Poprawny jest Sposób III, ponieważ faza L1 jest prowadzona do łącznika, a z łącznika wraca jako przewód załączany do oprawy, natomiast przewód neutralny N biegnie bezpośrednio do lampy. Taki układ spełnia podstawową zasadę PN‑HD 60364, że łącznik oświetleniowy ma rozłączać przewód fazowy, a nie neutralny. Dzięki temu po wyłączeniu światła na gwincie oprawy nie występuje napięcie fazowe, co znacząco poprawia bezpieczeństwo przy wymianie źródła światła czy pracach serwisowych. W Sposobie III zachowana jest też ciągłość przewodu ochronnego PE, który jest doprowadzony do puszki/oprawy i nigdzie nie jest rozłączany, zgodnie z wymaganiami ochrony przeciwporażeniowej. W praktyce taki schemat spotkasz w typowych instalacjach domowych: do puszki łącznika schodzi tylko faza z obwodu oświetleniowego oraz przewód powrotny do lampy, a przewód neutralny i ochronny są łączone w puszce rozgałęźnej lub bezpośrednio w oprawie. Moim zdaniem to też najczytelniejszy układ przy późniejszych modernizacjach – łatwo dołożyć drugi łącznik, czujnik ruchu czy automat schodowy, bo sygnał fazowy jest w łączniku, a tory N i PE są nieprzerywane. Warto zapamiętać, że każda inna konfiguracja, w której odcina się N albo – co gorsza – manipuluje przewodem ochronnym, jest sprzeczna z dobrą praktyką i może powodować niebezpieczne stany napięciowe na metalowych częściach oprawy. Sposób III po prostu trzyma się zasady: faza przez łącznik, neutralny i ochronny na stałe do lampy.
Na pierwszy rzut oka wszystkie cztery rysunki wyglądają podobnie, bo wszędzie mamy lampę, łącznik i trzy żyły: L1, N oraz PE. Różnica tkwi jednak w tym, który przewód jest rozłączany przez łącznik i jak prowadzona jest ochrona. To jest dokładnie ten moment, gdzie w praktyce pojawia się mnóstwo błędów montażowych. W niepoprawnych wariantach łącznik odcina przewód neutralny N zamiast fazowego L1 albo przewody są prowadzone tak, że przy wyłączonym świetle na oprawie nadal występuje potencjał fazy na częściach dostępnych. Użytkownik ma wtedy złudne poczucie bezpieczeństwa: światło nie świeci, więc „na pewno nie ma prądu”. Tymczasem na gwincie oprawy nadal może być 230 V względem ziemi, co przy dotknięciu podczas wymiany żarówki stwarza realne zagrożenie porażeniem. Normy instalacyjne, m.in. PN‑HD 60364, mówią wprost: w obwodach jednofazowych należy rozłączać tor fazowy, a nie neutralny, a przewód ochronny PE prowadzić nieprzerwanie do wszystkich części przewodzących dostępnych. Łącznik w torze N jest dopuszczalny tylko w bardzo specyficznych, przemysłowych rozwiązaniach z odpowiednio oznaczoną aparaturą, ale nie w zwykłym obwodzie oświetleniowym w budynku mieszkalnym. Kolejny typowy błąd widoczny w błędnych schematach to traktowanie przewodu ochronnego jak „zapasowego” lub sygnałowego – podłączanie go do łącznika, wykorzystywanie jako fazy czy prowadzenie go przez elementy łączeniowe. Z mojego doświadczenia w serwisie instalacji wynika, że takie kombinacje mszczą się po latach: wyzwalacze RCD pracują niestabilnie, pojawiają się napięcia na obudowach opraw, a lokalizacja usterek jest czasochłonna. Prawidłowe podejście jest proste: PE zawsze ciągły, N prowadzony bez przerw do lampy, a jedynie L1 przechodzi przez łącznik. Wszystkie odpowiedzi, które tego nie respektują, są po prostu sprzeczne z zasadami bezpieczeństwa i dobrą praktyką montażu.