawać się jeszcze „duże”, bo przecież to setki tysięcy omów, ale z punktu widzenia bezpieczeństwa instalacji niskiego napięcia to po prostu za mało. Normy dotyczące instalacji elektrycznych w budynkach, takie jak PN‑HD 60364, jasno określają, że dla obwodów o napięciu znamionowym do 500 V minimalna dopuszczalna rezystancja izolacji przy pomiarze odbiorczym wynosi 1 MΩ. To nie jest wartość „umowna”, tylko wynik doświadczeń i analizy ryzyka porażeniowego oraz pożarowego. Zbyt niska rezystancja izolacji oznacza zwiększony prąd upływu. W praktyce może to powodować m.in. nieprawidłowe działanie wyłączników różnicowoprądowych (fałszywe zadziałania), nagrzewanie się izolacji w miejscach zawilgocenia, a w skrajnych przypadkach nawet iskrzenie i lokalne przegrzania. Odpowiedzi sugerujące wartości poniżej 1 MΩ zakładają, że „pół megaoma też wystarczy”, bo przecież to nadal wysoka rezystancja. Tyle że normy są tutaj jednoznaczne – 0,5 MΩ to wartość niewystarczająca przy odbiorze instalacji o napięciu do 500 V. Jest to typowy błąd myślowy: patrzymy na liczbę w oderwaniu od kontekstu norm i nie bierzemy pod uwagę, że instalacja ma działać bezpiecznie przez lata, w warunkach wilgoci, zanieczyszczeń i starzenia się izolacji. Jeśli już na starcie mamy rezystancję izolacji w okolicach 0,5 MΩ, to po kilku latach eksploatacji może ona spaść jeszcze niżej, co będzie poważnym problemem. Drugi błąd to odwrócenie znaku nierówności – wartości typu „< 1 MΩ” czy „< 0,5 MΩ” w ogóle nie opisują wymagań normowych, tylko raczej stan, który powinien skłonić do szukania uszkodzeń. W dobrych praktykach branżowych przyjmuje się, że nowa instalacja powinna mieć rezystancję izolacji zdecydowanie powyżej wartości minimalnej, a wynik w pobliżu granicy traktuje się jako sygnał ostrzegawczy. Dlatego przy projektowaniu, montażu i odbiorze nie wystarczy kierować się intuicją, trzeba znać konkretne wartości graniczne z norm i umieć je zastosować w praktyce pomiarowej.