Prawidłowa jest ilustracja 2, bo pokazuje typowy, zalecany przez producentów i normy sposób mocowania przewodu jednodrutowego w zacisku śrubowym. Drut jest wsunięty całkowicie do komory zacisku, leży pod elementem dociskowym i śruba dociska go równomiernie na całej szerokości. Nie ma tu żadnego „ścinania” przewodu krawędzią śruby ani opierania się tylko końcówką. W praktyce chodzi o to, żeby siła docisku rozkładała się na możliwie dużej powierzchni między żyłą a częścią zacisku. Dzięki temu połączenie ma małą rezystancję przejścia, nie grzeje się, nie luzuje i jest odporne na drgania. Moim zdaniem to jest jeden z najważniejszych nawyków montażowych: zawsze patrzeć, czy śruba naprawdę dociska przewód, a nie izolację, pustą przestrzeń albo sam koniec drutu. W wyłącznikach instalacyjnych, gniazdach, kostkach zaciskowych typu listwa czy w zaciskach aparatury modułowej zasada jest identyczna. Producenci (Legrand, Hager, Eaton i inni) w instrukcjach rysują dokładnie taki układ, jak na ilustracji 2. Dodatkowo trzeba pamiętać o prawidłowym odizolowaniu końca – tak, żeby żadna część izolacji nie weszła pod docisk śruby, a jednocześnie żeby goły drut nie wystawał niepotrzebnie poza zacisk. W BHP i zgodnie z PN‑HD 60364 mówi się wyraźnie o zapewnieniu trwałości połączenia i unikaniu miejscowego przegrzewania. Dobrze wykonany zacisk śrubowy, taki jak na ilustracji 2, spełnia te wymagania: nie uszkadza mechanicznie żyły, gwarantuje stały docisk i bezpieczną pracę instalacji przez lata, bez konieczności ciągłego „dokręcania” i bez ryzyka iskrzenia.
W pozostałych wariantach problemem nie jest samo użycie zacisku śrubowego, ale sposób ułożenia przewodu względem śruby i elementu dociskowego. To jest dość typowy błąd montażowy: przewód niby jest w zacisku, śruba niby dokręcona, a połączenie wcale nie jest pewne ani trwałe. Jeżeli drut trafi pod samą krawędź śruby lub obok właściwej strefy docisku, to siła skupia się w jednym, bardzo małym punkcie. W efekcie żyła może być mechanicznie „ścięta”, spłaszczona, a kontakt elektryczny będzie miał zwiększoną rezystancję przejścia. Taki zacisk zaczyna się po jakimś czasie grzać, szczególnie przy większym obciążeniu prądowym. Z mojego doświadczenia właśnie z tak wykonanych połączeń biorą się lokalne przypalenia izolacji, ciemnienie obudowy czy w skrajnym przypadku nadtopienia w gniazdach i wyłącznikach. Innym typowym błędem jest częściowe wsunięcie przewodu. Końcówka drutu znajduje się wtedy tylko na skraju pola docisku, a reszta przestrzeni pod śrubą jest pusta. Przy dokręcaniu śruba potrafi „odjechać” na bok, wygiąć przewód albo go powoli wysuwać. Na rysunkach nieprawidłowych dokładnie to widać: brak pełnego podparcia żyły pod elementem dociskowym i niewłaściwe prowadzenie drutu. Część osób kieruje się tu mylnym założeniem, że skoro śruba dotyka przewodu, to połączenie jest OK. Niestety BHP i dobre praktyki mówią coś innego – śruba ma dociskać przewód do szyny, płytki lub ścianki zacisku, a nie tylko go „łapać” punktowo. Producenci aparatów instalacyjnych wręcz ostrzegają w katalogach i instrukcjach przed takim montażem, bo prowadzi on do luzowania połączeń pod wpływem zmian temperatury i drgań. W instalacjach zgodnych z PN‑HD 60364 i ogólnymi zasadami montażu zaleca się zawsze pełne wsunięcie żyły, ułożenie jej równolegle do płaszczyzny docisku i kontrolę, czy izolacja nie weszła pod śrubę. Właśnie zlekceważenie tych szczegółów widoczne jest na błędnych ilustracjach: zbyt mała powierzchnia styku, niewłaściwy tor przepływu prądu i duże ryzyko uszkodzenia żyły. Dlatego takie sposoby łączenia nie spełniają wymogów bezpieczeństwa i nie powinny być stosowane w prawidłowo wykonanej instalacji.