W sieci TN-S podstawowym i wymaganym środkiem ochrony przeciwporażeniowej przy uszkodzeniu jest samoczynne wyłączenie zasilania, realizowane za pomocą odpowiednio dobranego urządzenia łączeniowo-zabezpieczającego. W praktyce, w obwodzie silnika trójfazowego będzie to najczęściej wyłącznik nadprądowy lub wyłącznik z członem zwarciowym i przeciążeniowym, dobrany do prądu znamionowego silnika i charakterystyki rozruchu. Właśnie takie urządzenie elektryczne wykorzystuje się do ochrony przeciwporażeniowej pośredniej, bo w sieci TN-S ochrona opiera się na szybkim wyłączeniu zasilania w przypadku pojawienia się napięcia na częściach dostępnych, np. przy przebiciu uzwojenia na obudowę. Zgodnie z PN-HD 60364 oraz dobrą praktyką, w układach TN-S prąd zwarciowy płynie przewodem ochronnym PE i przewodem fazowym do źródła, powodując zadziałanie wyłącznika w wymaganym czasie (np. 0,4 s w obwodach końcowych do 32 A). Warunkiem skuteczności tej ochrony jest spełnienie zależności między impedancją pętli zwarcia a parametrami zabezpieczenia, dlatego w praktyce po montażu wykonuje się pomiar impedancji pętli zwarcia i sprawdza czy czas wyłączenia jest dotrzymany. Moim zdaniem to jedno z kluczowych zagadnień w pracy z silnikami trójfazowymi – wielu początkujących skupia się tylko na mocy i prądzie silnika, a trochę pomija dobór i nastawy zabezpieczeń pod kątem ochrony przeciwporażeniowej. W poprawnie wykonanej instalacji TN-S silnik ma osobny przewód PE do obudowy, przewody fazowe są zabezpieczone wyłącznikiem nadprądowym dobranym zarówno do warunków pracy silnika, jak i do wymogów ochrony przeciwporażeniowej. Dodatkowo często stosuje się zabezpieczenie termiczne silnika (przekaźnik termiczny), ale ono chroni głównie sam silnik przed przegrzaniem, a nie ludzi przed porażeniem. Dlatego kluczowe urządzenie dla ochrony przeciwporażeniowej w tym układzie to właściwie dobrany aparat nadprądowy współpracujący z układem TN-S i przewodem ochronnym PE.
W obwodzie silnika trójfazowego pracującego w sieci TN-S łatwo pomylić urządzenia służące do ochrony samego silnika z urządzeniami, które realizują ochronę przeciwporażeniową ludzi. To jest bardzo typowy błąd: ktoś widzi przekaźnik termiczny, czujnik zaniku fazy czy nawet sam stycznik i myśli, że skoro one „zabezpieczają” silnik, to automatycznie zapewniają też ochronę przeciwporażeniową. Niestety tak to nie działa. Ochrona przeciwporażeniowa przy uszkodzeniu w układzie TN-S opiera się na samoczynnym wyłączeniu zasilania w wymaganym czasie, a to może zapewnić tylko aparat, który reaguje na prądy zwarciowe i przeciążeniowe w pętli zwarcia, czyli odpowiednio dobrany wyłącznik nadprądowy lub podobne urządzenie łączeniowo-zabezpieczające. Przekaźnik termiczny, choć bardzo ważny, jest nastawiany na prąd długotrwały silnika i reaguje na przeciążenia cieplne, a nie na zwarcie doziemne z dużym prądem. W przypadku przebicia uzwojenia na obudowę może nawet nie zadziałać wystarczająco szybko, a czasem w ogóle nie zadziała, jeśli prąd uszkodzeniowy nie przekroczy jego nastawy. Stycznik z kolei służy głównie do załączania i wyłączania silnika w normalnych warunkach pracy, sterowania zdalnego, automatyki – nie jest aparatem zabezpieczającym, tylko łączeniowym. Może być elementem toru wyłączenia, ale nie zastępuje wyłącznika nadprądowego. Spotyka się też przekonanie, że w każdej sytuacji najlepszym rozwiązaniem jest wyłącznik różnicowoprądowy. W sieci TN-S różnicówka może być stosowana jako dodatkowy środek ochrony, szczególnie w obwodach gniazd wtyczkowych czy w środowisku o podwyższonym zagrożeniu, ale podstawowy środek ochrony przy uszkodzeniu to nadal samoczynne wyłączenie zasilania przez zabezpieczenie nadprądowe przy spełnionych warunkach pętli zwarcia. Nadmierne poleganie na wyłącznikach RCD przy jednoczesnym zaniedbaniu właściwego doboru zabezpieczeń nadprądowych i przewodu PE jest, z mojego doświadczenia, dość częstym i groźnym błędem projektowym. Kluczowe jest zrozumienie, że w TN-S skuteczność ochrony przeciwporażeniowej sprawdza się przez analizę impedancji pętli zwarcia i charakterystyki zabezpieczenia nadprądowego, a nie przez sam fakt obecności jakiegokolwiek „zabezpieczenia” w szafie silnikowej.