W opisanej sytuacji mamy klasyczny objaw niestabilnego połączenia w obwodzie zasilania oprawy: częste zmiany natężenia oświetlenia po kilku minutach pracy, czyli takie „mruganie” żarówki. Najbardziej typową i w praktyce najczęstszą przyczyną jest wypalenie lub nadpalanie styków w łączniku (wyłączniku światła). Styki, które są zużyte, nadpalone albo poluzowane, mają podwyższoną rezystancję przejścia. Przy przepływie prądu powoduje to lokalne nagrzewanie, rozszerzanie się materiału, a potem jego schładzanie. W efekcie styk raz przewodzi lepiej, raz gorzej, pojawiają się mikroprzerwy i żarówka przygasa lub błyska. Moim zdaniem to jeden z typowych usterek spotykanych w starszych instalacjach, szczególnie tam, gdzie łączniki są kiepskiej jakości albo często używane. Z punktu widzenia dobrej praktyki eksploatacyjnej PN-HD 60364 i ogólnych zasad montażu, połączenia stykowe muszą być pewne mechanicznie, bez luzów, a aparatura łączeniowa powinna mieć odpowiednio dobraną obciążalność prądową i kategorię użytkowania. Wymiana łącznika na nowy, markowy, z solidnymi stykami i prawidłowo dokręconymi zaciskami zazwyczaj całkowicie eliminuje problem. W praktyce serwisowej, gdy klient zgłasza miganie tylko jednego obwodu oświetleniowego z żarowym źródłem światła, pierwsza rzecz do sprawdzenia to właśnie łącznik i jego styki, a dopiero potem szuka się dalej w oprawie czy puszce instalacyjnej. Dobrze jest też okresowo kontrolować stan zacisków i nie dopuszczać do pracy z nadpalonymi elementami, bo długotrwałe przegrzewanie może prowadzić do uszkodzenia izolacji przewodów, a w skrajnym przypadku nawet do zagrożenia pożarowego.
Wiele osób, widząc miganie światła, od razu myśli o jakimś poważnym zwarciu albo o zawilgoconej instalacji. To taki dość naturalny, ale jednak błędny odruch. Zawilgocona izolacja przewodów zasilających zwykle objawia się upływami prądu, zadziałaniem zabezpieczeń różnicowoprądowych, przebiciem do ziemi, a nie delikatnym, rytmicznym miganiem pojedynczej żarówki po kilku minutach pracy. Przy realnym zawilgoceniu mamy raczej problem z izolacją, korozją złącz, wilgocią w puszkach, co kończy się albo wyłączeniem obwodu, albo bardzo wyraźnym iskrzeniem i nagrzewaniem, a nie takim subtelnym przygasaniem. Zwarcie pomiędzy przewodem fazowym i neutralnym to już sytuacja awaryjna wysokiego kalibru. W normalnej, zabezpieczonej instalacji natychmiast zadziała bezpiecznik nadprądowy lub wyłącznik instalacyjny, bo prąd zwarciowy jest wielokrotnie wyższy od prądu znamionowego. Objawem jest wyłączenie obwodu, huk, czasem błysk, a nie to, że żarówka sobie czasem mignie i dalej świeci. Gdyby naprawdę było zwarcie między L a N, obwód po prostu by nie działał, bo zabezpieczenie by odpadło. Podobnie ze zwarciem pomiędzy przewodem ochronnym i neutralnym – w poprawnie wykonanej instalacji TN-S lub TN-C-S takie zwarcie może powodować różne skutki w zależności od miejsca, ale na pewno nie będzie to tylko lekkie miganie światła po kilku minutach pracy. Najczęściej skończy się to zadziałaniem wyłącznika różnicowoprądowego albo powstaniem niebezpiecznych prądów błądzących, co jest poważną usterką z punktu widzenia ochrony przeciwporażeniowej. Typowym błędem myślowym jest tu szukanie przyczyny w „wielkich awariach” zamiast w zwykłym, zużytym elemencie aparatury – łączniku, jego stykach lub luźnym połączeniu. W praktyce serwisowej zawsze zaczyna się od sprawdzenia najprostszych, mechanicznych przyczyn: styków, zacisków, łączników, oprawek. To one najczęściej powodują spadki napięcia, iskrzenie kontaktów i właśnie takie miganie, a nie jakieś dramatyczne zwarcia w przewodach czy zawilgocenia całej instalacji.