Najbardziej efektywnym i najszybszym sposobem połączenia przerwanych żył kabla wtynkowego w puszce są złączki zatrzaskowe (tzw. sprężynowe, np. typu WAGO). W praktyce wygląda to tak: zdejmujesz odpowiednią długość izolacji z żyły, wkładasz przewód do złączki aż do oporu i połączenie jest gotowe. Bez kręcenia śrubek, bez lutowania, bez długiego kombinowania w ciasnej puszce. Moim zdaniem, zwłaszcza przy większej liczbie przewodów, różnica w czasie i komforcie pracy jest naprawdę spora. Złączki zatrzaskowe są zaprojektowane specjalnie do instalacji stałych, w tym do kabli wtynkowych układanych pod tynkiem. Mają odpowiednie dopuszczenia, są zgodne z wymaganiami norm (np. PN-HD 60364 dotyczących instalacji elektrycznych niskiego napięcia) i zapewniają stabilny docisk sprężynowy żyły. To ważne, bo połączenie musi być trwałe mechanicznie i elektrycznie, odporne na drgania, pracę cieplną przewodów i starzenie się materiałów. Dobrą praktyką jest używanie złączek zatrzaskowych dobranych do rodzaju przewodu (drut/linka), przekroju oraz napięcia i prądu obwodu. W nowoczesnych instalacjach praktycznie standardem jest rezygnacja z „gołego” skręcania przewodów i lutowania w puszkach, a stosowanie właśnie złączek sprężynowych lub śrubowych. Z mojego doświadczenia złączki zatrzaskowe są szczególnie wygodne przy modernizacjach i naprawach – można szybko rozłączyć, sprawdzić obwód, zmienić konfigurację, a potem znowu łatwo złożyć wszystko w puszce, bez ryzyka poluzowania śrub. Dodatkowo minimalizujesz ryzyko przegrzania połączenia, jeśli po latach przewód trochę „pracuje”, bo sprężyna cały czas dociśnie żyłę.
W tego typu zadaniu łatwo skupić się tylko na tym, co „zadziała”, a nie na tym, co jest najszybsze i zgodne z aktualnymi standardami instalatorskimi. Skręcenie żył kabla wielu osobom kojarzy się z szybkim, prostym rozwiązaniem, ale w nowoczesnych instalacjach jest to traktowane raczej jako błąd wykonawczy. Skręcone przewody bez dodatkowego zabezpieczenia nie zapewniają stabilnego, długotrwałego styku, łatwo się luzują, mogą się utleniać, a w efekcie nagrzewać. W puszce podtynkowej, do której nie ma łatwego dostępu, to po prostu proszenie się o kłopoty eksploatacyjne. Lutowanie, chociaż elektrycznie może wydawać się „porządniejsze”, jest czasochłonne i w warunkach budowy czy remontu trudne do wykonania poprawnie. Trzeba mieć lutownicę, cynę, często topnik, uważać na przegrzanie izolacji oraz na to, że połączenie lutowane staje się sztywne i mniej odporne na naprężenia mechaniczne. W instalacjach stałych, szczególnie w puszkach, lutowanie żył przewodów jest bardzo rzadko stosowaną metodą, a wręcz odradzaną w wielu opracowaniach branżowych. Złączki śrubowe są już znacznie lepszym rozwiązaniem pod względem bezpieczeństwa i jakości styku, ale wciąż wymagają skręcania śrub, co w małej, ciasnej puszce podtynkowej potrafi zabrać sporo czasu. Trzeba też pamiętać o prawidłowym momencie dokręcenia, kontrolować, czy przewód się nie wysunął, a przy większej liczbie żył robi się to mało wygodne. Typowy błąd myślowy polega tu na założeniu, że skoro coś jest „mocniejsze” lub „bardziej klasyczne”, to będzie najlepsze w każdej sytuacji. Tymczasem pytanie wyraźnie akcentuje kryterium szybkości połączenia przerwanych żył w puszce, a w obecnych realiach branżowych właśnie złączki zatrzaskowe są projektowane dokładnie pod ten cel – szybki montaż, powtarzalna jakość styku i wygoda pracy w ograniczonej przestrzeni. Dlatego pozostałe metody, choć czasem spotykane, nie są optymalną odpowiedzią na to konkretne zagadnienie.