Prawidłowo – w ochronie przeciwpożarowej obiektów budowlanych stosuje się wyłączniki ochronne różnicowoprądowe o znamionowym prądzie różnicowym 300 mA. Taki RCD nie służy już głównie do ochrony przed porażeniem, tylko do ograniczania skutków prądów doziemnych, które mogą prowadzić do przegrzania instalacji, iskrzenia i w efekcie do zapalenia materiałów palnych. Zgodnie z przyjętymi w praktyce i w normach zasadami (m.in. PN‑HD 60364), wyłączniki o czułości do 30 mA traktuje się jako ochronę dodatkową przed porażeniem, natomiast zakres 100–300 mA wykorzystuje się typowo jako ochronę przeciwpożarową całych obwodów lub nawet całych rozdzielnic. Moim zdaniem dobrze to widać w dużych budynkach, gdzie na zasilaniu głównych linii kablowych daje się RCD 300 mA typu S (selektywne), a dopiero dalej, na obwodach gniazd, stosuje się 30 mA. W praktyce wygląda to tak, że wyłącznik 300 mA „pilnuje”, żeby prądy upływu do ziemi nie osiągnęły wartości mogących powodować nadmierne nagrzewanie izolacji przewodów, szczególnie prowadzonych w drewnie, w materiałach palnych lub w pobliżu takich elementów. Taki poziom czułości jest rozsądny kompromis: z jednej strony wystarczająco duża wrażliwość, aby zadziałać przy groźnych prądach doziemnych, z drugiej strony odporność na typowe, małe prądy upływu, które zawsze występują w dużych instalacjach (filtry przeciwzakłóceniowe, długie przewody, wilgoć). W nowoczesnych obiektach często łączy się tę ochronę z innymi środkami: poprawnym doborem przekrojów przewodów, prawidłowym ułożeniem kabli, zachowaniem wymaganych odstępów od materiałów palnych i regularnymi pomiarami instalacji. Branżową dobrą praktyką jest też stosowanie RCD 300 mA w wersji selektywnej, żeby w razie uszkodzenia w jednym obwodzie nie wyłączać całego obiektu. Takie podejście daje zarówno bezpieczeństwo pożarowe, jak i rozsądną ciągłość zasilania, co w budynkach użyteczności publicznej czy zakładach produkcyjnych ma ogromne znaczenie.
W ochronie przeciwpożarowej łatwo się pomylić, bo w głowie często mieszają się dwie różne funkcje wyłączników różnicowoprądowych: ochrona przed porażeniem i ochrona przed pożarem. Wiele osób automatycznie kojarzy RCD z wartością 30 mA, bo to klasyczna czułość dla ochrony dodatkowej ludzi. I to jest prawda, ale tylko dla porażeń, a nie dla ochrony obiektu przed pożarem. Dla ochrony przeciwporażeniowej przyjmuje się, że wyłącznik o czułości nieprzekraczającej 30 mA ogranicza czas przepływu prądu przez ciało człowieka do wartości uznawanych za relatywnie bezpieczne. Jednak w przypadku ochrony przeciwpożarowej nie chodzi o organizm człowieka, tylko o energię cieplną wydzielającą się w miejscach uszkodzeń, złych połączeń, zawilgoconej izolacji i innych nieszczelności instalacji. Prądy rzędu kilkunastu czy kilkudziesięciu miliamperów są zbyt małe, aby w normalnych warunkach powodować zapłon materiałów budowlanych, ale w dużych instalacjach występują one naturalnie jako prądy upływu i zakłóceniowe. Gdyby więc do ochrony przeciwpożarowej całych obiektów stosować np. 10 mA lub 30 mA, kończyłoby się to ciągłymi, zupełnie niepotrzebnymi wyłączeniami zasilania. To typowy błąd myślowy: skoro „mniejsze mA” wydaje się bezpieczniejsze dla człowieka, to ktoś zakłada, że będzie też lepsze dla budynku. Tymczasem normy instalacyjne i praktyka projektowa rozdzielają te funkcje. Z kolei wybór 100 mA wydaje się czasem kuszący jako „złoty środek”, ale w ochronie przeciwpożarowej obiektów najczęściej stosuje się poziom 300 mA, bo jest on przyjęty jako standardowy kompromis między czułością a odpornością na normalne prądy upływu w rozległych sieciach. Wyłącznik 300 mA jest wystarczająco czuły, by ograniczać prądy doziemne do poziomów, przy których zmniejsza się ryzyko nagrzewania i zapłonu, a jednocześnie nie reaguje na każdy drobny upływ z filtrów, długich kabli czy wilgotności. Moim zdaniem najrozsądniej jest zapamiętać prostą zasadę: do ochrony ludzi – 30 mA w obwodach gniazd i odbiorników, do ochrony przeciwpożarowej całych linii i rozdzielnic – 300 mA, często w wersji selektywnej. Dzięki temu unikamy zarówno nadmiernego „przewrażliwienia” instalacji, jak i zbyt słabej ochrony, która nie spełnia wymagań bezpieczeństwa pożarowego.