Poprawna jest odpowiedź o używaniu bezpieczników dobranych do mocy urządzenia oraz obciążalności długotrwałej kabli, bo właśnie po to są zabezpieczenia nadprądowe – żeby przerwać obwód zanim dojdzie do przegrzania przewodów i pożaru. Bezpiecznik ma zadziałać wtedy, gdy prąd przekroczy wartość dopuszczalną dla przewodów i samego odbiornika. W praktyce oznacza to, że dobieramy jego prąd znamionowy do przekroju żył, sposobu ułożenia przewodów, materiału izolacji i charakteru obciążenia. Nie „na oko”, tylko zgodnie z katalogami i normami, np. PN‑HD 60364. Moim zdaniem to jedna z podstawowych umiejętności elektryka: wiedzieć, że za duży bezpiecznik niby „nie wywala”, ale realnie likwiduje ochronę przeciwpożarową. Dobry dobór zabezpieczeń ogranicza skutki zwarć, przeciążeń, zapobiega nagrzewaniu złączek, listew zaciskowych, gniazd. Widać to szczególnie w instalacjach z dużymi odbiornikami – silnikami, grzałkami – gdzie prąd rozruchowy, charakterystyka B/C/D wyłączników czy typ wkładki topikowej ma znaczenie. W codziennej pracy warto pamiętać, że bezpiecznik zawsze chroni przede wszystkim przewody i instalację, a dopiero pośrednio samo urządzenie. Dlatego przy każdym nowym obwodzie czy modernizacji instalacji trzeba sprawdzać: moc odbiorników, przekrój przewodów, długość linii, sposób ułożenia i dopiero potem dobierać zabezpieczenie. To jest właśnie standard dobrej praktyki i podstawowy sposób ograniczania ryzyka pożaru przy eksploatacji urządzeń elektrycznych.
W wielu instalacjach spotyka się niestety pomysły typu „poradzimy sobie sami”, które w teorii mają zapewnić ciągłość pracy, a w praktyce dramatycznie zwiększają ryzyko pożaru. Dobrym przykładem jest stosowanie drutu zamiast właściwego bezpiecznika. Z zewnątrz wygląda to niewinnie: coś się przepaliło, więc ktoś wkłada drut miedziany albo stalowy. Problem polega na tym, że taki „zastępnik” nie ma żadnej określonej charakterystyki topienia, nie jest powtarzalny i zwykle ma zdecydowanie wyższy dopuszczalny prąd niż przewody w obwodzie. Efekt jest taki, że w razie przeciążenia albo zwarcia prąd płynie dalej, przewody się grzeją, izolacja się degraduje, zaciski się przegrzewają i bardzo łatwo o zapłon. To jest dokładne odwrócenie funkcji zabezpieczenia nadprądowego. Podobnie wygląda sytuacja z włączaniem „w pełni obciążonych” urządzeń siłowych bez myślenia o parametrach instalacji. Sam fakt, że urządzenie ma dużą moc i „chodzi na pełnej”, nie jest żadnym środkiem zapobiegania pożarom. Wręcz przeciwnie – jeśli obwód jest dobrany na styk, przewody mają za mały przekrój, zaciski są poluzowane, a zabezpieczenie jest źle dobrane, to wysoki prąd roboczy tylko przyspiesza przegrzewanie i uszkodzenia. Częstym błędem jest też podłączanie kilku odbiorników do jednego gniazda, zwykle przez tani rozgałęźnik lub listwę bez odpowiednich parametrów. Użytkownik widzi tylko, że „wszystko działa”, a nie widzi, że sumaryczny prąd obciąża styk gniazda ponad jego dopuszczalną wartość. Styk się grzeje, plastik zaczyna się topić, pojawiają się przebicia i nadpalone izolacje. Z mojego doświadczenia właśnie takie przeciążone gniazda są jedną z najczęstszych przyczyn lokalnych przegrzań i zarzewi pożaru. Wspólny mianownik tych błędnych podejść to myślenie na zasadzie: „skoro świeci i się kręci, to jest dobrze”, bez uwzględnienia parametrów prądowych, przekrojów przewodów i norm dotyczących obciążalności długotrwałej. Profesjonalne podejście zawsze opiera się na prawidłowym doborze zabezpieczeń, unikaniu przeciążeń gniazd i obwodów oraz na tym, że bezpiecznik ma być najsłabszym, kontrolowanym ogniwem, a nie przewody czy gniazda.