Prawidłowo wskazano, że pomiary okresowe urządzeń elektrycznych wykonuje się podczas eksploatacji. Chodzi właśnie o takie badania, które robi się cyklicznie w trakcie normalnej pracy urządzenia, a nie jednorazowo. Zgodnie z dobrymi praktykami i wymaganiami norm (np. PN-HD 60364 dla instalacji, ale podobne podejście stosuje się do urządzeń), użytkownik lub służby utrzymania ruchu muszą regularnie sprawdzać stan techniczny, skuteczność ochrony przeciwporażeniowej, rezystancję izolacji, ciągłość przewodów ochronnych, działanie wyłączników różnicowoprądowych, stan uziemień itp. Dzięki takim okresowym pomiarom można wcześnie wykryć zużycie izolacji, przegrzewanie się zacisków, luźne połączenia, niesymetrię obciążeń, spadek rezystancji izolacji, co w praktyce przekłada się na mniejsze ryzyko porażenia prądem, pożaru albo nieplanowanego postoju linii produkcyjnej. W zakładach przemysłowych robi się to według harmonogramu: np. co rok, co trzy lata, zależnie od warunków środowiskowych i klasy urządzenia. Moim zdaniem to jest takie „przegląd techniczny” elektryki, podobnie jak okresowe badanie techniczne auta – robione wtedy, gdy auto normalnie jeździ, a nie tylko gdy się zepsuje. W wielu firmach łączy się pomiary okresowe z przeglądami prewencyjnymi, aby od razu usuwać drobne usterki, zanim przejdą w poważną awarię. Takie podejście jest zgodne z zasadami bezpiecznej eksploatacji i z typowymi instrukcjami producentów urządzeń, którzy często wprost wymagają cyklicznych pomiarów i testów, żeby zachować gwarancję i bezpieczeństwo użytkowania.
W tym zagadnieniu kluczowe jest zrozumienie, czym w ogóle są pomiary okresowe. To nie są pomiary „okazjonalne”, robione wtedy, gdy coś się wydarzy, tylko zaplanowane, cykliczne badania stanu technicznego urządzeń elektrycznych w czasie ich normalnej pracy eksploatacyjnej. Częsty błąd polega na kojarzeniu pomiarów głównie z sytuacją awarii. Po awarii oczywiście też wykonuje się pomiary, ale mają one charakter doraźny, diagnostyczny: szuka się przyczyny uszkodzenia, sprawdza się konkretne obwody, izolację, zabezpieczenia. To nie są pomiary okresowe, tylko pomiary „poawaryjne”, które nie zastępują regularnych badań profilaktycznych. Inne skojarzenie to miejsce wytworzenia urządzenia. U wytwórcy rzeczywiście wykonuje się cały pakiet badań typu, badań rutynowych, prób napięciowych, testów funkcjonalnych – ale to służy potwierdzeniu, że nowe urządzenie spełnia wymagania norm i deklarowane parametry. To jest etap produkcji, a nie okresowej eksploatacji. Użytkownik musi później sam dbać o cykliczne kontrole. Podobnie po modernizacji instalacji lub urządzenia wykonuje się pomiary, jednak mają one charakter odbiorczy lub powykonawczy: sprawdza się, czy przebudowany układ jest zgodny z dokumentacją, czy ochrona przeciwporażeniowa i uziemienia działają prawidłowo, czy nie przekroczono dopuszczalnych spadków napięć itd. To nadal nie są pomiary okresowe, tylko jednorazowe badania po zmianach. Typowym błędem myślowym jest utożsamianie każdej czynności pomiarowej z „pomiarem okresowym”, podczas gdy w praktyce rozróżnia się: pomiary odbiorcze (nowe lub zmodernizowane instalacje), pomiary poawaryjne oraz właśnie pomiary okresowe wykonywane w trakcie eksploatacji, według harmonogramu. Właśnie ten ostatni typ ma na celu systematyczną ocenę niezawodności i bezpieczeństwa pracy, zanim pojawi się awaria czy zagrożenie dla ludzi i mienia.