Na schemacie widać klasyczny trójfazowy mostek prostowniczy z sześciu diod (D1–D6), tzw. prostownik Graetza trójfazowy. Taki układ, zasilany z trzech faz L1, L2, L3 bez przewodu neutralnego, zawsze daje na wyjściu napięcie stałe o tętnieniach sześciopulsowych w jednym okresie sieci. Czyli w każdym okresie 50 Hz mamy sześć „wierzchołków” na napięciu wyprostowanym – stąd nazwa prostownik sześciopulsowy. Wynika to z faktu, że w danym momencie przewodzą zawsze dwie diody: jedna z gałęzi górnej (do plusa) i jedna z gałęzi dolnej (do minusa), a kombinacji faz jest właśnie sześć na jeden okres. W praktyce taki układ stosuje się wszędzie tam, gdzie potrzebne jest w miarę gładkie napięcie stałe o większej mocy: w prostownikach do napędu silników prądu stałego, w zasilaczach falowników, w prostownikach spawalniczych, w zasilaczach dużych serwerowni czy w układach ładowania baterii trakcyjnych. Z mojego doświadczenia w warsztatach i rozdzielniach, rozpoznanie tego układu po sześciu diodach połączonych w typowy mostek trójfazowy to absolutna podstawa. Dodatkowo, przy częstotliwości 50 Hz, częstotliwość tętnień na wyjściu takiego prostownika wynosi 300 Hz (6 × 50 Hz), co ułatwia filtrację za pomocą dławików i kondensatorów, zgodnie z dobrymi praktykami opisanymi choćby w katalogach producentów prostowników i normach dotyczących napędów regulowanych. W nowoczesnych instalacjach przemysłowych prostowniki sześciopulsowe są standardem minimalnym, a przy większych wymaganiach stosuje się układy 12- lub 24-pulsowe, które po prostu zwiększają liczbę „pulsów” w okresie i jeszcze bardziej zmniejszają tętnienia.
Na rysunku mamy trójfazowy prostownik mostkowy z sześciu diod, czyli klasyczny układ, w którym każda faza jest podłączona do dwóch diod: jednej do bieguna dodatniego i jednej do bieguna ujemnego. Taki typ połączenia nie może dawać ani prostowania jednopulsowego, ani dwupulsowego, ani trójpulsowego, bo te nazwy odnoszą się do zupełnie innych konfiguracji prostowników. Jednopulsowe prostowanie występuje w najprostszym układzie z jedną diodą i jednofazowym źródłem – napięcie na obciążeniu ma tylko jeden „garb” na okres, połowę sinusoidy. Dwupulsowe prostowanie kojarzy się z klasycznym mostkiem Graetza jednofazowym lub układem z transformatorem z odczepem środkowym; tam w jednym okresie mamy dwa maksima napięcia wyprostowanego. Trójpulsowe prostowanie pojawia się w mniej typowych układach trójfazowych z trzema diodami (lub tyrystorami), np. przy połączeniu w gwiazdę bez pełnego mostka, gdzie w jednym okresie mamy trzy pulsy. Błąd w rozumowaniu często bierze się z tego, że ktoś patrzy tylko na liczbę faz (trzy fazy → „trójpulsowe”) albo tylko na kształt napięcia, a pomija liczbę elementów prostujących i sposób ich połączenia. Tymczasem w mostku trójfazowym, takim jak na schemacie, pracuje sześć diod i w każdym przedziale 60 stopni elektrycznych przewodzi inna para, co daje sześć odcinków, czyli sześć pulsów napięcia wyprostowanego na okres. W praktyce, kiedy uczysz się rozpoznawać układy prostownicze w dokumentacji technicznej czy na schematach rozdzielnic, warto od razu liczyć: ile jest diod/tyrystorów i jak są połączone. Układ z trzema diodami daje trójpulsowe, z czterema w jednofazie – dwupulsowe, z sześcioma w trójfazie – sześciopulsowe. Taka systematyka jest zgodna z opisami w katalogach producentów napędów i prostowników oraz z typową terminologią branżową stosowaną w normach dotyczących przekształtników energoelektronicznych.