Prawidłowo wskazana odpowiedź dotyczy prac monterskich wykonywanych na wysokości powyżej 2 m, w sytuacjach, gdy trzeba stosować środki ochrony indywidualnej przed upadkiem z wysokości (szelki, linki, urządzenia samohamowne, barierki, itp.). W realnych warunkach eksploatacji urządzeń elektrycznych do 1 kV taka praca jest traktowana jako praca szczególnie niebezpieczna – łączy w sobie ryzyko porażenia prądem oraz ryzyko upadku. Z przepisów BHP oraz z ogólnych zasad wynikających z rozporządzeń dotyczących prac na wysokości wynika, że tego typu czynności powinny być wykonywane co najmniej w dwuosobowym zespole. Chodzi nie tylko o asekurację w razie poślizgnięcia czy zasłabnięcia, ale też o możliwość natychmiastowego udzielenia pierwszej pomocy i wezwania służb, gdyby coś poszło nie tak. Moim zdaniem w praktyce elektryka najczęściej widać to przy pracach na słupach, podestach, drabinach, podnośnikach koszowych, na konstrukcjach wsporczych rozdzielnic szynowych, przy oświetleniu zewnętrznym na masztach albo przy konserwacji opraw oświetleniowych pod stropem hali. Jeden pracownik koncentruje się na samym montażu i bezpieczeństwie elektrycznym, drugi obserwuje, podaje narzędzia i materiały, kontroluje ułożenie linek bezpieczeństwa, a w razie potrzeby może natychmiast odłączyć zasilanie albo zareagować na sytuację awaryjną. Dobre praktyki branżowe mówią też, że przy pracach na wysokości nie powinno się pracować w pojedynkę, nawet jeśli formalnie przepisy dopuszczałyby to w jakichś wyjątkowych sytuacjach. Z doświadczenia zakładów energetycznych i dużych firm serwisowych wynika, że właśnie prace monterskie na wysokości generują jedne z najpoważniejszych wypadków. Dlatego łączy się tu kilka zasad: stosowanie środków ochrony indywidualnej, prawidłowe zabezpieczenie miejsca pracy, kontrola stanu technicznego sprzętu do pracy na wysokości oraz właśnie praca w zespole co najmniej dwuosobowym. To jest standard, do którego warto się przyzwyczaić już na etapie nauki zawodu.
W tego typu pytaniu bardzo łatwo skupić się tylko na napięciu i pominąć inne czynniki ryzyka, zwłaszcza wysokość i organizację stanowiska pracy. Wiele osób zakłada, że skoro chodzi o urządzenia do 1 kV i konserwację, to najważniejsze jest, czy urządzenie jest pod napięciem czy nie. To jest oczywiście kluczowe z punktu widzenia ochrony przeciwporażeniowej, ale nie wyczerpuje tematu bezpieczeństwa pracy. Prace wykonywane przy urządzeniach wyłączonych spod napięcia i uziemionych w widoczny sposób są z zasady jednymi z bezpieczniejszych, o ile zachowane są procedury: wyłączenie, zabezpieczenie przed załączeniem, sprawdzenie braku napięcia, uziemienie i oznakowanie. W takiej sytuacji przepisy nie wymagają standardowo, żeby każdą taką czynność wykonywać w dwuosobowym zespole, choć w praktyce przy bardziej skomplikowanych zadaniach i tak często pracuje więcej niż jedna osoba. Typowym błędem myślowym jest tu przekonanie, że każde dotknięcie instalacji elektrycznej od razu wymaga zespołu dwuosobowego – przepisy są jednak bardziej zniuansowane. Prace prowadzone w wykopach o głębokości do 2 m przy liniach kablowych też są obciążone ryzykiem, ale głównie związanym z osuwaniem gruntu, potknięciem, czy uszkodzeniem mechanicznie kabla. Dla takich warunków obowiązują osobne regulacje BHP dotyczące robót ziemnych. Zasadnicze wymagania dla pracy w zespole dwuosobowym częściej pojawiają się przy głębszych wykopach lub szczególnie trudnych warunkach gruntowych. Sam fakt wykonywania robót przy kablu do 1 kV w wykopie do 2 m nie oznacza automatycznie obowiązku pracy w parze, o ile są spełnione inne wymagania bezpieczeństwa, jak umocnienie ścian wykopu, zabezpieczenie przed dostępem osób postronnych, itp. Z kolei prace kontrolno-pomiarowe przy urządzeniach elektroenergetycznych znajdujących się pod napięciem są bardzo poważnym zagadnieniem, ale w pytaniu jest ważny szczegół: są to prace wykonywane stale, w ustalonych miejscach pracy, przez osoby upoważnione, na podstawie instrukcji eksploatacji. Jeżeli stanowisko jest zaprojektowane, osłonięte i opisane tak, że dopuszcza rutynowe pomiary, to nie każda taka czynność musi być od razu kwalifikowana jako praca wymagająca zespołu dwuosobowego. Jest to kwestia oceny ryzyka, zapisów w instrukcjach eksploatacji i wewnętrznych procedur zakładu. Najistotniejszy błąd w rozumowaniu polega zwykle na tym, że ignoruje się ryzyko upadku z wysokości jako równorzędne z ryzykiem porażenia. Przy pracach monterskich powyżej 2 m, z użyciem środków ochrony indywidualnej przed upadkiem, połączenie tych dwóch zagrożeń powoduje, że minimalny skład dwuosobowy staje się standardem wynikającym z dobrych praktyk i wymogów BHP. W innych wymienionych sytuacjach ryzyko jest istotne, ale inaczej klasyfikowane i zabezpieczane, dlatego tam sam wymóg pracy w parze nie jest tak jednoznacznie przypisany przepisami jak w przypadku robót na wysokości.