Na ilustracji pokazany jest klasyczny ściągacz do łożysk, czyli narzędzie przeznaczone właśnie do ich demontażu. Charakterystyczne elementy to ramiona zakończone haczykowatymi stopkami, które zaczepia się za pierścień łożyska lub koło pasowe, oraz śruba pociągowa z poprzecznym uchwytem. Podczas dokręcania śruby siła osiowa przenosi się na wał, a ramiona równomiernie ciągną łożysko na zewnątrz. Dzięki temu łożysko schodzi z czopa wału bez bicia młotkiem, bez przegrzewania i bez uszkadzania gniazda lub samego wału. W praktyce, przy serwisie silników elektrycznych, przekładni, pomp czy alternatorów, użycie takiego ściągacza jest podstawową dobrą praktyką warsztatową. Normy i instrukcje serwisowe producentów maszyn bardzo często wprost zabraniają zbijania łożysk przy pomocy przecinaków czy młotka, bo prowadzi to do mikropęknięć, odkształceń i późniejszych awarii. Moim zdaniem każdy elektryk utrzymania ruchu czy monter powinien mieć w warsztacie zestaw ściągaczy o różnych rozstawach ramion i długościach, a przy poważniejszych pracach stosować też ściągacze hydrauliczne. Warto pamiętać o kilku zasadach: ramiona muszą być ustawione symetrycznie, stopki powinny dobrze opierać się o pierścień łożyska, a śruba powinna być nasmarowana, żeby zmniejszyć tarcie i uzyskać płynny, kontrolowany nacisk. W ten sposób demontaż jest bezpieczny zarówno dla pracownika, jak i dla urządzenia elektrycznego, które serwisujemy.
Na zdjęciu widoczny jest ściągacz do łożysk, czyli narzędzie typowo serwisowe, używane głównie do demontażu, a nie do montażu elementów osadzonych na wale. Częsty błąd polega na tym, że ktoś myli funkcję tego przyrządu i traktuje go jako coś w rodzaju prasy albo klucza do śrub. W rzeczywistości konstrukcja z trzema ramionami zakończonymi haczykowatymi stopkami oraz centralną śrubą pociągową jednoznacznie wskazuje, że służy on do ściągania, czyli zdejmowania łożysk, kół pasowych, kół zębatych czy tarcz z wałów i osi. Do montażu łożysk stosuje się zupełnie inne narzędzia: prasy hydrauliczne lub mechaniczne, tuleje montażowe, pobijaki z miękkiego materiału, specjalne zestawy montażowe, często także nagrzewnice indukcyjne. Chodzi o to, żeby siłę przyłożyć wyłącznie do odpowiedniego pierścienia łożyska i nie przenosić obciążeń przez elementy toczne, bo to niszczy bieżnie. Ściągacz z obrazka działa odwrotnie: ramiona „łapią” za element, a śruba wypycha wał, co odrywa łożysko od czopa. Równie mylące bywa skojarzenie tego narzędzia z obróbką skrawaniem – tutaj nie ma żadnego noża, głowicy, uchwytu narzędziowego ani ruchu obrotowego charakterystycznego dla tokarki czy frezarki. Nie zachodzi proces zdejmowania wióra, jest tylko kontrolowane odkształcenie sprężyste i przesunięcie pasowanej części. Zdarza się też, że ktoś widząc śrubę z poprzecznym uchwytem sądzi, że to rodzaj klucza do odkręcania zapieczonych śrub. To też jest mylne, bo konstrukcja ściągacza nie pozwala na przenoszenie momentu obrotowego na łeb śruby; on generuje głównie siłę osiową, a nie moment skręcający. W dobrych praktykach utrzymania ruchu przyjęło się, że do śrub stosuje się klucze nasadowe, udarowe, penetranty chemiczne, czasem podgrzewanie, natomiast do łożysk – ściągacze, prasy i nagrzewnice. Właściwe rozróżnianie tych narzędzi i ich funkcji to podstawa bezpiecznego serwisu maszyn i urządzeń elektrycznych.