Decydujące w tym pytaniu jest słowo „musi”. Instalacja elektryczna w biurze podlega obowiązkowej konserwacji i naprawie wtedy, gdy jej parametry wyjdą poza zakres podany w instrukcji eksploatacji, dokumentacji technicznej lub normach. Chodzi o takie wielkości jak rezystancja izolacji, ciągłość przewodów ochronnych, impedancja pętli zwarcia, skuteczność ochrony przeciwporażeniowej, spadki napięcia, obciążalność prądowa obwodów. Jeśli pomiary okresowe pokażą, że któryś z tych parametrów „wyskoczył” poza dopuszczalne granice, to z punktu widzenia przepisów i zdrowego rozsądku instalacja wymaga naprawy lub co najmniej konserwacji. W praktyce wygląda to tak: przy przeglądzie pięcioletnim instalacji w budynku biurowym elektryk wykonuje komplet pomiarów, porównuje wyniki z wymaganiami z instrukcji eksploatacji i norm (np. PN‑HD 60364) i jeśli coś się nie zgadza – np. zbyt niska rezystancja izolacji przewodów, za duża impedancja pętli zwarcia, nieskuteczne zadziałanie zabezpieczeń nadprądowych – to trzeba podjąć działania: wymienić przewody, poprawić połączenia, dobrać inne zabezpieczenia, czasem przebudować fragment instalacji. Moim zdaniem kluczowe jest myślenie kategoriami „parametry – wymagania – bezpieczeństwo”. Instrukcja eksploatacji i dokumentacja to nie jest papier do szuflady, tylko punkt odniesienia, kiedy mamy obowiązek interweniować. W dobrych praktykach eksploatacyjnych przyjmuje się, że nie czekamy aż dojdzie do awarii czy porażenia, tylko reagujemy już na pogarszające się wyniki pomiarów, kiedy widać, że instalacja zaczyna wychodzić poza bezpieczny zakres pracy. Takie podejście minimalizuje ryzyko pożaru, porażenia prądem i przestojów w pracy biura.
W pytaniu chodzi o sytuację, kiedy instalacja elektryczna musi być poddana konserwacji i naprawie z punktu widzenia wymagań technicznych i bezpieczeństwa, a nie tylko o zwykłe czynności eksploatacyjne. Częsty błąd polega na myleniu prac użytkownika z ingerencją w instalację. Wymiana zwykłych żarówek na energooszczędne czy LED to normalna obsługa opraw oświetleniowych, a nie konserwacja instalacji w rozumieniu przepisów. Oczywiście trzeba to robić z głową, wyłączyć zasilanie, używać właściwych źródeł światła, ale sama instalacja – przewody, zabezpieczenia, rozdzielnice – nie jest przy tym naprawiana ani modernizowana. Podobnie z pracami typu malowanie ścian. To, że w pomieszczeniu trwają roboty wykończeniowe, wcale nie oznacza automatycznie, że trzeba robić konserwację instalacji elektrycznej. Co najwyżej należy ją zabezpieczyć przed uszkodzeniem mechanicznym, zachować ostrożność przy gniazdach, oprawach, kanałach kablowych. Konserwacja jest potrzebna wtedy, gdy są przesłanki techniczne, a nie dlatego, że w pokoju trwa remont. Ciekawsza jest sytuacja z natężeniem oświetlenia. Jeśli pomiar wykaże, że jest ono niższe od wymaganego, wielu osobom od razu kojarzy się to z koniecznością „naprawy instalacji”. Tymczasem przyczyna może być zupełnie inna: zabrudzone klosze, zużyte źródła światła o mniejszym strumieniu, zła aranżacja stanowisk pracy, nawet ciemne kolory ścian. To jest problem warunków pracy i ergonomii, a nie od razu sygnał awarii instalacji elektrycznej. Instalację diagnozuje się przede wszystkim poprzez pomiary jej parametrów elektrycznych: rezystancji izolacji, impedancji pętli zwarcia, ciągłości przewodów ochronnych, skuteczności działania zabezpieczeń, spadków napięcia. Dopiero gdy te wielkości wyjdą poza zakres dopuszczalny w dokumentacji i instrukcji eksploatacji, mówimy o konieczności konserwacji lub naprawy. Typowy błąd myślowy polega więc na ocenianiu instalacji „na oko”, przez pryzmat oświetlenia, remontu czy wymiany żarówek, zamiast opierać się na twardych wynikach pomiarów i wymaganiach normowych. W nowoczesnym podejściu do eksploatacji instalacji elektrycznych najpierw mierzymy i porównujemy z wymaganiami, a dopiero potem podejmujemy decyzję, czy konserwacja jest rzeczywiście konieczna.