W sytuacji porażenia prądem elektrycznym w zakładzie pracy absolutnym priorytetem jest ratowanie zdrowia i życia człowieka, dlatego w pierwszej kolejności należy powiadomić pogotowie ratunkowe oraz przełożonych. To jest zgodne z podstawowymi zasadami BHP oraz z praktyką obowiązującą w większości zakładów przemysłowych. Pogotowie ratunkowe dysponuje personelem medycznym i sprzętem do udzielania specjalistycznej pomocy przy zatrzymaniu krążenia, zaburzeniach rytmu serca, oparzeniach elektrycznych i urazach wtórnych, np. po upadku z wysokości. Przełożony natomiast odpowiada za organizację akcji ratunkowej na terenie zakładu, zabezpieczenie miejsca zdarzenia, wezwanie służb wewnętrznych, np. służby BHP czy straży zakładowej, a także późniejszą analizę wypadku i dokumentację. Moim zdaniem w realnych warunkach dobrze wyszkolona załoga robi to równolegle: jedna osoba dzwoni po pogotowie, druga powiadamia przełożonego, a trzecia zaczyna udzielać pierwszej pomocy. W praktyce zakładowej bardzo często jest to opisane w instrukcjach BHP i instrukcjach stanowiskowych – tam wprost bywa zapisane, że przy wypadku przy pracy, w szczególności przy porażeniu prądem, należy niezwłocznie wezwać pogotowie ratunkowe, a następnie przełożonego lub dyspozytora. Ważne jest też, żeby przed dotknięciem poszkodowanego odłączyć zasilanie, stosować środki ochrony indywidualnej i nie narażać siebie na porażenie. W nowoczesnych zakładach coraz częściej szkoli się pracowników, żeby nie tracić czasu na szukanie „właściwej” osoby, tylko natychmiast dzwonić pod 112 albo 999, a równolegle zawiadamiać strukturę służbową. To jest po prostu zdrowy rozsądek połączony z dobrą praktyką branżową i przepisami ochrony i bezpieczeństwa.
W przypadku porażenia prądem w zakładzie pracy łatwo skupić się na ogólnych służbach ratunkowych albo na strukturach wewnętrznych firmy i pominąć właściwą kolejność działań. Wiele osób myśli na przykład o straży pożarnej lub straży zakładowej jako pierwszym kontakcie, bo kojarzą te służby z akcjami ratowniczymi. Problem w tym, że przy porażeniu prądem mamy przede wszystkim nagły stan zagrożenia życia konkretnej osoby, a nie klasyczne zdarzenie pożarowe. Straż pożarna oczywiście potrafi udzielić kwalifikowanej pierwszej pomocy, ale w typowym wypadku porażenia prądem na stanowisku pracy to nie oni są podstawową, wyspecjalizowaną służbą medyczną. Straż zakładowa, jeśli w ogóle istnieje w danym zakładzie, zwykle odpowiada za ochronę obiektu, reagowanie na pożary, ewakuację, zabezpieczenie terenu. Może pomóc, ale nie zastąpi zespołu ratownictwa medycznego. Z drugiej strony są też odpowiedzi, które skupiają się tylko na służbach wewnętrznych zakładu, jak przełożony i straż zakładowa, pomijając konieczność natychmiastowego wezwania pomocy medycznej. To typowy błąd myślowy: „najpierw zgłoszę szefowi, a on zdecyduje co dalej”. Przy porażeniu prądem liczą się minuty – zatrzymanie krążenia, migotanie komór, zaburzenia oddechu wymagają szybkiej defibrylacji, tlenoterapii, zaawansowanych czynności medycznych, których straż zakładowa czy sam przełożony po prostu nie wykona. Z mojego doświadczenia w wielu zakładach praktyka jest taka, że ludzie boją się „nadmiernie” wzywać pogotowie i wolą poczekać na decyzję przełożonego. To jest złe podejście, sprzeczne z zasadami BHP i instrukcjami pierwszej pomocy. Właściwy schemat to: zapewnić bezpieczeństwo (odłączyć napięcie), nie dotykać poszkodowanego dopóki obwód nie jest wyłączony, wezwać pogotowie ratunkowe, równolegle powiadomić przełożonego i dopiero potem angażować inne służby jak straż pożarna czy straż zakładową, jeśli sytuacja tego wymaga, np. przy pożarze instalacji. Priorytetem zawsze jest medyczne ratowanie człowieka, a dopiero w dalszej kolejności ochrona mienia i cała reszta formalności.