W czasie postoju silnika elektrycznego mamy idealny moment, żeby spokojnie obejrzeć elementy, do których podczas pracy nie wolno się zbliżać. Do takich części należą właśnie szczotki i szczotkotrzymacze. W maszynach komutatorowych (np. silniki prądu stałego, niektóre silniki pierścieniowe) stan szczotek ma bezpośredni wpływ na iskrzenie, nagrzewanie komutatora, spadki napięcia i ogólnie na niezawodność pracy napędu. Z mojego doświadczenia, jeśli zaniedba się kontrolę szczotek, to potem kończy się na przegrzanym komutatorze, przypalonych lamelkach i drogim remoncie. Podczas postoju można bezpiecznie sprawdzić długość szczotek (czy nie są poniżej dopuszczalnego minimum z instrukcji producenta), równomierność docisku do komutatora lub pierścieni ślizgowych, stan sprężyn w szczotkotrzymaczach, czystość gniazd i brak zanieczyszczeń pyłem węglowym. Sprawdza się też, czy szczotki nie zakleszczają się w szczotkotrzymaczu i czy swobodnie się przesuwają. Dobrą praktyką jest porównanie zużycia wszystkich szczotek – jeśli jedna zużywa się dużo szybciej, to może świadczyć o niewłaściwym docisku, złej geometrii komutatora albo luzach łożysk. W wielu zakładach, zgodnie z instrukcjami eksploatacji i normami dotyczącymi obsługi maszyn elektrycznych, kontrola szczotek i szczotkotrzymaczy jest wpisana w harmonogram przeglądów okresowych właśnie na czas postoju urządzenia. W ruchu ciągłym, szczególnie przy napędach krytycznych technologicznie, takie oględziny w czasie postoju są jednym z kluczowych elementów profilaktyki, bo pozwalają uniknąć nagłej awarii w trakcie produkcji. Moim zdaniem to jeden z tych prostych, ale bardzo „opłacalnych” punktów obsługi bieżącej silników komutatorowych.
W tym zadaniu łatwo wpaść w pułapkę kojarzenia typowych parametrów pracy silnika z tym, co sprawdza się podczas postoju. Wiele osób intuicyjnie myśli o drganiach albo temperaturze obudowy, bo to są klasyczne objawy usterek łożysk, niewyważenia wirnika czy przeciążenia. Problem w tym, że poziom drgań i stopień nagrzewania obudowy ocenia się przede wszystkim w trakcie pracy silnika, pod obciążeniem, a nie wtedy, gdy stoi. Gdy maszyna jest wyłączona, drgania są praktycznie zerowe, więc nie ma sensu mówić o ich poziomie – po prostu nie występują. Oczywiście można przy przeglądzie mechanicznym „na postoju” sprawdzić stan fundamentów, dokręcenie śrub, luz łożysk, ale to już inna kwestia niż pomiar drgań eksploatacyjnych. Podobnie z temperaturą: obudowa i łożyska nagrzewają się w czasie pracy, a ocenę przegrzewania wykonuje się wtedy, gdy silnik pracuje w ustalonych warunkach, często z użyciem pirometru czy czujników temperatury, zgodnie z zaleceniami producenta i normami dotyczącymi dopuszczalnych przyrostów temperatury. Po wyłączeniu silnik stopniowo stygnie i pomiar temperatury po dłuższym postoju nie daje wiarygodnej informacji o rzeczywistym obciążeniu cieplnym w trakcie pracy. Kolejna sprawa to wskazania aparatury pomiarowej. Liczniki, mierniki, przekaźniki pomiarowe i zabezpieczeniowe odczytuje się zwykle podczas pracy napędu lub bezpośrednio po zatrzymaniu, kiedy prąd, napięcie czy inne wielkości mają jeszcze sens eksploatacyjny. Sam „postój” jako taki nie jest momentem do oceny wskazań przyrządów, bo wtedy parametry elektryczne są zerowe albo bliskie zeru. Typowym błędem myślowym jest wrzucenie do jednego worka wszystkich czynności kontrolnych, bez rozróżnienia, które robi się na postoju, a które w ruchu. W praktyce, gdy silnik jest zatrzymany i zabezpieczony przed przypadkowym załączeniem, można skupić się na elementach dostępnych mechanicznie, takich jak właśnie szczotki i szczotkotrzymacze w maszynach komutatorowych, zaciski przyłączeniowe, stan izolacji przewodów, czystość wnętrza. Parametry dynamiczne, jak drgania czy nagrzewanie, bada się wyłącznie w czasie normalnej pracy, stosując odpowiednie procedury diagnostyczne i sprzęt pomiarowy. Rozdzielenie tych dwóch etapów – kontroli na postoju i kontroli w ruchu – to podstawa dobrej eksploatacji maszyn elektrycznych.