W przypadku odbiorcy indywidualnego, czyli zwykłego użytkownika energii w mieszkaniu lub domu, pomiar energii elektrycznej wykonuje się metodą bezpośrednią. Oznacza to, że prąd z sieci zasilającej przepływa bezpośrednio przez licznik energii, bez dodatkowych przekładników prądowych czy napięciowych. Taki licznik jednocześnie „widzi” napięcie i prąd, a jego układ pomiarowy na tej podstawie zlicza energię w kilowatogodzinach (kWh). To jest dokładnie ten licznik, który widzisz na klatce schodowej albo w skrzynce licznikowej przy domu. W praktyce dla małych mocy i prądów do ok. 40–63 A stosuje się liczniki jednofazowe lub trójfazowe z bezpośrednim pomiarem, bo są proste w montażu, tańsze i wystarczająco dokładne według wymagań norm i operatorów systemu dystrybucyjnego. Dobre praktyki mówią, żeby dobierać licznik do spodziewanego prądu obciążenia i klasy dokładności wymaganej przez dostawcę energii. W instalacjach domowych nie używa się na ogół przekładników prądowych, bo to byłoby technicznie i ekonomicznie bez sensu. Moim zdaniem warto zapamiętać, że metody pośrednie (z przekładnikami) pojawiają się dopiero przy większych mocach, np. w zakładach przemysłowych, gdzie prądy są za duże, aby przepuszczać je bezpośrednio przez licznik. U odbiorcy indywidualnego standardem, wymaganym też przez warunki przyłączenia i dokumentację techniczną operatora, jest właśnie pomiar bezpośredni.
Pomiar energii elektrycznej u odbiorcy indywidualnego ma bardzo konkretny cel: w sposób prosty, tani i wystarczająco dokładny określić, ile energii zostało pobrane z sieci. Z tego powodu stosuje się metodę bezpośrednią, czyli licznik włączony bezpośrednio w obwód zasilający lokal. Błędne skojarzenia wynikają często z mieszania pojęć używanych przy dużych instalacjach przemysłowych z tymi, które dotyczą zwykłego mieszkania czy domu. Pojęcie metody zerowej nie występuje w praktyce rozliczeniowego pomiaru energii. Słowo „zero” kojarzy się raczej z przewodem neutralnym lub z metodami pomiaru rezystancji, ale nie z pomiarem energii w układach licznikowych. Jeżeli ktoś wybiera taką odpowiedź, to zwykle wynika to z intuicyjnego skojarzenia nazwy, a nie z realnej praktyki pomiarowej. Metoda różnicowa też nie jest stosowana do rozliczania energii pobranej przez indywidualnego odbiorcę. Różnicowe pomiary kojarzą się raczej z wyłącznikami różnicowoprądowymi (porównywanie prądu wpływającego i wypływającego) albo z pomiarami laboratoryjnymi, gdzie odejmuje się dwa wskazania. Licznik energii w mieszkaniu nie działa w ten sposób, tylko mierzy moc chwilową i całkuje ją w czasie. Określenie metoda techniczna bywa używane w innych działach elektrotechniki, np. przy pomiarach mocy, rezystancji czy parametrów maszyn, ale nie funkcjonuje jako standardowa nazwa sposobu rozliczeniowego pomiaru energii u odbiorców. Typowy błąd myślowy polega na tym, że szuka się „mądrze brzmiącej” nazwy zamiast odwołać się do praktyki: co faktycznie montuje zakład energetyczny w skrzynce licznikowej. Z mojego doświadczenia najlepiej zapamiętać prostą zasadę: małe prądy – pomiar bezpośredni, duże prądy – układy pośrednie z przekładnikami, ale to już zupełnie inna kategoria odbiorców niż odbiorca indywidualny.