Prawidłowo – kluczowy problem w tym pytaniu to ochrona przeciwporażeniowa urządzeń I klasy ochronności. Urządzenia tej klasy mają obudowę metalową połączoną ze stykiem ochronnym (bolcem) w gnieździe. Ten styk musi być połączony z przewodem ochronnym PE w instalacji. Dzięki temu, jeśli nastąpi uszkodzenie izolacji i przewód fazowy dotknie obudowy, prąd popłynie przez PE, a zabezpieczenie (wyłącznik nadprądowy, bezpiecznik, wyłącznik różnicowoprądowy) szybko zadziała i odłączy zasilanie. Jeżeli zamontujemy gniazdo bez styku ochronnego i podłączymy do niego urządzenie I klasy, to obudowa zostaje „zawieszona w powietrzu” – nie ma połączenia ochronnego. W razie przebicia fazy na obudowę, metalowe części mogą znaleźć się pod napięciem 230 V względem ziemi. Użytkownik, który dotknie obudowy i jednocześnie np. kaloryfera, zlewu, podłogi betonowej, może stać się ścieżką przepływu prądu. To właśnie jest typowe zagrożenie porażeniem prądem elektrycznym. Z punktu widzenia norm (PN-HD 60364 i ogólne zasady SEP) stosowanie gniazd bez styku ochronnego w nowych instalacjach jest niedopuszczalne, jeżeli mają być tam podłączane urządzenia I klasy. W praktyce oznacza to, że w mieszkaniach, warsztatach, biurach powinny być montowane gniazda ze stykiem ochronnym, a przewód ochronny musi być poprawnie podłączony. Moim zdaniem każdy elektryk powinien mieć odruch: urządzenie z wtyczką z bolcem → tylko do gniazda ze stykiem ochronnym. Stare „płaskie” gniazdka bez bolca to relikt, który w zastosowaniach ogólnych jest po prostu niebezpieczny.
W tym zadaniu pułapka polega na tym, że wielu osobom gniazdo bez styku ochronnego kojarzy się od razu z jakąś awarią instalacji: zwarciem, przeciążeniem, spaleniem sprzętu. Tymczasem sam fakt braku styku ochronnego zazwyczaj nie powoduje ani zwarcia, ani przeciążenia, ani natychmiastowego uszkodzenia urządzenia. Instalacja pracuje pozornie normalnie, prąd roboczy płynie między przewodem fazowym a neutralnym, a zabezpieczenia nadprądowe w ogóle „nie widzą problemu”. To jest właśnie najbardziej zdradliwe. Zwarcie w instalacji elektrycznej występuje, gdy dojdzie do bezpośredniego połączenia przewodu fazowego z neutralnym lub ochronnym (albo z uziemioną konstrukcją) o bardzo małej rezystancji. Sam brak przewodu ochronnego nie tworzy takiej sytuacji, więc nie ma powodu, żeby spodziewać się typowego zwarcia. Podobnie z przeciążeniem – przeciążenie to zbyt duży prąd pobierany przez odbiorniki w stosunku do przekroju przewodów lub wartości zabezpieczenia. Gniazdo bez bolca w żaden sposób nie zwiększa poboru mocy urządzenia. Sprzęt pobiera tyle, ile wynika z jego konstrukcji, a przekrój przewodów i zabezpieczenia pozostają takie same. Uszkodzenie urządzenia elektrycznego też nie jest bezpośrednią konsekwencją braku styku ochronnego. Urządzenie I klasy będzie działało, bo do pracy potrzebuje tylko przewodu fazowego i neutralnego. Problem nie jest w „działaniu” sprzętu, tylko w bezpieczeństwie użytkownika. Typowy błąd myślowy polega na tym, że ludzie oczekują, że coś się od razu spali, wywali bezpiecznik, zacznie iskrzyć – a skoro tego nie ma, to wszystko jest OK. W ochronie przeciwporażeniowej jest odwrotnie: brak PE nie daje objawów, dopóki nie nastąpi uszkodzenie izolacji. Wtedy obudowa może znaleźć się pod napięciem i dopiero dotknięcie przez człowieka tworzy obwód zwarciowy przez ciało. Z punktu widzenia norm i dobrych praktyk SEP, gniazdo bez styku ochronnego dla urządzeń I klasy to sytuacja niedopuszczalna właśnie dlatego, że nie zapewnia wymaganej ochrony przed porażeniem, choć instalacja „na oko” działa normalnie.