Na ilustracji widać wyłącznik różnicowoprądowy z członem nadprądowym, czyli popularne w instalacjach mieszkaniowych urządzenie typu RCBO. Rozpoznać go można po kilku charakterystycznych elementach. Po pierwsze, na obudowie masz oznaczenie B16 – to charakterystyka i prąd znamionowy członu nadprądowego, dokładnie tak jak w zwykłym „esie”. Po drugie, pojawia się wartość IΔn = 0,03 A, czyli prąd różnicowy zadziałania 30 mA – typowa wartość dla ochrony dodatkowej przed porażeniem prądem elektrycznym. Po trzecie, jest przycisk testu „T”, który występuje w wyłącznikach różnicowoprądowych, a nie ma go w standardowych wyłącznikach nadprądowych. Dodatkowo na obudowie nadrukowany jest schemat wewnętrzny pokazujący tor fazowy i neutralny oraz przekładnik różnicowy – to klasyczny symbol RCD zintegrowanego z wyłącznikiem nadprądowym. W praktyce takie urządzenie stosuje się często do zabezpieczenia pojedynczego obwodu, np. gniazd łazienkowych, pralki, zmywarki czy obwodu zewnętrznego gniazda ogrodowego, gdzie wymagana jest jednocześnie ochrona przed przeciążeniem, zwarciem i porażeniem. Moim zdaniem to bardzo wygodne rozwiązanie projektowe, bo łączy funkcje wyłącznika nadprądowego i różnicówki w jednym module, oszczędzając miejsce w rozdzielnicy. Zgodnie z PN-HD 60364 i dobrą praktyką instalacyjną, stosowanie urządzeń różnicowoprądowych 30 mA jest standardem dla obwodów gniazd wtyczkowych w instalacjach domowych, a takie zintegrowane RCBO świetnie się w tym sprawdzają.
Na zdjęciu łatwo się pomylić, bo obudowa i kształt przypominają zwykły wyłącznik nadprądowy, ale to właśnie takie szczegóły odróżniają poszczególne elementy aparatury modułowej. Częsty błąd polega na tym, że widząc oznaczenie B16, ktoś od razu zakłada, że to tylko wyłącznik nadprądowy, tymczasem jest to jedynie informacja o charakterystyce i prądzie znamionowym członu nadprądowego, który może być częścią bardziej złożonego urządzenia. W typowym wyłączniku nadprądowym nie znajdziemy oznaczenia prądu różnicowego, takiego jak IΔn = 0,03 A, ani przycisku testowego „T”. Brak tych elementów to jedna z podstawowych różnic, które w praktyce montażowej trzeba umieć wychwycić od razu. Z kolei ogranicznik przepięć ma zupełnie inną budowę i oznaczenia – pojawiają się klasy SPD (np. T1, T2), napięcia Uc, poziom ochrony Up, a na obudowie często są wymienne wkładki z okienkami sygnalizacyjnymi. Nie ma tam charakterystyki typu B16 ani przycisku testu jak w RCD. W czujnikach zaniku i kolejności faz znajdziemy zwykle zaciski oznaczone L1, L2, L3, N i przekaźnikowe wyjście sterujące, a nie dźwignię łączeniową do ręcznego załączania obwodu. Takie urządzenia montuje się głównie w rozdzielnicach trójfazowych do ochrony silników przed nieprawidłową kolejnością faz, a nie do bezpośredniego zabezpieczania obwodów odbiorczych przed porażeniem. Kluczowy błąd myślowy przy tego typu pytaniach to ocenianie tylko po ogólnym kształcie obudowy, bez czytania oznaczeń i symboli. W rzeczywistej pracy elektryka taka pobieżna identyfikacja może skończyć się bardzo niebezpiecznie, bo zastosowanie niewłaściwego aparatu oznacza brak wymaganej ochrony przeciwporażeniowej lub przepięciowej. Dlatego warto wyrabiać sobie nawyk analizowania: czy jest przycisk TEST, czy jest podana wartość prądu różnicowego, jaki jest schemat na obudowie i do jakiej normy odnosi się oznaczenie (np. EN 61009 dla RCBO). To są praktyczne kryteria, które w warsztacie czy na budowie naprawdę robią różnicę.