Poprawnie wskazana odpowiedź wynika z podstawowej zasady bezpieczeństwa przy pracach na urządzeniach, które mogą być dwustronnie zasilane. Skoro w normalnych warunkach urządzenie może mieć doprowadzone napięcie z dwóch stron, to podczas przygotowania stanowiska pracy trzeba je zabezpieczyć tak, jakby z każdej strony mogło się pojawić niekontrolowane napięcie. Dlatego przenośne uziemienia przewodów zasilających zakłada się po obu stronach urządzenia – od strony każdego możliwego kierunku zasilania. Dzięki temu nawet w razie pomyłki w łączeniach, niesprawnego wyłącznika, błędnego przełączenia w rozdzielni czy zadziałania automatyki, przewody po obu stronach pozostaną zwarte do ziemi, a więc bezpieczne dla obsługi. Bardzo ważny element to widoczność uziemienia. Przynajmniej jedno z założonych przenośnych uziemień powinno być widoczne bezpośrednio z miejsca pracy. Chodzi o to, żeby osoba wykonująca czynności mogła na własne oczy upewnić się, że obwód jest faktycznie uziemiony i zwarty, a nie tylko „na papierze” czy w dokumentacji. W praktyce eksploatacji urządzeń elektrycznych, zgodnie z zasadami BHP i dobrą praktyką wynikającą m.in. z PN‑EN 50110 (Eksploatacja urządzeń elektrycznych), przenośne uziemienia zakłada się jak najbliżej miejsca odłączenia, na wszystkich czynnych żyłach, po uprzednim sprawdzeniu braku napięcia odpowiednim przyrządem pomiarowym. Moim zdaniem to pytanie dobrze pokazuje, że sama przerwa izolacyjna w aparacie łączeniowym to za mało – dopiero widoczne uziemienie daje poczucie realnego bezpieczeństwa. W zakładach przemysłowych czy przy liniach napowietrznych to jest standard: uziemienie z obu stron odcinka pracy, a przynajmniej jedno tak, żeby monter mógł je widzieć, podnosząc klucz czy drążek, i mieć pewność, że pracuje na odcinku zwarciem zabezpieczonym do ziemi.
W tym zagadnieniu kluczowe jest zrozumienie, co oznacza, że urządzenie może być dwustronnie zasilane. Jeżeli obiekt ma możliwość doprowadzenia energii z dwóch różnych stron, to w sytuacji przygotowania stanowiska pracy nie wolno zakładać, że odłączenie tylko jednego kierunku zasilania wystarczy. Myślenie typu „odetniemy tam, gdzie zwykle jest zasilanie” jest bardzo ryzykowne, bo w praktyce automatyką, przełącznikami rezerwy lub błędnym przełączeniem dyspozytorskim można przypadkiem podać napięcie z drugiej strony. Dlatego założenie przenośnego uziemienia tylko z jednej strony urządzenia, nawet jeśli byłoby ono dobrze widoczne z miejsca pracy, nie daje pełnej ochrony. Wciąż istnieje możliwość pojawienia się napięcia z przeciwnej strony, a wtedy osoba pracująca znajduje się w bardzo niebezpiecznej sytuacji, bo ufa jednemu zabezpieczeniu, które fizycznie nie obejmuje całego odcinka. Z kolei pomysł, żeby uziemiać co prawda z obu stron, ale nie dbać o ich widoczność z miejsca pracy, też jest błędny. Tu pojawia się typowy błąd myślowy: „skoro uziemienie jest założone, to nie musi być widoczne, wystarczy, że jest w instrukcji”. W praktyce eksploatacyjnej i według dobrych standardów, osoba pracująca powinna mieć możliwość wzrokowego potwierdzenia, że przynajmniej jedno uziemienie jest faktycznie założone na przewodach, które ją interesują. Dokumentacja, protokół czy ustna informacja nie zastąpią tego, co można zobaczyć bezpośrednio. Brak widoczności sprzyja też pomyłkom: można się pomylić co do pola, odcinka linii, obwodu. Dlatego w nowoczesnej praktyce ochrony przeciwporażeniowej łączy się dwa wymagania: uziemienie po obu stronach odcinka pracy, aby wyeliminować ryzyko podania napięcia z dowolnego kierunku, oraz takie rozmieszczenie, by przynajmniej jedno było dobrze widoczne z miejsca, w którym wykonuje się czynności. Odpowiedzi, które ograniczają się do jednej strony lub ignorują widoczność, upraszczają temat i nie biorą pod uwagę realnych sytuacji awaryjnych, zwarć zwrotnych, indukowania się napięć czy pomyłek ludzkich, które niestety w praktyce się zdarzają. To właśnie przed skutkami takich sytuacji mają chronić przenośne uziemienia – ale tylko wtedy, gdy są zastosowane zgodnie z zasadami sztuki.