Prawidłowo wskazany skutek to migotanie komór sercowych. Przy porażeniu prądem przemiennym, szczególnie o częstotliwości sieciowej 50 Hz, serce jest bardzo wrażliwe na przepływ prądu przez klatkę piersiową. Już prąd rzędu kilkudziesięciu miliamperów, przechodzący drogą „ręka–ręka” albo „ręka–stopy”, może zaburzyć pracę układu bodźcoprzewodzącego serca i doprowadzić właśnie do migotania komór. To jest stan bezpośrednio zagrażający życiu, bo serce wtedy nie pompuje efektywnie krwi, tylko wykonuje chaotyczne skurcze. W normach, np. PN-EN 60479, opisane są strefy oddziaływania prądu na organizm i tam wyraźnie pokazano, że dla prądu przemiennego jednym z głównych skutków jest ryzyko migotania serca. Z praktycznego punktu widzenia właśnie dlatego w ochronie przeciwporażeniowej tak podkreśla się szybkie wyłączenie zasilania (wyłączniki różnicowoprądowe, samoczynne wyłączenie zasilania w sieciach TN, TT) oraz ograniczanie prądu rażeniowego i czasu jego przepływu. Moim zdaniem każdy elektryk powinien mieć w głowie prostą zależność: im dłużej prąd płynie przez klatkę piersiową i im jest większy, tym większa szansa na migotanie komór. W praktyce na budowie czy w zakładzie oznacza to obowiązek stosowania sprawnych środków ochrony, właściwego doboru przekrojów przewodów ochronnych, prawidłowego uziemienia oraz okresowego sprawdzania skuteczności ochrony przeciwporażeniowej. W szkoleniach BHP nie bez powodu kładzie się też nacisk na znajomość resuscytacji krążeniowo-oddechowej – bo przy migotaniu komór kluczowe jest szybkie rozpoczęcie RKO i użycie AED, jeśli jest dostępny. To jest ten krytyczny, bezpośredni skutek, którego chcemy uniknąć, projektując i eksploatując instalacje elektryczne zgodnie z normami i dobrą praktyką.
W pytaniu chodzi o bezpośredni skutek porażenia prądem przemiennym, czyli taki efekt, który wynika z samego przepływu prądu przez ciało człowieka, a nie z towarzyszących zjawisk. Prąd przemienny o częstotliwości sieciowej 50 Hz oddziałuje głównie na układ nerwowy i mięśniowy, a najbardziej niebezpieczne są zaburzenia pracy serca, zwłaszcza migotanie komór. To właśnie ten efekt jest typowym, bezpośrednim skutkiem rażenia, opisanym w normach i materiałach szkoleniowych. Uszkodzenie narządów słuchu kojarzy się raczej z działaniem hałasu, fali uderzeniowej czy eksplozji. W kontekście instalacji i urządzeń elektrycznych może się pojawić np. przy wybuchu rozdzielnicy, zwarciu łukowym z silnym hukiem, ale to jest skutek pośredni zjawisk towarzyszących awarii, a nie efekt przepływu prądu przez ciało człowieka. Naświetlenie oczu łukiem elektrycznym też jest problemem bezpieczeństwa, ale dotyczy promieniowania optycznego (UV, światło widzialne) i temperatury łuku, a nie samego prądu rażeniowego przechodzącego przez organizm. To klasyczny temat z BHP przy spawaniu elektrycznym czy przy obsłudze aparatów łączeniowych o dużych prądach zwarciowych. Uszkodzenie mechaniczne ciała w wyniku upadku zdarza się bardzo często przy porażeniach – człowiek odskakuje, traci równowagę, spada z drabiny, z rusztowania. Ale znowu, to jest skutek pośredni: prąd powoduje skurcz mięśni, utratę kontroli nad ciałem, a obrażenia powstają dopiero w wyniku uderzenia o podłoże czy element konstrukcji. Typowym błędem myślowym jest wrzucanie do jednego worka wszystkich możliwych następstw zdarzenia z prądem, bez rozróżnienia, co jest skutkiem działania prądu na organizm, a co konsekwencją warunków otoczenia (wysokość pracy, obecność łuku, hałas, odłamki). W ochronie przeciwporażeniowej skupiamy się przede wszystkim na ograniczeniu ryzyka zaburzeń pracy serca i zatrzymania oddechu, bo to są bezpośrednie, krytyczne skutki porażenia. Dlatego normy i dobre praktyki projektowe kładą nacisk na utrzymanie napięć dotykowych i czasów wyłączenia w takich granicach, żeby zminimalizować ryzyko migotania komór, a nie na przykład uszkodzenia słuchu czy urazy mechaniczne, które należą już bardziej do ogólnego BHP i organizacji stanowiska pracy.