Prawidłowo – układ z rysunku to klasyczny schemat trójbiegunowego pomiaru rezystancji uziomu za pomocą sond pomocniczych. Widzisz trzy elektrody w ziemi: T (badany uziom), T1 (sonda prądowa) i T2/Y (sonda napięciowa). Między uziomem badanym a sondą prądową T1 przepływa prąd pomiarowy z oddzielnego źródła z regulacją prądu. Amperomierz mierzy ten prąd, a woltomierz – spadek napięcia między uziomem T a sondą napięciową T2. Na tej podstawie przyrząd (lub my z obliczeń) wyznaczamy rezystancję uziomu R = U/I. Na rysunku zaznaczone są też odległości: sonda prądowa powinna być odsunięta od badanego uziomu o co najmniej 20 m, sonda napięciowa umieszczona mniej więcej w 1/3–1/2 odległości między nimi (tutaj po 6 m, ale ogólna zasada jest taka, żeby wyjść poza strefę oddziaływania potencjału). Takie rozmieszczenie wynika z dobrych praktyk i zaleceń norm, m.in. PN-HD 60364-6 oraz PN-EN 62305, żeby wynik nie był zafałszowany wzajemnym nakładaniem się pól potencjałów. W praktyce ten pomiar wykonuje się przy odbiorach instalacji odgromowych, uziomów fundamentowych, otokowych, szpilkowych itp. Wynik porównuje się potem z wymaganiami projektu albo z typowymi wartościami dla danego systemu ochrony przeciwporażeniowej, np. uziomy robocze i ochronne w sieciach nN, uziomy masztów, rozdzielnic. Moim zdaniem warto zapamiętać, że gdy na schemacie widać trzy pręty w ziemi, oddalone o kilkanaście–kilkadziesiąt metrów, osobne źródło prądu i zestaw A+V, to praktycznie zawsze chodzi właśnie o pomiar rezystancji uziemienia metodą techniczną (sondową).
Schemat pokazany na rysunku jest typowym układem do pomiaru rezystancji uziomu metodą trójbiegunową z użyciem sond pomocniczych, a nie do innych pomiarów instalacyjnych. Widać trzy elektrody wbite w grunt, wyraźnie zaznaczone duże odległości między nimi (≥20 m) oraz osobne obwody prądowy i napięciowy z amperomierzem i woltomierzem. To charakterystyczne dla pomiaru uziemienia, gdzie prąd pomiarowy zamyka się między badanym uziomem a sondą prądową, a potencjał mierzy się między badanym uziomem a sondą napięciową. Częsty błąd polega na myleniu tego układu z pomiarem prądu upływu. Prąd upływu dotyczy normalnie pracującej instalacji, przewodów fazowych i ochronnych, prądów płynących przez izolację lub do ziemi w warunkach eksploatacyjnych. Do takich pomiarów używa się zwykle cęgowych mierników prądu upływu lub mierników wielofunkcyjnych wpiętych w obwód, a nie trzech sond w gruncie rozstawionych co kilkanaście–kilkadziesiąt metrów. Rezystancja izolacji z kolei badana jest między żyłami przewodów a ziemią lub między poszczególnymi żyłami, za pomocą megomierza (induktora) o napięciu probierczym 250–1000 V lub więcej. Na schematach takich pomiarów nie ma sond ziemnych, tylko zaciski L–PE, L–N, N–PE itp. i jeden przyrząd podający wysokie napięcie pomiarowe. Z mojego doświadczenia, jeśli w zadaniu pojawiają się pręty w ziemi, to nie jest to pomiar izolacji. Niektórzy kojarzą też ten układ z pomiarem impedancji pętli zwarcia, bo tam również mierzy się prąd i napięcie. Jednak przy pętli zwarcia przyrząd pracuje w istniejącej instalacji, wykorzystując sieć zasilającą, a pomiar wykonuje się w gniazdku, rozdzielnicy czy na zaciskach odbiornika. Nie wbija się żadnych sond w grunt, a pętla zwarcia zamyka się przez przewód fazowy, ochronny/neutralny oraz źródło zasilania. Tu mamy osobne źródło, sondy w ziemi i duże odległości – typowy obraz pomiaru rezystancji uziomu według zasad podanych w normach instalacyjnych.