Prawidłowo – warystor w tym układzie realizuje zabezpieczenie przeciwprzepięciowe. Warystor jest elementem nieliniowym, którego rezystancja mocno zależy od napięcia. Dla napięcia znamionowego sieci (np. 230 V AC) ma bardzo dużą rezystancję, praktycznie nie przewodzi i jest jak otwarty obwód. Dopiero gdy pojawi się przepięcie, czyli nagły wzrost napięcia powyżej określonego progu (np. 430 V), jego rezystancja gwałtownie spada i warystor zaczyna przewodzić duży prąd, zwierając to przepięcie do przewodu neutralnego lub ochronnego. W ten sposób ogranicza się wartość napięcia widzianą przez chronione urządzenie. W praktyce takie warystory spotyka się w listwach przeciwprzepięciowych, zasilaczach impulsowych, układach sterowania PLC, w rozdzielnicach jako część ograniczników przepięć klasy D (T3). Z mojego doświadczenia dobrze jest pamiętać, że warystor sam w sobie nie zastępuje bezpiecznika – współpracuje z nim. Bezpiecznik lub wyłącznik nadprądowy ma wyłączyć obwód, gdy przez warystor popłynie zbyt duży prąd przy silnym przepięciu lub po jego uszkodzeniu. Dobrą praktyką jest dobór warystora pod kątem kategorii przepięciowej instalacji, poziomu ochrony (Up) oraz koordynacja z innymi stopniami ochrony przepięciowej, zgodnie z PN‑EN 61643 i ogólnie z zasadami ochrony instalacji niskiego napięcia przed przepięciami atmosferycznymi i łączeniowymi. W układach automatyki stosuje się też warystory bezpośrednio przy cewkach styczników, przekaźnikach, zasilaczach elektroniki, żeby chronić wrażliwe wejścia i wyjścia sterowników. Dzięki temu cała aparatura mniej cierpi przy załączeniach, wyłączeniach i przy zakłóceniach z sieci.
W tym schemacie warystor pełni typową funkcję zabezpieczenia przeciwprzepięciowego, a nie zwarciowego, przeciążeniowego czy przeciwporażeniowego. Zamieszanie bierze się często z tego, że wiele osób kojarzy każdy element „zabezpieczający” z bezpiecznikiem topikowym albo wyłącznikiem nadprądowym i wrzuca wszystko do jednego worka. Warystor jednak działa zupełnie inaczej. Zabezpieczenie zwarciowe ma za zadanie szybko odłączyć obwód przy prądach zwarciowych, czyli bardzo dużych prądach wynikających z praktycznie zerowej impedancji między przewodami. Do tego służą wyłączniki nadprądowe, bezpieczniki topikowe, czasem wyłączniki mocy – one reagują na prąd, a nie na napięcie. Warystor reaguje na wzrost napięcia, nie ogranicza prądu zwarciowego w klasycznym sensie, więc nie można go traktować jako zabezpieczenia zwarciowego. Podobnie jest z przeciążeniem. Zabezpieczenia przeciążeniowe chronią przewody, uzwojenia silników, transformatory przed zbyt długotrwałym prądem nieco wyższym niż znamionowy. Stosuje się do tego wyłączniki silnikowe, przekaźniki termiczne, wyłączniki nadprądowe o charakterystyce dobranej do obciążenia. Warystor nie mierzy ani nie ogranicza przeciążenia, tylko „włącza się do gry” przy przepięciach, które trwają zwykle bardzo krótko, ale mają wysokie napięcie. Często uczniowie mylą też warystor z ochroną przeciwporażeniową, bo widzą, że coś jest podłączone między przewodem fazowym a neutralnym lub ochronnym i automatycznie myślą o bezpieczeństwie ludzi. Ochrona przeciwporażeniowa to jednak głównie wyłączniki różnicowoprądowe, odpowiednie uziemienie, połączenia wyrównawcze, właściwy dobór układu sieciowego (TN, TT, IT), izolacja części czynnych. Warystor nie wykrywa prądu upływu przez ciało człowieka, nie odłącza zasilania przy porażeniu, jego rola jest inna: ma „ściąć” wierzchołek przepięcia, żeby nie zniszczyć izolacji urządzeń i nie uszkodzić elektroniki. Typowy błąd myślowy polega na tym, że skoro element jest wpięty równolegle do zasilania, to ktoś uważa go za jakiś rodzaj bezpiecznika czy RCD. Tymczasem poprawne rozumienie jest takie, że warystor to ogranicznik przepięć, współpracujący z klasycznymi zabezpieczeniami nadprądowymi i różnicowoprądowymi, ale ich nie zastępujący.