Poprawnie – kondensator w jednofazowych silnikach indukcyjnych służy właśnie do wytworzenia momentu rozruchowego. Jednofazowe uzwojenie stojana samo z siebie tworzy tylko pole pulsujące, a nie wirujące, więc silnik bez dodatkowych zabiegów w ogóle by nie wystartował, tylko buczał. Kondensator wraz z uzwojeniem pomocniczym powoduje przesunięcie fazowe prądu względem uzwojenia głównego. W efekcie w stojanie powstają dwa pola magnetyczne przesunięte w fazie, które „składają się” na pole wirujące, dające właśnie moment rozruchowy. W praktyce wyróżnia się silniki z kondensatorem rozruchowym oraz z kondensatorem pracy. Ten pierwszy jest zwykle o większej pojemności, włączany tylko na czas rozruchu przez wyłącznik odśrodkowy lub przekaźnik prądowy, żeby zapewnić duży moment startowy, np. w sprężarkach, pompach, małych wentylatorach o większym oporze rozruchowym. Kondensator pracy ma mniejszą pojemność, jest włączony na stałe i oprócz poprawy rozruchu wpływa też na lepszą pracę silnika, trochę poprawia cos φ i kulturę pracy. Moim zdaniem warto kojarzyć, że kondensator nie jest tu żadnym elementem regulacyjnym czy zabezpieczeniem, tylko częścią układu wytwarzającego sztuczne „drugie uzwojenie fazowe”. W dokumentacji producentów silników jednofazowych zawsze podawana jest zalecana pojemność kondensatora na 1 kW mocy oraz jego napięcie pracy, zwykle 400–450 V AC, i tego w praktyce trzeba się trzymać, bo zła wartość pojemności od razu psuje właściwości rozruchowe.
W jednofazowych silnikach indukcyjnych rola kondensatora jest dość konkretna i dobrze opisana w literaturze oraz katalogach producentów. Podstawowy problem takiego silnika polega na tym, że pojedyncze uzwojenie zasilane z jednej fazy tworzy pole magnetyczne pulsujące, a nie wirujące. Takie pole nie wytwarza początkowego momentu obrotowego, więc wirnik sam z siebie nie ruszy. Dlatego stosuje się uzwojenie pomocnicze i kondensator, który przesuwa fazę prądu w tym uzwojeniu względem uzwojenia głównego. Dzięki temu powstają dwa pola magnetyczne przesunięte w czasie i przestrzeni, co daje efekt pola wirującego i właśnie z tego bierze się moment rozruchowy. Częsty błąd polega na myleniu kondensatora z elementem służącym do regulacji prędkości obrotowej. W silnikach indukcyjnych klatkowych prędkość jest w praktyce wyznaczona przez częstotliwość sieci i liczbę par biegunów, a nie przez kondensator. Zmiana pojemności może wpływać na prąd, nagrzewanie, głośność pracy, ale nie jest to poprawna i bezpieczna metoda regulacji obrotów zgodnie z dobrą praktyką. Kolejne nieporozumienie to traktowanie kondensatora jak czegoś w rodzaju „hamulca” do zatrzymywania silnika. Do zatrzymywania stosuje się po prostu odłączenie zasilania, ewentualnie hamowanie mechaniczne lub specjalne układy hamowania elektrycznego, ale nie kondensator rozruchowy. Zdarza się też, że ktoś myśli o kondensatorze jak o elemencie zmieniającym wartość napięcia w układzie. W typowych małych silnikach jednofazowych kondensator nie służy do transformowania napięcia, tylko do kształtowania przebiegu prądu i uzyskania przesunięcia fazowego. Takie mylenie funkcji wynika często z ogólnej wiedzy, że kondensatory „coś robią z napięciem”, ale tutaj ich rola jest ściśle związana z wytworzeniem pola wirującego i zapewnieniem poprawnego rozruchu. W praktyce serwisowej dobór właściwego kondensatora jest kluczowy, bo zbyt mała lub zbyt duża pojemność objawia się właśnie słabym momentem rozruchowym, buczeniem silnika, przegrzewaniem i skróceniem jego żywotności, a nie żadną kontrolowaną regulacją prędkości.