Układ z rysunku to klasyczny dzielnik napięcia zbudowany z dwóch rezystorów połączonych szeregowo (2R i 10R), zasilanych źródłem 6 V. Napięcie wyjściowe pobieramy z punktu pomiędzy rezystorami względem dolnego zacisku (masy). Z prawa Ohma i z zależności dla dzielnika napięcia wynika, że napięcie na dolnym oporniku jest równe: Uwy = Uzasilania · Rdolny / (Rgórny + Rdolny). W tym przypadku Uwy = 6 V · 10R / (2R + 10R) = 6 V · 10/12 = 5 V. W praktyce właśnie tak projektuje się proste stopnie dopasowania napięcia, np. do wejść układów pomiarowych, sterowników PLC, wejść analogowych mikrokontrolerów albo do obniżenia napięcia odniesienia dla jakiegoś czujnika. Moim zdaniem warto zapamiętać, że dzielnik zawsze rozdziela jedno napięcie na dwa (lub więcej) mniejsze zgodnie z proporcją rezystancji, ale nie „tworzy” dodatkowej mocy ani prądu. W profesjonalnych instalacjach i urządzeniach pamięta się też o tym, żeby dzielnik nie był zbyt mocno obciążany – obciążenie podłączone do wyjścia nie może za bardzo zmieniać efektywnej rezystancji dolnej gałęzi, bo wtedy napięcie wyjściowe przestaje być stabilne. Dlatego w dobrych praktykach projektowych (wg zaleceń katalogowych producentów układów scalonych, norm dotyczących torów pomiarowych itp.) dobiera się rezystancje tak, żeby prąd przez dzielnik był kilka–kilkanaście razy większy niż prąd pobierany przez wejście mierzonego układu. Ten schemat jest więc książkowym przykładem dzielnika napięcia: jedno źródło, dwa oporniki szeregowo i punkt wyjściowy w środku.
Na tym schemacie łatwo się pomylić, bo ktoś widzi źródło 6 V, dwa rezystory i zaczyna doszukiwać się jakichś „magicznych” funkcji typu podwajacz napięcia albo podwajacz prądu. W rzeczywistości układ robi coś dokładnie odwrotnego niż podwajanie: dzieli dostarczone napięcie na dwie części zgodnie z proporcją rezystancji. Podwajacze napięcia to zwykle układy z kondensatorami i diodami (tzw. pompy ładunkowe, mnożniki napięcia Greinachera, Villarda), gdzie energia jest gromadzona w kondensatorach i przełączana w taki sposób, żeby uzyskać wyższe napięcie niż zasilające. Tutaj nic takiego nie ma, są tylko rezystory połączone szeregowo, więc mowa o podwajaniu napięcia nie ma żadnego fizycznego uzasadnienia. Podobnie jest z pojęciem podwajacza prądu – sam układ rezystorowy zasilany stałym napięciem nie jest w stanie „powiększyć” prądu, bo prąd jest tu wyznaczony przez całkowitą rezystancję obwodu. Jeśli zwiększamy rezystancję, prąd maleje, jeśli zmniejszamy – rośnie, ale zawsze zgodnie z prawem Ohma i ograniczeniem źródła. W dodatku prąd w obwodzie szeregowym jest wszędzie taki sam, więc mówienie, że coś „podwaja prąd” w jednym miejscu, a w innym nie, zupełnie nie pasuje do tego typu połączenia. Pojęcie dzielnika prądu też bywa mylące: rzeczywiście istnieją dzielniki prądu, ale buduje się je z gałęzi równoległych, gdzie prąd rozkłada się na kilka ścieżek w zależności od ich rezystancji. Na rysunku gałęzie nie są równoległe, tylko szeregowe, więc prąd nigdzie się nie rozdziela – płynie tą samą wartością przez oba rezystory. Dlatego poprawna interpretacja jest taka, że mamy prosty dzielnik napięcia: napięcie 6 V odkłada się częściowo na rezystorze 2R, częściowo na 10R, a punkt pomiarowy w środku daje nam stabilne, niższe napięcie. Typowym błędem myślowym jest utożsamianie każdego układu „z wyjściem po środku” z jakimś wzmacniaczem lub podwajaczem, zamiast najpierw sprawdzić rodzaj połączenia (szeregowe czy równoległe) i policzyć napięcia według prostych wzorów dzielnika.