Poprawnie powiązałeś funkcję B z opisem „opóźnione załączenie”. Na diagramie widać, że po pojawieniu się napięcia zasilania U przekaźnik nie załącza swoich styków od razu – pozioma kreska przy funkcji B zaczyna się dopiero po czasie t. To właśnie jest klasyczna funkcja „ON-delay”: najpierw odliczanie, potem dopiero przełączenie styków wykonawczych. W praktyce oznacza to, że po podaniu sygnału sterującego (np. pojawienie się napięcia na cewce) przekaźnik czeka ustawiony czas, a dopiero później zamyka lub otwiera styki robocze. Takie przekaźniki stosuje się bardzo często w automatyce budynkowej i przemysłowej. Typowy przykład: łagodne załączanie dużych odbiorników, żeby uniknąć udaru prądowego – najpierw startuje np. wentylacja, a dopiero po kilku sekundach nagrzewnica. Albo sekwencyjne załączanie kilku silników, każdy z opóźnieniem, żeby nie przeciążyć sieci. Z mojego doświadczenia, funkcja opóźnionego załączenia jest też standardem przy sterowaniu oświetleniem awaryjnym, systemami wentylacji, układami gwiazda–trójkąt (jako element logiki sterowania). Ważne jest, że po zaniku napięcia i ponownym podaniu, cykl odmierzania czasu zaczyna się od nowa, zgodnie z katalogowymi opisami producentów (Relpol, Finder, Eaton itp.). Dobrą praktyką jest zawsze dokładne czytanie diagramów czasowych w kartach katalogowych – oznaczenie funkcji samą literą (A, B, C, D) bywa różne u producentów, ale kształt przebiegu zawsze jednoznacznie pokazuje, czy chodzi o opóźnione załączenie, czy wyłączenie, czy pracę cykliczną. Tu funkcja B ewidentnie pokazuje: sygnał wejściowy jest obecny, liczony jest czas t, a dopiero potem następuje załączenie – czyli klasyczne opóźnione załączenie.
Na przedstawionym diagramie kluczowe jest zrozumienie, jak zachowuje się wyjście przekaźnika w czasie w odniesieniu do pojawienia się napięcia zasilania U. W funkcji B widać, że po podaniu napięcia zasilającego wyjście przez pewien czas pozostaje w stanie nieaktywnym, a dopiero po upływie czasu t przechodzi w stan aktywny. To jest dokładnie odwrotność tego, co dzieje się przy funkcji „opóźnione wyłączenie”. W opóźnionym wyłączeniu przekaźnik natychmiast się załącza po podaniu sygnału, a dopiero po jego zaniku odmierza czas i po czasie t się wyłącza. Na wykresie dla funkcji B nie ma takiego zachowania: nie ma natychmiastowego załączenia, jest wyraźna zwłoka przed pierwszym przełączeniem styków. Typowy błąd myślowy polega na tym, że ktoś widząc symbol t przy dowolnym przejściu stanu automatycznie zakłada „opóźnione wyłączenie”, bo kojarzy to z funkcją podtrzymania po zaniku sygnału. Tymczasem trzeba patrzeć, w którym momencie jest liczony czas – czy od chwili podania sygnału, czy od chwili jego zaniku, i czy dotyczy to załączania, czy rozłączania. Kolejna pułapka to mylenie funkcji prostych z funkcjami cyklicznymi. Funkcje cykliczne, zarówno „opóźnione cykliczne załączanie”, jak i „opóźnione cykliczne wyłączanie”, na diagramach mają powtarzające się odcinki włącz/wyłącz o stałym okresie – przebieg wygląda jak seria impulsów prostokątnych. Na rysunku dla funkcji B nic się nie powtarza, jest tylko jedno przejście ze stanu nieaktywnego do aktywnego po upływie zadanego czasu. Funkcje cykliczne bardziej przypominają przebiegi C i D, gdzie wyjście co chwilę się załącza i wyłącza, z zadanym czasem trwania stanu włączonego i wyłączonego. W dobrej praktyce projektowania układów automatyki zawsze analizuje się dokładnie te wykresy czasowe z dokumentacji producenta, bo oznaczenia literowe (A, B, C, D) nie są do końca znormalizowane między firmami, natomiast logika czasowa zawsze jest pokazana graficznie. W tym zadaniu poprawną interpretacją jest więc funkcja prostego opóźnionego załączenia, a nie opóźnione wyłączenie ani żadna z funkcji cyklicznych, które mają zupełnie inny charakter pracy i służą raczej do migania, pulsowania lub okresowego sterowania odbiornikami.