Prawidłowo – w celu sprawdzenia ochrony przeciwporażeniowej podstawowej wykonuje się przede wszystkim pomiar rezystancji izolacji. Ochrona podstawowa to nic innego jak zabezpieczenie przed dotykiem części czynnych w normalnych warunkach pracy instalacji. Czyli sprawdzamy, czy izolacja przewodów, aparatów, opraw, rozdzielnic jest na tyle dobra, że prąd nie ma „drogi ucieczki” tam, gdzie nie powinien płynąć. W praktyce robi się to miernikiem rezystancji izolacji, który podaje na badany obwód napięcie probiercze (np. 500 V DC dla instalacji niskiego napięcia) i mierzy rezystancję między żyłą fazową a ochronną, fazową a neutralną, oraz między żyłami między sobą. Im wyższa wartość, tym lepiej – normy PN-HD 60364 i związane z nimi wytyczne mówią o minimalnych wartościach rzędu megaomów, w zależności od typu instalacji. Moim zdaniem to jeden z kluczowych pomiarów odbiorczych i okresowych, bo od razu pokazuje stan izolacji przewodów, uszkodzenia mechaniczne, zawilgocenia, starzenie się kabli. W praktyce, gdy masz np. starą instalację w budynku mieszkalnym, pomiar rezystancji izolacji często ujawnia „przebicia” w puszkach, zgniecione przewody, albo izolację nadpaloną przy źle dokręconych zaciskach. To właśnie te uszkodzenia mogą doprowadzić do pojawienia się napięcia na obudowie metalowej i zwiększyć ryzyko porażenia. Dlatego w dobrych praktykach branżowych pomiar rezystancji izolacji wykonuje się zawsze przed załączeniem instalacji do sieci, po większych przeróbkach oraz okresowo w trakcie eksploatacji. Dodatkowo, dobrze wykonany pomiar z odpowiednim udokumentowaniem w protokole pomiarowym jest podstawą do oceny, czy instalacja spełnia wymagania ochrony podstawowej i czy można ją bezpiecznie użytkować.
W ochronie przeciwporażeniowej łatwo się pogubić, bo mamy kilka rodzajów środków ochrony i różne pomiary, które je weryfikują. Ochrona podstawowa dotyczy zabezpieczenia przed dotykiem bezpośrednim, czyli przed przypadkowym dotknięciem części czynnych pod napięciem w normalnych warunkach pracy. Tutaj kluczową rolę odgrywa jakość i ciągłość izolacji, obudowy, przegrody, osłony. Właśnie dlatego sprawdza się ją poprzez pomiar rezystancji izolacji, a nie poprzez badania uziemienia czy wyłączników RCD. Częsty błąd myślowy polega na wrzucaniu wszystkich „pomiarów ochronnych” do jednego worka. Pomiar rezystancji uziemienia ma ogromne znaczenie, ale dla ochrony przy uszkodzeniu, czyli ochrony dodatkowej. Dotyczy on głównie skuteczności uziemienia, rezystancji uziomów, bednarek, prętów, które mają zapewnić szybkie zadziałanie zabezpieczeń przy zwarciu doziemnym. To jest ważne, gdy np. obudowa urządzenia znajdzie się pod napięciem w wyniku uszkodzenia izolacji. Jednak sam pomiar uziemienia nie powie nam, czy izolacja przewodów i elementów instalacji jest wystarczająco dobra, żeby w ogóle nie dopuścić do pojawienia się niebezpiecznych napięć na dostępnych częściach. Podobnie z wyłącznikami RCD – pomiar czasu zadziałania i prądu zadziałania RCD służy do sprawdzenia skuteczności ochrony dodatkowej, głównie przy dotyku pośrednim oraz przy pewnych rodzajach uszkodzeń izolacji. RCD ma zadziałać szybko, gdy pojawi się prąd różnicowy, czyli upływ do ziemi, do obudowy, do przewodu ochronnego. Ale to jest już „druga linia obrony”. Ochrona podstawowa opiera się na tym, żeby do takiej sytuacji w ogóle nie dochodziło, właśnie dzięki odpowiedniej izolacji. Moim zdaniem sporo osób utożsamia RCD z „uniwersalnym zabezpieczeniem przeciwporażeniowym”, co nie jest do końca prawdą. Bez dobrej izolacji, prawidłowo dobranych przewodów, poprawnie wykonanej instalacji, nawet najlepsze RCD nie załatwi sprawy. Dlatego w dokumentacji pomiarowej zawsze rozróżnia się pomiary rezystancji izolacji od pomiarów RCD i pomiarów uziemienia – one badają różne elementy systemu ochrony i odpowiadają za inne etapy bezpieczeństwa.